Przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości regulacje zostaną zaprezentowane w Rzeszowie. Wybór padł na stolicę Podkarpacia, gdyż to właśnie tam powstać ma pierwszy tzw. monorail, znany dotychczas przede wszystkim z innych kontynentów, ewentualnie filmów science fiction.

– Prawo musi nadążać za postępem technicznym. A w tym przypadku mamy chęć działania po stronie samorządowców, są przygotowane pieniądze, są ludzkie potrzeby. Tylko przepisów nie ma. Właśnie to zmieniamy, pokazując zarazem, że w istotnych społecznie sprawach możliwa jest udana współpraca rządu i samorządu – deklaruje Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości oraz poseł Prawa i Sprawiedliwości z okręgu rzeszowskiego.

Jak metro

Reklama

Zmiany zawarte będą w nowelizacji ustawy o transporcie kolejowym. Od strony legislacyjnej – to drobiazgi. Po prostu tam, gdzie ustawodawca mówi o metrze, tam dodane zostaną słowa „oraz miejskiej kolei nadziemnej”. W praktyce umożliwi to właśnie powstanie monorail, o czym od dawna opowiadał Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa. Nie ma on wątpliwości, że kolej jednoszynowa na Podkarpaciu powstanie.

Inne samorządy, głównie wchodzące w skład aglomeracji śląskiej, zapowiadały już kilka miesięcy temu – gdy Ferenc przedstawiał swoje dalekosiężne plany – że to ciekawe rozwiązanie technologiczne i że warto mu się bliżej przyjrzeć. Mówiąc wprost: gdy inni zobaczą, jak kolej jednoszynowa sprawdzi się w Rzeszowie, podejmą decyzję, czy budować ją również u siebie.

Marcin Warchoł tłumaczy, że monorail ma wiele zalet. Stanowi alternatywę bardziej dla metra niż publicznego transportu kołowego lub szynowego (tramwaje), lecz jest o wiele tańszy.

– Ponadto nie ingeruje w miejską tkankę, gdyż tor w postaci jednej szyny ułożony jest na kilkumetrowych estakadach. To sprawny szybki, niskoemisyjny, ekologiczny, bezkolizyjny i konkurencyjny cenowo transport – podkreśla wiceminister. I nie ukrywa, że cieszy go fakt, iż pierwszym miejscem w Polsce, w którym będzie on dostępny, będzie Rzeszowszczyzna.

– Jednoszynowa kolej nadziemna byłaby świetnym uzupełnieniem już istniejącej komunikacji miejskiej. To właśnie transport niezaczyszczający powietrza jest przyszłością – zapewniał kilka tygodni temu, podczas jednej z dyskusji o wyzwaniach dla miast, Tadeusz Ferenc.

Zapotrzebowanie na szynę

Wokół możliwości budowy kolei jednoszynowej w Polsce pojawiło się już w 2019 r. wiele wątpliwości. Gdy bowiem Tadeusz Ferenc mówił, że Rzeszów ma takie plany, ale brakuje przepisów, niektórzy eksperci twierdzili, że polskie prawo wcale stworzenia infrastruktury służącej jeździe monoraila nie zabrania. Powoływano się m.in. na przepisy dotyczące elektromobilności, w których znajdują się już odwołania do jazdy po jednej szynie. Inni wskazywali jednak, że nie sposób z przepisów niedotyczących bezpośrednio infrastruktury transportowej wywodzić tak daleko idących wniosków. Ministerstwo Sprawiedliwości uznało, że gdy w grę wchodzi inwestycja warta kilkaset milionów złotych, a być może nawet miliardy, nie może być pola do różnych interpretacji. Stąd projekt nowelizacji. Szczegóły techniczne, które będzie musiała spełniać tego rodzaju kolej, zostaną zaś doprecyzowane w rozporządzeniach wykonawczych, głównie tych autorstwa ministra infrastruktury.

Doktor Jeremi Rychlewski z Politechniki Poznańskiej, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. transportu, przyznaje, że kolej jednoszynowa jest zaawansowana technologicznie i, co istotne w miastach, bezkolizyjna.

– Takie rozwiązania wymagają jednak dużej liczby pasażerów, sprawdzają się w miastach o bardzo dużym zagęszczeniu ludności. Czy sprawdziłyby się w Polsce? Mam wątpliwości, ale bez dokładnej analizy tego nie wykluczam. Jeżeli jednak nie ma tego w siedmiu naszych milionowych aglomeracjach, to czy sprawdzi się w 300-tysięcznej aglomeracji Rzeszowa? – zastanawia się naukowiec. Zwraca przy tym uwagę, że kolej jednoszynowa to rozwiązanie kilkukrotnie droższe np. od tramwajów. Do tego ludzie muszą dostać się na nadziemne perony, więc potrzebne będą windy i schody.

– Należy zatem chociażby przeanalizować, w jakim stopniu korzyści związane z szybką jazdą nie zostaną zredukowane poprzez wydłużony czas potrzebny na dostanie się na peron – zauważa dr Rychlewski.

Z kolei Jan Mencwel, przewodniczący warszawskiego stowarzyszenia Miasto jest Nasze, uważa, że budowa pierwszego monoraila w Polsce będzie miała więcej wspólnego z chęcią pokazania swej nowoczesności niż z rozwijaniem transportu publicznego.

– Rozumiem, dlaczego Rzeszów to robi – pozycjonuje się na stolicę nowoczesności, zagłębie start-upów. Ale w kontekście transportu wolałbym rozwiązania mniej efektowne, za to bardziej efektywne. Czyli chciałbym, żeby samorząd możliwie najmniejszym kosztem był w stanie przewieźć jak najwięcej pasażerów. I w Warszawie, zamiast budować nadziemną kolej jednoszynową, zacząłbym od doprowadzenia tramwajów na Białołękę, na co mieszkańcy czekają już od kilkunastu lat – konkluduje Mencwel. ©℗