Niestety, trochę zawiódł człowiek. Sytuacja jest dla wszystkich nowa i stresująca. Personel szpitala powinien wykazać się spokojem. Tymczasem mieliśmy chaos i niepokój, których ofiarą padła pacjentka. Do tego nigdy nie powinno dojść. Wystarczyło przestrzegać procedur wskazanych przez głównego inspektora sanitarnego. NFZ powołał już specjalny zespół monitorujący prawidłowość działań placówek opieki zdrowotnej przy podejrzeniu zarażenia koronawirusem.
Podkreślę, że pacjentka powinna być leczona i powinien być jej zapewniony komfort i bezpieczeństwo. Z naszych ustaleń wynika, że nie było ryzyka, że jest zarażona koronawirusem, więc powinien się nią zaopiekować personel szpitala w Krotoszynie, tak jak każdym chorym z infekcją.
Co do czasu, w którym prowadzone jest badanie na obecność koronawirusa, to ten standard to 18 godzin. Państwowy Zakład Higieny przyjmuje próbki całą dobę, choć badania są uruchamiane w momencie, jak skończy się poprzednie. I pamiętajmy, że w medycynie i diagnostyce przypadek przypadkowi nierówny. Czasem trzeba powtórzyć badanie, czasem trzeba pobrać więcej próbek. Najważniejszy jednak nie jest czas, ale prawidłowa diagnostyka.
Jestem ostatnią osobą, która chciałaby to ukrywać. Na pewno koronawirus w Polsce będzie, wiec dlaczego mielibyśmy to ukrywać?
Każdy dyrektor powinien mieć na stanie placówki pełne zabezpieczenie, pełną ochronę dla swoich pracowników. Jeżeli nie ma, to znaczy, że źle zarządza jednostką i nie spełnia wymagań na niego nałożonych.
Tak powinno być. Tak samo jak dyrektorzy szpitali, którzy mówią, że nie mają maseczek i kombinezonów – przyznają się, że nie przestrzegają przepisów i nie zabezpieczyli swoich pracowników.
Dlatego uruchomiliśmy rezerwy i przekazaliśmy informację do wszystkich szpitali, które mogą tych rezerw potrzebować.
To informacja zastrzeżona, ale zapewniam, że dużo. Wyroby te są na stanie Agencji Rezerw Materiałowych.
Na wniosek ministra zdrowia. I właśnie zostały uruchomione. Zebraliśmy dane o zapotrzebowaniu. Na razie nie ma epidemii – ale w razie czego niezbędny sprzęt będzie dostępny na bieżąco.
Teoretycznie też.
O to chodzi, że nie powinni tam trafiać.
Już to wyjaśniliśmy. Przekaz jest jeden: pacjenci z koronawirusem powinni być jak najdalej od przychodni. Mają iść do szpitala zakaźnego.
Jeżeli będzie taka konieczność – tak. Dotychczas już mieliśmy takie przypadki i nie było problemu.
Wytyczne są jasne. Ale wszędzie są ludzie. I są niestety tacy, którzy postępują wbrew zasadom.
Podejrzenie zarażenia koronawirusem to jest zagrożenie zdrowia. Dodam, że dyspozytorzy otrzymali wytyczne w tej sprawie.
Stąd rezerwa sprzętowa, o którą dyrektorzy placówek medycznych mogą występować. Mam również zapewnienie z resortu obrony narodowej, że w sytuacji wystąpienia choroby wojsko uruchomi swoje zasoby. W piątek rozmawiałem o tym z szefem MON.
Udostępnią transport, swoją kadrę, miejsca, gdzie można będzie odizolować ludzi.
Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie, to jest rzecz względna, podlegająca bieżącej ocenie. To nie zależy tylko od liczby osób chorych, lecz także spanikowanych.
Maseczka nie jest zalecana dla osób zdrowych, choć na pewno daje poczucie bezpieczeństwa.
WHO, ECDC, NIH i inne agencje międzynarodowe mają jedno stanowisko – osoby zdrowe nie muszą nosić maseczek. Mają je zakładać osoby chore. Maseczek brakuje, bo pojawia się strach i ludzie wykupują je na zapas. Dużo ważniejsze jest mycie rąk oraz unikanie dużych skupisk ludzkich. Największym zagrożeniem obecnie jest panika, nie epidemia.
W poniedziałek mieliśmy komunikat europejskiej agencji, która wskazuje regiony wysokiego zagrożenia. We wtorek wprowadziliśmy nowe wytyczne. To jest szybka reakcja. Żaden kraj nie zablokował granic – my też nie.
Żaden kraj nie zablokuje granic przed koronawirusem.
Zrobiliśmy to.
Dziesiątki tysięcy. Żeby było jasne – nie planujemy na razie zamykania granic. Takich wskazań nie ma w żadnym państwie.
Nie chcę oceniać służb włoskich. My mamy swoje procedury. Przyglądamy się, co robią inne państwa, i analizujemy, co się sprawdza.
