Jak przyznała rzeczniczka niemieckiej policji, liczebność zgromadzenia zorganizowanego poprzez media społecznościowe zaskoczyła służby. Manifestacja przebiegła jednak spokojnie, a demonstranci w maskach ochronnych z powodu pandemii koronawirusa wznosili hasła z żądaniem ukarania winnych śmierci Floyda.

Wiele osób przyniosło też transparenty z napisem "Nie mogę oddychać". To nawiązanie do ostatnich słów Floyda, który zmarł w poniedziałek w Minneapolis po brutalnej interwencji policji. Nagranie ukazujące policjanta klęczącego na szyi mężczyzny, który błagał o pomoc stało się zarzewiem gwałtownych protestów i zamieszek w Minneapolis, a potem też w innych amerykańskich miastach.

Zgromadzenie przed ambasadą USA było najliczniejszą spośród kilku demonstracji organizowanych w sobotę w niemieckiej stolicy w sprawie śmierci Floyda.

Trump: wojsko może szybko odpowiedzieć na zamieszki

Prezydent USA Donald Trump powiedział w sobotę, że wojsko może "bardzo szybko" odpowiedzieć na zamieszki w Minneapolis. Protesty osób wzburzonych zabiciem Afroamerykanina George'a Floyda przez policję szybko się rozprzestrzeniają i objęły już kilkadziesiąt amerykańskich miast.

Reklama

Władze Minneapolis szykują się już na piątą noc zamieszek. W poprzednich dochodziło do starć z policją, rabowania sklepów, spalono także komisariat. Do miasta wysłano oddziały Gwardii Narodowej.

W stanie Minnesota, gdzie położone jest Minneapolis, zarządzono pełną mobilizację Gwardii Narodowej po raz pierwszy od drugiej wojny światowej - zauważają amerykańskie media.

Protesty od kilku przybierają na sile i obejmują już kilkadziesiąt miast. W Los Angeles w nocy z piątku na sobotę aresztowano kilkaset osób, a w Atlancie tłum wtargnął do siedziby telewizji CNN. Tłumy wznosiły antyrasistowskie i antypolicyjne okrzyki.

Niespokojnie jest także w Waszyngtonie. W nocy z piątku na sobotę tłum próbował sforsować barierki przed Białym Domem; dochodziło do przepychanek z funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa.

>>> Polecam: USA krytykowane za wycofanie zezwoleń na współpracę z Iranem

Prezydent Trump skrytykował manifestujących przed jego siedzibą, uznając, że "chcą tylko kłopotów". W mediach społecznościowych mieszkańcy stolicy USA mobilizują się do dalszych protestów. Na budynkach, nawet rządowych, pojawiają się graffiti z hasłami demonstrantów.

W czasie protestów po zabiciu Floyda śmierć poniosły już trzy osoby - w Detroit, Oakland i Minneapolis.

Będzie śledztwo w sprawie protestów w Nowym Jorku po zabiciu George'a Floyda

Prokurator Nowego Jorku przeprowadzi śledztwo po protestach w mieście z powodu śmierci w Minneapolis Afroamerykanina George'a Floyda, brutalnie potraktowanego przez policję podczas zatrzymania. W trakcie zamieszek na Manhattanie i w Brooklynie w nocy z piątku na sobotę aresztowano ok. 200 osób.

Gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo i burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio mówili, że rozumieją motywację uczestników demonstracji. Potępiali jednak uciekanie się do przemocy.

Cuomo zapowiedział w sobotę, że o zbadanie sprawy zwrócił się do prokurator generalnej Nowego Jorku Letitii James. Podkreślił, że w stanie sprawuje ona tę funkcję nie z nominacji partyjnej, ale została wybrana. Jak dodał będzie to niezależne dochodzenie.

„Wczoraj wieczorem mieliśmy do czynienia z niepokojącymi gwałtownymi starciami podczas protestów w Nowym Jorku, na Brooklynie. Poproszę prokurator generalną James o zbadanie tego co się działo, a także procedur zastosowanych ostatniej nocy, ponieważ społeczeństwo zasługuje na odpowiedź i (pociągnięcie winnych) do odpowiedzialności” – oznajmił gubernator dodając, że konsultował się wcześniej na ten temat z burmistrzem de Blasio.

Cuomo zapewniał, że podziela gniew i frustrację uczestników demonstracji. Przypominając działalność lidera ruchu praw obywatelskich i działacza na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów Martina Luthera Kinga gubernator wypowiadał się przeciwko stosowaniu przemocy.

Zdaniem burmistrza de Blasio większość uczestników protestu przybyła, by zademonstrować „obywatelskie nieposłuszeństwo i pokojowo manifestować”. „Niektórzy ludzie przybyli jednak, by uciec się do przemocy. (…) Ale wielu ludzi przyszło, ponieważ chcieli coś wyrazić” – ocenił de Blasio.

Mające początkowo pokojowy charakter protesty na Manhattanie, a zwłaszcza na Brooklynie, przerodziły się w gwałtowne zamieszki. Największa manifestacja z udziałem tysięcy ludzi miała miejsce na obrzeżach sali widowiskowej Barclays Center na Brooklynie.

Demonstranci podzielili się później na mniejsze grupy. Podczas gwałtownych protestów rzucali w policjantów butelkami i kawałkami gruzu. Funkcjonariusze użyli gazu pieprzowego. Według policji ponad 200 osób zostało aresztowanych. Kilku funkcjonariuszy odniosło rany, kilka samochodów policyjnych uszkodzono, a jeden podpalono.

„Przyjście na zgromadzenie z bronią palną, z cegłami, z koktajlami Mołotowa jest czymś najdalszym od obywatelskiego nieposłuszeństwa. (…) Deeskalacja jest bardzo trudna, gdy rzuca się komuś w głowę cegłą” – komentował komisarz nowojorskiej policji Dermot Shea.

>>> Polecamy: Amerykanie chcą nałożyć dodatkowe sankcje na Nord Stream 2