Resort edukacji narodowej wydał stanowisko, że w czasie zamknięcia szkół i przedszkoli z powodu pandemii udzielanie dotacji przez samorządy niepublicznym placówkom (a także tym o charakterze publicznym, ale nieprowadzonym przez samorządy) powinno odbywać się na dotychczasowych zasadach. Gminy nie mają więc podstaw, aby kwestionować ich wysokość lub uchylać się od ich wypłaty. To jednak nie uspokaja właścicieli przedszkoli niepublicznych. Rodzice już bowiem szukają sposobów, aby uchronić się od płacenia czesnego za okres zamknięcia placówek.

Równi i równiejsi

Obecnie w najlepszej sytuacji są prywatne przedszkola, które zgodziły się na udział w powszechnej rekrutacji (czyli są udostępniane rodzicom tak samo jak przedszkola samorządowe). Nie pobierają od rodziców czesnego, bo w zamian otrzymują 100 proc. dotacji z gminy (patrz infografika). Rodzicie płacą jedynie 1 zł za każdą godzinę opieki po zrealizowaniu podstawy programowej, ale obecnie opłaty te są anulowane. Podobnie jak opłaty za wyżywienie.

Schody zaczynają się w prywatnych placówkach, gdzie 75-proc. dotacja od samorządu bez dodatkowego czesnego nie wystarczy na pokrycie wynagrodzeń nauczycieli i obsługi.

– Moje dzieci chodzą do prywatnego przedszkola. Dowiedziałam się od dyrektora, że za czas, gdy obiekt jest zamknięty, mogę odliczyć jedynie koszt wyżywienia (czyli 8 zł/dzień). Czesne będzie normalnie pobierane. Oznacza to, że mogę odliczyć 160 zł z czesnego wynoszącego 1,2 tys. zł – mówi matka dziecka z niepublicznego przedszkola z Warszawy.

Jeszcze trudniejsza sytuacja jest w żłobkach.

– Płacę za żłobek 1000 zł. Dyrekcja łaskawie zgodziła się na pomniejszenie tej kwoty o koszt posiłków, czyli o około 100 zł – mówi ojciec dziecka z miejscowości Suchy Las.

Rodzice przekonują, że takie działania prywatnych właścicieli placówek są niezgodne z wypracowanym w 2008 r. stanowiskiem UOKiK.

– Jeśli w umowie z przedszkolem jest postanowienie, że placówka pobiera czesne nawet gdy jest zamknięta – np. z powodu siły wyższej, epidemii – taka klauzula jest nieważna, gdyż jest wpisana do rejestru klauzul niedozwolonych. Natomiast jeśli umowa nie reguluje kwestii czesnego w czasie zamknięcia przedszkola, a dyrektor placówki sam zadecydował, że będzie za ten czas pobierać czesne, takie działanie jest bezpodstawnym wzbogaceniem i jest niedozwolone na podstawie art. 495 kodeksu cywilnego – wskazuje jeden z rodziców przedszkolaka.

Takie stanowisko rzeczywiście znalazło się w raporcie UOKiK z kontroli wzorów umów stosowanych przez przedszkola niepubliczne z 2008 r.

>>> Czytaj też: W czasie epidemii europejski rynek pracy wygrywa. Jest o wiele lepszy niż amerykański

Złagodzone stanowisko

Resort edukacji narodowej do tej pory nie zajął stanowiska w tej sprawie. DGP zwrócił się więc do UOKiK o ponowne zajęcie stanowiska. Zapytaliśmy, czy rodzice mający dzieci w przedszkolach niepublicznych mogą się uchylać od niepłacenia czesnego za okres, w którym placówka nie świadczy usług. Ku naszemu zaskoczeniu urząd łagodzi stanowisko zawarte we wspomnianym wyżej raporcie i przekonuje, że sytuacja jest nadzwyczajna.

