Wystarczy sprzęt za kilkaset złotych. Bez problemu można kupić go w internecie. W Warszawie w dobrej jakości urządzenia można się zaopatrzyć 200 m od Komendy Stołecznej Policji. Później wystarczy już tylko znaleźć – również w internecie – częstotliwość, na której komunikują się funkcjonariusze. Wtedy świat tajemnic służbowych przestaje być zamknięty – łączność nie jest szyfrowana, nie ma zabezpieczenia kryptograficznego i można słuchać policjantów przy pracy niczym radia. Podawane są dane osobowe, dokładne adresy z numerami mieszkań, numery PESEL, informacje, kto jest w kwarantannie, kto wyszedł z więzienia, kogo nie przyjęli do szpitala psychiatrycznego.

Polska w pigułce

Czytelnik wysłał nam kilkaset nagrań policyjnych meldunków od początku marca do połowy maja. Są z podwarszawskich powiatów, małych lokalnych społeczności, gdzie wszyscy się znają i nawet bez imienia czy nazwiska wiadomo, o kogo chodzi. Domysłów nie trzeba jednak snuć, bo imion, nazwisk, adresów, zgłoszeń i meldunków można słuchać bez przeszkód. W naszej publikacji pozostawiamy je anonimowe.

W małej wsi położonej w Puszczy Mariańskiej problem ma pan Marek. Do jego domu dobija się brat. Jest agresywny. Dyżurny wysyła tam patrol i podaje dokładny adres oraz personalia zgłaszającego i tego, którego funkcjonariusze mają okiełznać.

– Według zgłaszającej wczoraj wyszedł z więzienia – ostrzega policjantów głos z dyżurki.

O życie boi się też pan Radosław, który dzwoni po pomoc.

– Twierdzi, że jakiś ziomek, który u nich jest chyba w mieszkaniu, awanturuje się, grozi mu toporem. Trzeba tam podjechać rozgonić to towarzystwo – kieruje funkcjonariuszy pod żyrardowski adres dyżurny.

Przymusowe kwarantanny i akcja „zostań w domu” powodują, że interwencji jest więcej.

– Zgłaszający Rafał W. On mieszka w Grodzisku, ale przyjechał do syna lat 16. Syn wydzwania do niego, że matka nie chce go wypuścić z domu. Interwencja jest dlatego przyjęta, żeby nikomu nic się nie stało – słyszy przez radiostację patrol.

– Klara Ch. zgłasza, że rodzice ją przetrzymują. Jest pełnoletnia, nie jest ubezwłasnowolniona. Nie chcą jej z domu wypuścić, trzeba tam podjechać i zobaczyć, o co chodzi – to kolejna interwencja w małej wsi pod Żyrardowem. Mieszka tam tylko 56 osób, ale problemu z dowiedzeniem się, o kogo chodzi, nie ma, bo słychać dokładny adres i nazwisko zamkniętej dziewczyny.

Do jednego z domów opieki z wizytą i alkoholem przyszedł w odwiedziny mężczyzna. Dzięki policjantom dowiadujemy się, że jest tam kwarantanna. – Jakieś awantury wszczyna. Podejdź tam, wygoń tego dziada stamtąd – wydaje polecenie dyżurny.

– Sytuacja się zmieniła (...) to jest były pensjonariusz, który miał skierowanie do Tworek (szpital psychiatryczny k. Pruszkowa – red.), ale w Tworkach go nie chcieli. Więc wrócił do nich – aktualizuje zgłoszenie policjant.

Historii z życia wziętych jest wiele. Epidemia rozdziela rodziny i utrudnia kontakt. Łatwiej go nawiązać, gdy się ma znajomego w policji.

– Dodzwonił się do mnie taki Karol Z. Nie wiem, czy kojarzysz. On tam pracuje teraz w Niemczech czy Holandii i nie ma możliwości przyjechać z dzieckiem się zobaczyć. Umowa była taka, że on do tej M. (matka – red.) będzie dzwonił, żeby kontakt z dzieckiem wspólnym mieć. Ta go olewa, od paru dni, teraz jest majówka i chciałby pogadać z dzieckiem. Podjechałbyś, zobaczył, czy oni tam są. Powiedz, że jak ojciec dzwoni, to niech odbierze jeden telefon na dzień – prosi kolegę z patrolu.

Przemoc w kwarantannie

Wiele zgłoszeń i interwencji w czasie epidemii dotyczy przemocy domowej. Ta rozwija się doskonale, gdy ludzie są zamknięci w czterech ścianach.

Na 112 Irena K. zgłosiła, że konkubent groził jej nożem.

