SARS-CoV-2 jasno pokazuje, że nadal jako ludzkość nie radzimy sobie z oceną ryzyka, pisze Alison Bernstein w artykule opublikowanym przez portal scimoms.com. Zdaniem naukowców, ludzie zwykle koncentrują się na krótkoterminowych zagrożeniach i problemach, takich jak chociażby koszty anulowania jakiegoś wydarzenia. Rzadko zastanawiają się nad długoterminowymi zyskami, rezygnując ze swoich wcześniejszych planów. W przypadku pandemii koronawirusa taką korzyścią dotyczącą ogółu społeczeństwa jest tzw. „spłaszczanie krzywej”. Spłaszczenie krzywej oznacza podjęcie takich działań, które spowolnią rozprzestrzenianie się epidemii COVID-19 i zmniejszą liczbę osób chorych w szczytowym momencie epidemii.

Koszty alternatywne kontra zdrowy rozsądek

Jak wynika z badań naukowców ludzie bardziej przejmują się ryzykiem, którego nie są w stanie kontrolować, a ignorują to, na które mają realny wpływ. Strach powoduje potrzebę działania. Dlatego ludzie angażują się w zachowania, które zwiększają ich poczucie kontroli. Chodzi tu między innymi o kupowanie na zapas papieru toaletowego w zatłoczonym hipermarkecie (brak zalecanego przez WHO dystansu), czy nabywanie zupełnie niepotrzebnych zdrowym  osobom maseczek ochronnych na twarz. Takie nieracjonalne zachowania utrudniają kontrolowanie rozprzestrzeniania się choroby i spłaszczenia krzywej. Do tego mogą doprowadzić do sytuacji, w której zabraknie środków ochrony osobistej niezbędnych personelowi medycznemu opiekującemu się najciężej chorymi ofiarami COVID-19 w szpitalach.

Nieznane budzi lęk

Ludzie mają również tendencję do zwracania większej uwagi na to co nowe i nieznane. Stąd tak duże zainteresowanie i panika związana z SARS-CoV-2, przy jednoczesnym lekceważeniu ryzyka zachorowania na powszechnie znaną, ale równie groźną grypę. Każdego roku lekarze apelują o to, by ludzie skorzystali ze skutecznych środków zapobiegających zachorowaniom na przeziębienie i grypę, takich jak mycie rąk, zachowywanie rozsądnego dystansu w kontaktach z innymi ludźmi i szczepienia.

>>> Czytaj również: Koronawirus w Polsce: liczba zakażonych wzrosła do 150 [NAJNOWSZE DANE]

Codziennie media zalewają odbiorców niezliczonymi artykułami na temat koronawirusa. Memy, infografiki i posty w mediach społecznościowych napływające z niezweryfikowanych źródeł wplątują ludzi w sieć informacji, dezinformacji, a wręcz kłamstw i teorii spiskowych. Dzięki tak wytężonej uwadze mediów społecznościowych ryzyko zakażenia się SARS-CoV-2 wydaje się być ogromne, co wywołuje niepotrzebną panikę, która wpływa negatywnie naszą zdolność do racjonalnego myślenia i podejmowania decyzji.

W co i komu wierzyć?

Sposób, w jaki wykorzystujemy informacje w 2020 roku, często zwiększa ryzyko popełnienia błędu w ocenie sytuacji. Informacje dotyczące rozwoju epidemii bywają niekiedy przesadzone, po czym są filtrowane, upraszczane i wzmacniane za pomocą algorytmów mediów społecznościowych. W efekcie tego może powstać łańcuch dezinformacji świadomie przeplatany z realnymi faktami. W ten sposób odbierane przez nas informacje nie są w żaden sposób powiązane z nauką, dowodami i poradami ekspertów. Dlatego tak trudno jest odpowiedzieć na pytanie: jak bardzo powinniśmy się martwić?

W tak kryzysowej sytuacji jak obecna, ludzi można podzielić na dwie grupy. W tej chwili większość ludzi działa w trybie całkowitej paniki. Zdecydowanie mniej osób zaprzecza pandemii. Ci przestraszeni podejmują decyzje i działają w sposób, który może sprawić, że poczują się lepiej, ale nie pomogą „spłaszczyć krzywej”. Pozostali, którzy nie wierzą, że mogą zachorować na COVID-19 nie podejmując żadnych działań zapobiegawczych takich jak utrzymywanie odpowiedniego dystansu lub częste mycie rąk, również utrudnią powstrzymanie rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Po pierwsze nie szkodzić

Jednym z największych wyzwań w komunikacji ryzyka jest znalezienie równowagi między motywowaniem ludzi do podjęcia niezbędnych działań, a unikaniem nieuzasadnionej paniki i strachu. Strach jest świetnym czynnikiem motywującym, ale zazwyczaj motywuje ludzi do robienia tylko jednej rzeczy w danym momencie. Ta jedna rzecz niestety nie zawsze jest właściwa. Strach nie jest skutecznym czynnikiem motywującym do utrzymywania długoterminowych zmian w zachowaniu, pisze Bernstein. Dlatego wyzwaniem dla każdego, kto mówi publicznie na temat kornawirusa jest zachęcenie ludzi do działania, ale w taki sposób, aby uniknąć wywoływania paniki.

>>> Czytaj również: Wielka strefa kwarantanny. Nawet 100 tys. Polaków będzie izolowanych

Pośród tego, co wydaje się bombardowaniem informacjami i dezinformacją, postaraj się być ostrożnym odbiorcą mediów, radzi Alison Bernstein. Wszelkie uprzedzenia i rozmaite przekonania prowadzą na manowce. Będąc krytycznym wobec doniesień środków masowego przekazu czy od znajomych, jest bardziej prawdopodobne, że decyzje jakie podejmiemy będą oparte na racjonalnych dowodach, a nie na strachu.