– Nie ma w tym winy ani przedsiębiorców, ani rodziców. Właściciele placówek nie mogli tej sytuacji przewidzieć, planując ryzyko biznesowe. Doszło do nadzwyczajnej zmiany okoliczności, co przewiduje też kodeks cywilny w stosunkach cywilnoprawnych, to tzw. klauzula rebus sic stantibus – przekonuje Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK.

Dodaje, że czas epidemii stawia cały rynek i wszystkich jego uczestników przed nowymi wyzwaniami i koniecznością przedefiniowania niektórych dotychczasowych stosunków prawnych.

– Każdy przypadek należy oceniać odrębnie. Strony umowy muszą się porozumieć, jak sprawiedliwie dzielić koszty czesnego. Tak, by przedsiębiorcom umożliwić przetrwanie, a jednocześnie nie przerzucić na konsumentów całości ciężaru utrzymania przedszkoli i żłobków. Z pewnością niedopuszczalne jest pobieranie czesnego w pełnej wysokości za czas, kiedy dzieci w ogóle nie przebywają w placówce, np. opłaty za wyżywienie nie powinny być pobierane – dodaje.

UOKiK proponuje, że punktem wyjścia do rozmów powinno być przedstawienie przez właściciela przedszkola rzeczywistych kosztów, jakie ponosi mimo nieobecności dzieci.

– Dobrze, że UOKiK łagodzi stanowisko, bo moja koleżanka, która prowadzi prywatne przedszkole, otrzymała od rodzica pismo z tego samego urzędu, że nie musi płacić za swoje dzieci – mówi Anita Lachowicz z przedszkola Szczęśliwe Dzieci w Józefowie.

– Na szczęście UOKiK podchodzi do problemu racjonalnie i nie powtarza zastrzeżeń, które miał w 2008 r. do klauzul umownych, które uznał za abuzywne – mówi Robert Kaminowski, radca prawny, partner w Kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office.

Czas na porozumienie

UOKiK przekonuje, że obie strony powinny wypracować rozwiązania dostosowane do trudnej dla wszystkich rzeczywistości. W razie potrzeby warto skorzystać z mediacji. W przypadku ewentualnych sporów z prywatną placówką konsumenci mogą skorzystać z bezpłatnej pomocy prawnej, np. rzeczników konsumentów. Ostatecznie o racji strony będzie rozstrzygał sąd.

– Apelujemy do rodziców, aby tak nie przestawali płacić czesnego za przedszkola i żłobki. Razem z właścicielami tych placówek powinni wyliczyć, ile potrzeba pieniędzy, aby wyjść na zero – mówi Maciej Godlewski, wiceprezes Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych.

Prawnicy mają różne stanowiska na temat płacenia czesnego.

– Posyłając dziecko do przedszkola, rodzic chce, aby było dobrze zaopiekowane. A przez pandemię nie ma takiej możliwości. W efekcie nie dochodzi do świadczenia wzajemnych usług i od takiej umowy można odstąpić – przekonuje Robert Kaminowski.

Podobne zdanie ma dr Jakub Szmit z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Jego zdaniem rodzic może po prostu wypisać dziecko z przedszkola i nie płacić czesnego. Zastrzega jednak, że po ustąpieniu pandemii może być problem z ponownym zapisaniem podopiecznego do tego samego przedszkola.

– Dlatego warto próbować się porozumieć z dyrektorem placówki – podkreśla.

Beata Patoleta, adwokat i ekspert ds. prawa oświatowego, uważa inaczej. Podkreśla, że przedszkola nie zaprzestały realizowania zobowiązań wynikających z umowy. Dokładając najwyższej staranności, realizowały usługę, choć w ograniczonym zakresie. Wzajemne zobowiązanie rodziców również powinno być w takim samym zakresie realizowane.

– Ograniczenie w płatności może prowadzić do zwalniania pracowników i zamykania przedszkoli. Wspierajmy się wzajemnie i starajmy się zrozumieć sytuację obu stron – dodaje.

>>> Czytaj też: Nasze życie z wirusami, czyli jaka przyszłość czeka nas z SARS-CoV2 [WYWIAD]