Pierwsze odwołane imprezy masowe już mieliśmy. Wojewodowie przedstawiają głównemu inspektorowi sanitarnemu wykaz imprez, a on będzie wydawał rekomendacje. Co do odwoływania mszy w kościołach, to proszę, nie przesadzajmy. Na pewno reagujemy adekwatnie do sytuacji. Wszystkie te sceny z Włoch – braki na półkach, to jest nakręcanie paniki. Niestety, media są również za to współodpowiedzialne.
Jestem po rozmowie z szefem MEN, który spotkał się z kuratorami. Została im przekazana instrukcja dla uczniów i dyrektorów szkół, jak zachowywać się w sytuacji podejrzenia zachorowania itp.
Nie ma ku temu przesłanek. Jeżeli się okaże, że w danym mieście mamy, dajmy na to, 200 zachorowań na koronawirusa, to można rozważyć wprowadzenie zamknięcia szkół.
Również i o tym rozmawiałem z ministrem edukacji. Jesteśmy gotowi na różne scenariusze.
Musielibyśmy mieć gigantyczny rozsiew wirusa, zamknięcie dużej liczby szkół na dłużej niż dwa tygodnie.
Trzy tysiące. Oczywiście rzeczą normalną jest, że w tej chwili na części z nich mamy standardowo przyjmowanych pacjentów. Ale jeżeli pojawi się koronawirus i okazałoby się, że w szpitalach zakaźnych brakuje miejsc, to będziemy przekształcać w zakaźne inne oddziały szpitalne.
Mamy na to zarezerwowane pieniądze z rezerwy ogólnej budżetu państwa. Teoretycznie jednak, zgodnie z obecnymi przepisami, szpital nie musi się zgodzić na przekształcenia swoich oddziałów. Dlatego niezbędne są zmiany legislacyjne w tym zakresie, które kończymy już przygotowywać i zaraz trafią do Sejmu.
Przygotowujemy rozwiązania, które pozwolą Narodowemu Funduszowi Zdrowia płacić szpitalowi za gotowość przyjęcia pacjentów. To rozwiązanie pod sytuację, z którą możemy mieć do czynienia. Są tworzone również plany kryzysowe we współpracy z wojewodami. W nich oprócz zapisu, że jeżeli wstrzymywane są planowe przyjęcia na oddziały zakaźne, to pacjentów należy przesunąć do innych placówek, mamy również zapisaną potrzebę stworzenia dwóch izb przyjęć – dla pacjentów z podejrzeniem zakażenia i pozostałych. Chodzi o to, żeby nie mieszać pacjentów. Ponadto plany kryzysowe zakładają zwiększenie liczby środków transportu ratownictwa medycznego i ich doposażanie, uruchomienie specjalnych rezerw finansowych i materiałowych. Przy tej okazji liczymy również, ile mamy wszystkich kadr medycznych, które w sytuacji faktycznej epidemii będzie można zmobilizować.
Wiemy, ale teraz zliczamy np. lekarzy zakaźnych, którzy nie wykonują już swojego zawodu, bo są na emeryturze. Dzięki inwentaryzacji wiemy, ilu lekarzy przebywa na urlopach, na zwolnieniach. Mamy możliwość ogłoszenia stanu podwyższonej gotowości. Możemy cofnąć urlopy, przesunąć ze stanowisk administracyjnych wysyłać tam, gdzie będą największe skupiska chorych. Ale to nawet nie scenariusz B, a raczej E. Czyli bardzo odległy.
Choćby prostszy i szybszy sposób sięgania po rezerwy celowe i kryzysową. Należy wpisać sytuację epidemii, ale też przygotowania do niej, do katalogu spraw, które upoważniają do podwyższania stanu gotowości, do reagowania tak, jak na klęski żywiołowe. Epidemia w tej chwili nie jest kryterium do odwołania np. lotów czy ewakuacji. Chcemy również przy okazji przyspieszyć tzw. pionizację inspekcji sanitarnej.
Obecnie główny inspektor sanitarny nie ma możliwości wydawania poleceń powiatowym inspekcjom. Podlegają one bowiem samorządom. Ustawa ma to zmienić. Główny inspektor będzie mógł to robić w porozumieniu z wojewodą, który koordynuje wszystkie działania kryzysowe na swoim terenie.
Został powołany zespół prawników z różnych resortów, który ma przygotować odpowiedni projekt. Być może już dziś się nim zajmiemy w Sejmie. Po to zostało zwołane dodatkowe posiedzenie.
Nie liczymy ich teraz. Wydajemy tyle, ile potrzeba.
Mamy rezerwy na poziomie 1,7 mld zł. Pieniędzy nam nie zabraknie.
>>> Czytaj też: Maseczki i mydło w cenie. Zapasy zaczynają się wyczerpywać, producenci nie nadążają z realizacją zamówień
