Wczoraj minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski powiedział, że na mocy obowiązujących przepisów dyrektorzy szkół mogą elastycznie reagować na sytuację w regionie, czyli np. zawieszać zajęcia na kilka dni.

Władze Poznania skierowały do dyrektorów szkół, przedszkoli, żłobków, poradni i miejskich domów kultury „zalecenie”. Rekomenduje się w nim zamknięcie tych placówek na najbliższe dwa tygodnie (licząc od dziś). Decyzja ta – w przypadku zamknięcia wszystkich jednostek w mieście – dotknie 70–80 tys. dzieci i młodzieży.

Także w mniejszych miastach uczniowie nie chodzą do szkoły. Burmistrz Cieszyna zawiesił wczoraj lekcje w dwóch podstawówkach i jednym liceum ogólnokształcącym. Powód? Mogło tam dojść do kontaktu z nosicielem koronawirusa. Jeszcze wczoraj nie było wiadomo, jak długo placówki nie będą funkcjonować.

Od poniedziałku zawieszone są także lekcje w trzech szkołach w Rybniku. Obecnie trwa w nich dezynfekcja. W czwartek uczniowie mają wrócić do dwóch placówek (SP nr 9 i ZS nr 3), zaś dzieci i przedszkolaki z zespołu szkolno-przedszkolnego nr 14 wrócą dopiero 16 marca. O wznowionych zajęciach szkoły będą informowały rodziców za pośrednictwem dzienników elektronicznych.

Z reguły jednak samorządowcy nie decydują się na radykalne kroki. Przykładowo w Gdańsku uznano, że decyzja o ewentualnym zawieszeniu zajęć w obliczu zagrożenia koronawirusem należy do dyrektora placówki.

>>> Czytaj też: Koronawirus w Polsce: potwierdzono 22. przypadek zakażenia [NAJNOWSZE DANE]

W Katowicach i Warszawie słyszymy, że samorząd ściśle stosuje się do zaleceń rządu i sanepidu. – Na razie obowiązują nas zasady postępowania mówiące, co robić, jeśli koronawirus pojawi się w jakiejś szkole – tłumaczy wiceprezydent stolicy Paweł Rabiej. – Jesteśmy w ścisłym kontakcie z wojewodą, sytuacja jest dynamiczna. Jeszcze w poniedziałek nikt nie wspominał o zakazie odwiedzin w szpitalach, dziś już takie zalecenie obowiązuje. Uważnie monitorujemy sytuację, już poleciliśmy burmistrzom odwoływanie imprez masowych, a także sportowych czy kulturalnych – dodaje. Przedwczoraj pierwsza szkoła w Warszawie odwołała zajęcia z powodu koronawirusa – to prywatna placówka z Wilanowa. Od dziś zamknięte są także szkoła podstawowa i przedszkole na warszawskim Bemowie.

Jeden z prezydentów przekonuje nas, że władze lokalne nie mają skutecznych instrumentów prawnych, by z własnej inicjatywy zawiesić działalność szkół. – Proszę zauważyć, że władze Poznania wydały jedynie „zalecenie”, czyli w praktyce przerzuciły odpowiedzialność na dyrektorów szkół – ocenia nasz rozmówca. – Uważam, że decyzje w tym zakresie powinien podjąć rząd, a konkretnie minister oświaty, by uniknąć chaosu, że jedne szkoły są otwarte, a inne nie. Natomiast jeśli zapadnie decyzja, że np. na dwa tygodnie zamykamy szkoły, to powinno się to wiązać z propozycją przesunięcia terminu egzaminów, by uczniowie mieli jasność w tej materii – mówi Krzysztof Żuk, prezydent Lublina.

Tego samego zdania jest prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. – W woj. podlaskim i Białymstoku na dziś nie mamy ani jednego przypadku. Nie ma więc potrzeby zamykać szkół, decyzje trzeba rozważnie i na bieżąco podejmować. Ale i tak sądzę, że to tylko kwestia czasu, bo zakażeń będzie przybywać – ocenia prezydent.

Zdaniem samorządowców jednym z największych wyzwań w kontekście ewentualnego zawieszania lekcji w szkołach jest kwestia ułatwień dla rodziców, którzy będą zmuszeni do zostania w domach z dziećmi. Na dziś władze miejskie nie widzą za bardzo możliwości działania, np. zapewnienia systemowej opieki. – Jeśli celem naszych działań miałoby być wycofanie młodych ludzi z aktywności, to organizowanie im zajęć pozaszkolnych jest bez sensu, bo to sprzyjałoby rozprzestrzenianiu się wirusa – argumentuje Krzysztof Żuk.

Na dziś – jak podał serwis 300polityka.pl – Mateusz Morawiecki zaprosił do kancelarii prezydentów kilkudziesięciu miast. Już wczoraj pojawiły się domysły, że jednym z głównych tematów może być kwestia przygotowań do zamknięcia szkół i skoordynowania działań w tym zakresie.

>>> Czytaj też: Spokojnie, to tylko panika. Cenę wyższego deficytu warto zapłacić [OPINIA]