– Skaleczyła się. Rodzina powstrzymała tam jakoś tego Jarosława K. A to mąż chyba. Ona nie chce pomocy medycznej, ale mają problem, co z nim zrobić. Trzeba tam podjechać i zobaczyć czy 15A (artykuł kodeksu karnego: funkcjonariusz policji ma prawo zatrzymania sprawców przemocy w rodzinie stwarzających bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego w trybie określonym – red.), czy do wytrzeźwienia – wydaje polecenie dyżurny.

W Puszczy Mariańskiej pod numer alarmowy zadzwonił dwunastolatek.

– Mówi, że przez rodziców został dwa razy uderzony. Weź tam podjedź, porozmawiaj z nimi, z nim, co to za polityka, że on sam wydzwania, zgłasza takie ceregiele, kto tam ma prawa do niego – słyszy patrol wysyłany na miejsce zgłoszenia.

Rodzinnych interwencji jest wiele

– Zgłaszający Sara Z. Twierdzi, że syn cały czas chla wódę, chce, żeby ona mu przynosiła. Nie radzi sobie z nim. Przez telefon słyszałem, jak on mówi, że się ewakuuje z mieszkania, ale podjedź tam na interwencję, zobacz, co i jak – komenderuje dyżurny.

– Zgłaszający Marek W. Twierdzi, że żona się z nim awanturuje, używa wulgarnych słów, grozi, że go nożem zabije. Rocznik ’52 – następny ludzki dramat.

– Na koniec, ale wpadło, ul. Władysława Sikorskiego (pada dokładny adres – red.). To jest czwarte piętro. Pani Maria K. jest agresywna, awanturuje się, w domu jest dziecko. Brak kwarantanny – informuje dyżurny.

To tylko wycinek pracy funkcjonariuszy. Do tego dochodzą włamania do piwnic, na działki, tajemnicze samochody z podejrzanymi typami, wypadki, kolizje, a nawet kolumna rządowa jadąca 3 maja drogą ekspresową S8 na Jasną Górę.

– W związku z tym gdyby jakieś utrudnienia się pojawiły, proszę o informacje. Proszę mieć oczy szeroko otwarte – brzmi komunikat do wszystkich patroli na trasie przejazdu.

Gdy przedsiębiorcy jadą na strajk do Warszawy, też trzeba mieć na nich oko. Szczególnie na tych, co jadą na śląskich numerach rejestracyjnych.

– Objąć dozorem bez pilotażu – słychać w eterze.

Słuchać nie wolno

Stenogramy z przytaczanych meldunków i rozmów funkcjonariuszy, z adresami i personaliami, wysłaliśmy do Komendy Głównej Policji. Prosiliśmy o komentarz do podawania przez radiostacje wrażliwych informacji, standardy komunikacji i możliwość naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych (RODO).

– Uprzejmie przypominam, że podsłuchiwanie korespondencji radiowej prowadzonej przez policję pomimo zapewnień niektórych sprzedawców sprzętu radiokomunikacyjnego nie jest bezkarne i trzeba mieć tego pełną świadomość, kupując takiego rodzaju urządzenia. Sprawca podsłuchiwania różnego rodzaju służb, który nie będąc do tego uprawnionym, w celu uzyskania informacji dla niego nieprzeznaczonej posługuje się określonym urządzeniem, podlega nawet karze 2 lat pozbawienia wolności – odpisał nam rzecznik KGP inspektor Mariusz Ciarka. Zwrócił też uwagę, że zgodnie z prawem telekomunikacyjnym „kto bez wymaganego pozwolenia używa urządzenia radiowego nadawczego lub nadawczo- odbiorczego, podlega karze grzywny do 1000 zł, a jeżeli sprawca działa w sposób uporczywy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

– Tyle że do nasłuchu policji nie potrzeba urządzania nadawczego, a wystarczy samo odbiorcze. Możliwość taka jest od lat, a częstotliwości nie są zastrzeżone. Policja wygasza analogową komunikację, ale wciąż pozostaje cyfrowa bez zabezpieczeń w większości kraju. Tylko nieliczne garnizony mają zabezpieczoną łączność – mówi nam krótkofalowiec, którego poprosiliśmy o komentarz. Podkreślił, że od ponad dekady policjanci są wyposażani w terminale mobilne, które dają im dostęp do różnych baz danych bez konieczności przekazywania informacji wrażliwych przez radiostacje.

„Szybki dostęp do informacji jest w dzisiejszym świecie niezwykle cenny. Wiedzą o tym także policjanci, którzy obecnie mogą już w krótkim czasie ustalić m.in. dane skradzionego auta czy też tożsamość poszukiwanej osoby. A wszystko to dzięki terminalom mobilnym” – chwalił w 2009 r. KGP.

Faktem jest, że cyfryzacja policji postępuje, ale jak zwracają nam uwagę osoby zajmujące się radiokomunikacją, za wolno.

>>> Czytaj też: Ludmyla Kozłowska już bez zarzutów. Mołdawia wycofuje się z oskarżeń i zamyka śledztwo