DGP jako pierwszy poznał główne założenia aktualizacji programu konwergencji. To dokument, który każdy kraj członkowski UE musi wysłać do Brukseli do końca kwietnia i pokazać w nim stan swoich finansów.

Zamrożenie wielu branż i sektorów w celu opanowania epidemii mocno uderzy w gospodarkę i doprowadzi do pierwszej od początku lat 90. recesji. Według rządowych prognoz PKB ma spaść w tym roku o 3,4 proc. Zmniejszą się również konsumpcja oraz inwestycje, a także eksport. To z kolei doprowadzi do gwałtownego pogorszenia stanu finansów państwa. Deficyt ma się zwiększyć w tym roku do 8,4 proc. PKB z 0,7 proc. na koniec ubiegłego roku. W górę, o ponad 9 pkt proc., pójdzie też dług publiczny i wyniesie 55,2 proc.

– Dobrze, że wydajemy dużo, bo tego potrzebuje gospodarka. Robią to wszystkie kraje – mówi DGP Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Ważne, że w kryzys weszliśmy ze stabilnymi finansami publicznymi. Dług w 2019 r. spadł do 46 proc. PKB i był najniższy od ponad dekady. Także deficyt na poziomie 0,7 proc. był historycznie jednym z najmniejszych. To efekt uszczelnienia systemu podatkowego i dobrej koniunktury gospodarczej.

– Gdyby porównać wielkość impulsu fiskalnego (licząc go jako zwiększenie deficytu w porównaniu z 2019 r.), to Polska jest w czołówce krajów regionu. Co jest pozytywną informacją, bo szanse na skuteczne wsparcie gospodarki są większe. Potencjalny zastrzyk płynności będzie duży – podkreśla w rozmowie z DGP Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Kryzys poturbuje wiele gospodarek, a rządy silnie zwiększają wydatki, by chronić firmy i miejsca pracy. Widać to m.in. u naszego głównego partnera handlowego. Niemcy od 2012 r. nie miały deficytu. Od sześciu lat notują nadwyżkę. W tym roku przewidują, że dziura w ich finansach wyniesie ponad 7 proc. PKB, a dług zwiększy się do około 75 proc. PKB.

>>> Polecamy: Czas na wielki systemowy reset? Pandemia pokazała, że potrzebujemy znacznie mniej, niż myślimy [OPINIA]