Wartość światowej flotylli samolotów pasażerskich będzie za dwie dekady identyczna z PKB osiąganym dzisiaj przez Chiny, bądź jedną czwartą obecnego produktu krajowego brutto USA. Według Boeinga przyczyną tak gwałtownego rozwoju branży jest potrzeba wymiany starych, mniej efektywnych samolotów na nowe, spalające mniej paliwa.

W sumie do 2027 roku pojawi się 29,4 tys. nowych samolotów, co oznacza, że większość użytkowanych obecnie maszyn (19 tysięcy) zostanie wycofana i zastąpiona przez nowoczesne samoloty. Roczny wzrost światowej floty w tym okresie jest szacowany na 3,2 proc., prawie identycznie z długoterminowymi prognozami wzrostu gospodarczego. Przewozy pasażerskie mają się zwiększać w tempie 5 proc. rocznie, a lotniczy transport towarów o 5,8 proc. rocznie.

Dla producentów samolotów i sprzętu lotniczego najciekawsza jest prognoza przyszłych dostaw w rozbiciu na poszczególne kategorii. I tak Boeing uważa, że w ciągu najbliższych 20 lat przemysł będzie musiał dostarczyć 2.510 samolotów sklasyfikowanych w grupie regionalne odrzutowce na łączną kwotę 80 mln dol. Zdaniem amerykańskiego koncernu jest to jednak segment schyłkowy ze względów ekonomicznych i potrzeb ochrony środowiska.

Najwięcej na rynku pojawi się samolotów jednopokładowych – 19.160 sztuk wartości 1,36 bln dolarów. Dwupokładowych maszyn będzie trzykrotnie mniej (6.750 jednostek), ale stanowić one będą największą inwestycję ze strony linii lotniczych – 1,47 bln dolarów. Latające giganty, czyli samoloty typu Boeing 747 i większe mają być nadal niewielkim ułamkiem rynku. Za dwie dekady przybędzie 980 takich maszyn o łącznej wartości 290 mld dol.

Za najbardziej chłonny rynek Boeing uznaje region Azji i Pacyfiku, w dalszej kolejności Bliski Wschód, Amerykę Łacińską oraz kraje proradzieckie ze Wspólnoty Niepodległych Państw. 

T.B.