Według legendarnych inwestorów Stana Druckenmillera i Davida Teppera „nagroda za ryzyko” posiadania akcji jest w tej chwili najmniejsza od lat. Pierwszy z nich określił przekonanie o tym, że gospodarka szybko odbije się po ustaniu pandemii koronawirusa (formacja na kształt litery V) czystą fantazją. Według drugiego z inwestorów, akcje były tak przewartościowane za jego życia tylko raz ˗  w 1999 roku.

Wall Street zaczyna podejrzewać, że pakiet stymulacyjny Fedu o wartości około 3 bln dol. może nie wystarczyć, by zatrzymać gospodarczy armagedon, który skutkuje wzrostem bezrobocia oraz falą bankructw firm. Co więcej, nie widać na horyzoncie oznak zakończenia pandemii. Jednak niedźwiedzie nastroje inwestorów takich jak Bill Miller, Paul Singer oraz Paul Tudor Jones nijak się mają do giełdowej rzeczywistości. Wartość indeksu S&P 500 wzrosła od marcowego minimum aż o 26 proc.

Jednak w tym tygodniu indeks S&P 500 stracił już 3,8 proc. Profesjonaliści z Wall Street spodziewają się dalszych spadków, bowiem zakładają, że amerykańska gospodarka jeszcze długo będzie miała problemy.

Wspomniany Tepper wyraźnie zmienił ton. Jeszcze pod koniec marca chwalił się, że kupuje akcje spółek technologicznych oraz działających w służbie zdrowia. Inwestor, który zarządza funduszem hedgingowym Appaloosa o wartości 13 mld dol. powiedział CNBC, że wyceny niektórych akcji z indeksu Nasdaq są szalone. Wskazał także linie lotnicze i banki jako obszary, na których trudno jest obecnie zarabiać.

Miliarder Leon Cooperman prognozuje, że wartość indeksu S&P powinna wynosić od 2200 do 2800 pkt., co oznacza, że możemy spodziewać się dużych spadków.

>>> Polecamy: Prekariat na rynku pracy. Jak Polska wypada na tle UE? [DANE EUROSTATU]