Najbardziej spektakularne kadry filmów przyrodniczych to te, gdy drapieżnik po pościgu chwyta i zabija ofiarę. Czy to lwy, czy niedźwiedzie polarne, ich łup ma wspólną cechę – jest osłabiony. Ofiarami padają osobniki chore, najsłabsze, najmłodsze, nie mające jeszcze albo już siły uciekać.

Podobny spektakl rozgrywa się na naszych oczach w polityce międzynarodowej. Myśliwymi są Chiny i Rosja, ofiarami – państwa Europy.

>>> Czytaj też: Fabryki w Chinach zaczynają pracować pełną parą. Reszta świata zamarła 

Wojna na narracje

– Chiński rząd próbuje przedstawić się jako bohater, który uratuje świat – mówi magazynowi „Foreign Policy” Lee Seong-hyon, szef Centrum Studiów Chińskich z seulskiego Sejong Institute. – Pekin wyczuł, że pandemia jest świetną okazją, by zwiększyć własną wiarygodność oraz wzmocnić soft power wobec Europy. Z kolei Ameryka nie inwestuje odpowiednich zasobów, aby pomóc sojusznikom i przyjaciołom, nie inwestuje wystarczająco dużo w tę wojnę narracyjną – wyjaśniał analityk.

Jak w praktyce wyglądają działania Pekinu? Chiny starają się np. przedstawić zwykłe transakcje handlowe jako bezinteresowną pomoc w czasach kryzysu. Tak było chociażby z przekazaniem Rzymowi 300 tys. maseczek ochronnych. – One stanowią dodatek do kupionego przez włoski rząd tysiąca respiratorów. A żeby jeszcze bardziej zagmatwać obraz, równolegle Chiński Czerwony Krzyż wysłał swojemu odpowiednikowi we Włoszech 50 respiratorów – tłumaczył na łamach DGP Michał Bogusz z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP