Zielone światło dla Huaweia zmieniło się w Londynie na żółte, jeśli nie czerwone. Według „Daily Telegraph” premier Boris Johnson zlecił swojej administracji opracowanie planu zmniejszenia zaangażowania chińskich firm w brytyjską infrastrukturę 5G – na tyle radykalnego, by ich udział do 2023 r. został całkiem wyzerowany.

Koncern z Shenzhen dotąd był na Wyspach traktowany łagodnie. Na początku roku ogłoszono, że rynek nad Tamizą pozostanie dla chińskiego dostawcy otwarty – pod warunkiem że jego sprzęt nie będzie używany w podstawowej części sieci telekomunikacyjnej piątej generacji (5G), czyli w jej rdzeniu. Ustalono też, że łączny udział produktów tej firmy w sieci dostępowej nie może przekraczać 35 proc. Nazwa Huawei nie padła, użyto określenia „dostawcy wysokiego ryzyka”.

W porównaniu z restrykcjami, jakimi obłożyły ten koncern Stany Zjednoczone, wyglądało to dla chińskiego producenta korzystnie. Przy czym Londyn szedł wbrew większości członków Sojuszu Pięciorga Oczu – tj. współpracujących ze sobą służb wywiadowczych USA, Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii i Kanady – gdzie trzy kraje blokują udział Huaweia w 5G, a Kanada zastanawia się nad decyzją w tej sprawie.

Reklama

Skąd zmiana nastawienia Brytyjczyków? „Daily Telegraph” podaje, że ostre stanowisko wobec Huaweia jest ubocznym skutkiem COVID-19. W czasie pandemii wzrósł sprzeciw rządzących torysów wobec chińskich inwestycji. Nie bez wpływu pozostaje też postawa Waszyngtonu, prowadzącego z Chinami wojnę handlową – którą koronawirus jeszcze zaognił. Szczególnie że wobec braku porozumienia z Unia Europejską co do warunków brexitu dobre stosunki z USA nabrały dla Londynu dodatkowego znaczenia.

A Waszyngton niezmiennie podejrzewa chińskiego producenta sprzętu telekomunikacyjnego o współpracę z rodzimym wywiadem – widząc w Huaweiu potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Odkąd rok temu koncern z Państwa Środka trafił w USA na czarną listą firm, którym amerykańskie przedsiębiorstwa nie mogą sprzedawać swoich produktów ani technologii bez specjalnej zgody, restrykcje – mimo chwilowych odwilży – nie tylko nie zostały zniesione, a stają się jeszcze surowsze.

Niedawno Departament Handlu zastrzegł sobie prawo do wydawania zgody na sprzedaż Huaweiowi półprzewodników, które wprawdzie nie zostały wyprodukowane w Stanach Zjednoczonych – lecz powstały za pomocą amerykańskiej technologii.

Chińska firma wyraziła „kategoryczny sprzeciw” wobec tej zmiany. Podkreśliła, że „rząd USA całkowicie zignorował obawy zgłaszane przez wiele przedsiębiorstw i stowarzyszeń branżowych, i podjął decyzję, aby po raz kolejny spróbować zdławić” Huaweia. Dodano, że decyzja Waszyngtonu „zagraża globalnemu przemysłowi” i wpłynie na „rozwój wszystkich operacji prowadzonych przez Huaweia w ponad 170 krajach”, wartych setki miliardów dolarów. Według chińskiej firmy „w dłuższej perspektywie zaszkodzą branży odpowiedzialnej za produkcję półprzewodników, od której zależy wiele sektorów, zwiększając tym samym ich straty”.

Kiedy Londyn na początku roku wydawał opinię przychylną dla Huaweia, w sprawie bezpieczeństwa sieci 5G wypowiedziała się też Komisja Europejska. W poświęconym temu zagadnieniu dokumencie – nazwanym w Brukseli „toolboxem” – przedstawiono ogólne narzędzia ograniczające ryzyko. Komisja zaleciła m.in. wdrożenie w państwach członkowskich strategii dywersyfikujących dostawców nowej technologii. Toolbox nie wskazuje żadnej firmy ani kraju jako niepożądanego – choć wspomina o ryzyku ze strony podmiotów wspieranych przez obce państwa i możliwości wyłączenia dostawców z dostępu do kluczowych zasobów (jak rdzeń sieci). Huawei przyjął to więc „z zadowoleniem”.

Na podstawie ogólnych zaleceń KE każdy kraj wprowadza własne szczegółowe regulacje. I one nie zawsze są dla chińskiej firmy korzystne.

W połowie maja niemieckie Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (BMI) zaostrzyło kurs w sprawie 5G. Jak informowały niemieckie media, resort chce sprawdzać, czy producenci komponentów dla nowej sieci są godni zaufania – i oprócz wcześniej planowanych certyfikatów i deklaracji wiarygodności zamierza zagwarantować sobie możliwość sprawdzenia producentów. Negatywny wynik takiej kontroli mógłby skutkować zakazem współpracy z daną firmą. Tu znowu żadna nazwa nie pada, lecz zaostrzenie kursu wobec chińskiego dostawcy jest wyraźne.

W tym samym czasie ustawę dotyczącą komunikacji elektronicznej przyjął parlament w Estonii. „The New York Times” podkreśla, że należące do Unii Europejskiej i NATO państwo podziela obawy rządu amerykańskiego o bezpieczeństwo nowych sieci piątej generacji. Ustawa ma w związku z tym m.in. zapewnić bezpieczeństwo sprzętu do ich budowy. W estońskim parlamencie funkcjonuje potocznie jako „ustawa Huawei”. Nie wymienia bezpośrednio tego chińskiego koncernu jako stanowiącego zagrożenie, wprowadza jednak możliwość włączenia służb wywiadowczych do procesu kontroli komponentów powstającej sieci telekomunikacyjnej.

To wszystko odbywa się w przeddzień decyzji kanadyjskiego sądu w sprawie ekstradycji do Stanów Zjednoczonych Meng Wanzhou, byłej szefowej Huaweia ds. finansowych. Została ona aresztowana w grudniu 2018 r. na międzynarodowym lotnisku w Vancouver pod zarzutem oszustw bankowych i wprowadzenia banku HSBC w błąd w sprawie relacji handlowych firmy należącej do chińskiego koncernu z Iranem. Meng Wanzhou zapewnia o swojej niewinności. ©℗

>>> Polecamy: Huawei znów na cenzurowanym w Europie. UE zaostrza kurs wobec Chińczyków