Dziś władze spółki będą rozmawiać ze związkowcami. Ci mają własne propozycje w odpowiedzi na przedstawiony przez zarząd plan zmniejszenia wynagrodzeń dla pilotów i stewardes. Kierownictwo LOT-u przekonuje, że w przeciwieństwie do wielu innych linii dzięki obniżce powinno udać się uniknąć zwolnień. Oszczędności są konieczne, bo z powodu pandemii firma straciła główne źródło przychodów: wpływy z biletów. Związkowcy przyznają, że obniżenie zarobków jest zrozumiałe, ale jednocześnie protestują przeciw skali cięć i okresowi ich obowiązywania. W przypadku stewardes pensje miałyby być obniżone o połowę – do ok. 2600 zł brutto, czyli mniej więcej do poziomu minimalnego wynagrodzenia, a w przypadku pilotów do 7 tys. zł brutto. Ale to, co związkowców najbardziej zdenerwowało, to propozycja, by te obniżki obowiązywały aż do kwietnia 2023 r.

– To skandaliczna propozycja. Skąd zarząd wziął te trzy lata? Jeśli wiele rejsów udałoby się przywrócić za kilka miesięcy, to dlaczego mamy latać za obniżone − i to aż tak – wynagrodzenie? – powiedziała nam Agnieszka Szelągowska z największego w spółce związku zrzeszającego stewardesy.

Cały tekst przeczytasz w poniedziałkowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej