Premier Włoch Giuseppe Conte ogłosił w poniedziałek, że rząd wprowadza zakaz zgromadzeń w całym kraju w związku z szerzeniem się koronawirusa. „Conte ogłosił najsurowsze ograniczenia swobody przemieszczania się nałożone w Europie od czasów drugiej wojny światowej: 60 milionów Włochów może teraz przemieszczać się tylko z naglących powodów związanych z pracą, zdrowiem lub innymi nadzwyczajnymi potrzebami – i to tylko za pisemną zgodą”  – pisze Rachel Donadio w serwisie The Atlantic.

We Włoszech, czwartej co do wielkości gospodarce Europy, odnotowano największą liczbę przypadków nowego koronawirusa poza granicami Chin. Ograniczenia są nie tylko próbą walki z epidemią, ale i ilustracją testu na demokrację, jaki ten kryzys stawia przed rządami. Donadio stawia pytania: Jakiego rodzaju ograniczenia mogą rozsądnie nałożyć rządy na obywateli? Kto będzie egzekwował nowe zasady? Na jakie kompromisy przystaną państwa i ich przywódcy? Włochy to pierwszy kraj, który musi sobie na te pytania odpowiedzieć – a niekoniecznie jedyny.

W pewnym sensie Włochy i Europa są dobrze przygotowane do stawienia czoła kryzysowi epidemiologicznemu: mają powszechną opiekę zdrowotną. Z drugiej strony, Unia Europejska istnieje przede wszystkim opierając się na zasadzie swobodnego przepływu osób, towarów i informacji. Wirus z kolei nie zna granic.

>>> Czytaj też: Epidemia paraliżuje Europę. Oto, jak poszczególne państwa walczą z koronawirusem

Jak wygląda sytuacja w odizolowanych Włoszech? Lista miejsc, które są zamknięte, jest długa: szkoły, uniwersytety, muzea, kina, teatry. Włoska liga piłki nożnej odwołała wszystkie mecze; zgromadzenia publiczne są zakazane. Nie organizuje się wesel, pogrzebów ani nabożeństw religijnych. Komunikacja publiczna i pociągi nadal kursują, lotniska są otwarte, choć z ograniczeniami i znaczną redukcją częstotliwości połączeń. Aby opuścić swoje najbliższe okolice, ludzie muszą wypełnić dokument stwierdzający, jaka potrzeba wymaga od nich wsiadania do samolotu lub pociągu i dlaczego nie mogą odroczyć podróży. Inaczej grozi im areszt i kara grzywny. Sklepy spożywcze są otwarte, podobnie jak restauracje i bary, ale tylko do godziny 18:00. Płatności hipoteczne zostały zawieszone. Możliwe, że rząd przychyli się do propozycji, by opóźnić płatności rachunków i innych podatków, a także zaoferuje ulgi podatkowe dla przedsiębiorstw i bony na opiekę nad dziećmi. Po zakazie wizyt krewnych doszło do rozruchów w supermarketach i zamieszek w więzieniach, co doprowadziło do śmierci kilku osób.

Wszystko to sprawia, że Włochy stały się niejako królikiem doświadczalnym. Wzrost liczby przypadków i zgonów we Francji i w Niemczech sugeruje, że kraje są obecnie w sytuacji, w której Włochy były około 10 dni temu. Francuski minister kultury Franck Riester ogłosił, że ma pozytywny wynik testu na obecność wirusa, a szef sztabu prezydenta Francji Emmanuela Macrona, Gaëtan Escorbiac, pracuje w domu po tym, jak miał do czynienia z osobą zakażoną.

Rachel Donadio zwraca uwagę na to, że jeszcze przed paroma dniami żartowano z krnąbrnych, niesubordynowanych Włochów, którzy zapewne znajdą sposób na obejście środków zaradczych. Teraz w całym kraju panuje atmosfera chaosu i niepokoju, ale widoczny jest też pewien rodzaj solidarności narodowej – zgrupowanie w obliczu „niewidzialnego wroga’, jak pisze jedna z gazet. Włosi mogą być zdezorganizowani. Być może nie działali wystarczająco szybko, by zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa. Jednak czy inne zaawansowane demokracje wykażą się taką elastycznością?

>>> Czytaj też: Koronawirus w UE: Niemcy nie chcą angażować się w ratowanie europejskiej gospodarki