Wśród osób przyglądających się temu, co dzieje się na warszawskiej giełdzie, popularną zabawą były w ostatnim czasie historyczne analogie wynikające ze spadków WIG20, głównego indeksu GPW. W ostatniej dekadzie lutego spadł poniżej 2 tys. pkt – a więc giełda znalazła się w XX w. Kilka dni później była już przed rozbiorami. Szło szybko, bo w połowie marca mieliśmy nawet rozbicie dzielnicowe (XIII w.). W czasie pisania tego tekstu król Kazimierz Jagiellończyk prowadził wojnę trzynastoletnią z Krzyżakami. W XV w. Królestwo Polskie było potężne, ale WIG20 w okolicach 1460 pkt to nie oznaka siły. Poprzednio w tych okolicach był 17 lat temu.
17 lat temu byliśmy po kryzysie związanym z pęknięciem bańki internetowej. Później było kilka lat prosperity (i w Polsce, i na świecie) i wpadliśmy w kolejny globalny kryzys finansowy. Ten zmienił warunki, w jakich funkcjonowały rynki finansowe (wcześniej o zerowych czy nawet ujemnych stopach procentowych raczej się nie myślało, po ostatnim – pardon: poprzednim – krachu zerowe stopy nie są niczym nadzwyczajnym), ale gdy minął, akcje na światowych giełdach znów zaczęły iść w górę.
Pozostałą część tekstu możesz przeczytać w piątkowym weekendowym wydaniu DGP.
Redaktor w DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia. Zaczynał w czasie, gdy o stopach procentowych decydował w pojedynkę prezes NBP, czyli w poprzednim tysiącleciu. Pracując w „Dzienniku Gazecie Prawnej” od 2012 r., był twórcą rankingów banków i ubezpieczycieli "Gwiazdy Bankowości" i "Gwiazdy Ubezpieczeń". W tygodniku "Gazeta Bankowa" wymyślił ranking trafności prognoz makroeokonomicznych, który później przeniósł do Gazety Giełdy "Parkiet", gdzie konkurs wciąż ma się dobrze. W 2021 r. nagrodzony Grand Press Economy, w latach 2014 i 2021 laureat Nagrody Dziennikarskiej im. M. Krzaka przyznawanej przez Związek Banków Polskich.
