Czy koronawirus doprowadzi do kolejnego kryzysu finansowego?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
11 marca 2020, 06:01
To, jak głęboki będzie kryzys, zależy od scenariusza rozwoju epidemii oraz sposobu zarządzania wywołanym przez nią kryzysem krajowych rządów – pisze portal Vox.

Indeks Dow Jones Industrial stracił w poniedziałek ponad 2 tys. pkt. Również rynki w Europie i Azji doświadczyły głębokiej zapaści. Były to dla nich najgorsze tygodnie od czasu kryzysu finansowego z 2008 roku.

Rozprzestrzenianie się koronawirusa doprowadziło już do : zakłócenia łańcuchów dostaw, spadającej sprzedaży niektórych produktów, wyprzedaży na rynkach finansowych oraz widma recesji. Wiedza o koronawirusie jest jednak ograniczona, więc trudno jest prognozować, jak wpłynie on w przyszłości na gospodarkę.

Chiny odgrywają obecnie w globalnej gospodarce znacznie ważniejszą rolę niż w 2003 roku, gdy rozprzestrzeniała się epidemia SARS. Firmy takie jak Apple i Nike już przyznają, że odczuły negatywne skutki epidemii. Kryzys uderzył mocno w turystykę i hotelarstwo. Dostawcy mają jeszcze zapasy towarów na kilka tygodni, ale po tym okresie ich sytuacja również stanie się trudna.

Krach na rynkach finansowych to w tej chwili bardziej skutek obaw inwestorów o kondycję gospodarki w 2020 roku niż faktycznych skutków rozwoju epidemii – analizuje Vox. Przygotowują się oni na możliwy najgorszy scenariusz, stąd masowa wyprzedaż. Podobnie robią też firmy, . Goldman Sachs skorygował już swoje szacunki wzrostu zysków amerykańskich oddziałów do zera. Również Apple i Nike rewidują swoje prognozy. Obie z tych firm znaczną część swoich produktów wytwarzają i sprzedają w Państwie Środka.

Produkcja przemysłowa w Chinach załamała się. Wiele zakładów zamknięto. Nawet gdy niektóre, położone w wolnych od koronawirusa regionach, próbują wznowić produkcję, to zmagają się z niedoborem pracowników, z których wielu nie może dotrzeć do pracy. Producenci będą potrzebowali czasu, żeby ponownie zwiększyć skalę produkcji.

Zamknięto również wiele sklepów i siedzib firm w Państwie Środka. Zrobiło tak chociażby Apple. Starbucks zamknął w tym kraju 2 tys. kawiarni. Mocno ucierpiały firmy odzieżowe z segmentu premium, które mocno uzależnione są od chińskich konsumentów.

W tej chwili centrum biznesowego kryzysu są Chiny, ale rozszerza się on powoli na USA i Europę.

Jest ona definiowana jako dwa kwartały ujemnego wzrostu PKB, jeden po drugim. Prawie pewne jest, że Chiny doświadczą znacznego spadku tempa wzrostu w pierwszym kwartale, a odpowiadają za około 17 proc. globalnego PKB. Mało prawdopodobne jest, by USA doświadczyły w pierwszym kwartale tego roku ujemnego wzrostu, ponieważ ich gospodarka jest w dobrej kondycji. Tego samego nie można powiedzieć o europejskiej – konkluduje portal.

>>> Polecamy: Największy od lat krach na giełdach. Czy to już kryzys?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj