Teoretycznie źle, praktycznie jedynie słabo

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 czerwca 2009, 17:41
Początek dnia na warszawskim parkiecie był niezwykle łatwy do przewidzenia. Wczorajsze spadki w USA oraz wyłączenie dywidendy z notowań TPSA wpływało negatywnie na cały rynek. Traciła większość spółek z WIG20, a największe straty przynosiły KGHM i LOTOS oraz największa spółka telekomunikacyjna której kurs przed sesją został już pomniejszony o 1,5 złotową dywidendę.

Jak na parę dni przed wygasaniem kontraktów terminowych rynek nie zachwycał obrotem, co przekładało się na stabilizację indeksu na 2 procentowym minusie. Ogólnego spokoju nie zakłóciły pierwsze europejskie publikacje danych, choć były zaskakujące. Indeks ZEW, a więc oczekiwania odnośnie niemieckiej gospodarki, wzrósł aż do 44 pkt. podczas gdy oczekiwano zaledwie 35 pkt. To pierwszy tak wysoki odczyt tego indeksu od maja 2006 roku, który pokazuje, że oczekiwania odnośnie przyszłej sytuacji gospodarczej ulegają wyraźnej poprawie.

Po południu popyt nie zrażony spadkami coraz śmielej atakował. Wraz ze wzrostami cen miedzi systematycznie poprawiała się sytuacja KGHM-u, który wychodząc na tegoroczne szczyty swoim wzrostem prowokował cały rynek do odrabiana porannych strat. Nie bez znaczenia w przypadku tej spółki była tez decyzja WZA o przeznaczeniu na dywidendę ponad 80 proc. ubiegłorocznego zysku, co również zachęcało do kupowania tych walorów. Stąd też całkowity obrót na KGHM to ostatecznie 27 proc. obrotów całego rynku.

Jeszcze przed rozpoczęciem handlu w Stanach gracze poznali parę raportów makro ze Stanów. Dane o inflacji PPI w USA nie miały znaczenia, bo znacznie ciekawsze i odmienne od prognoz były dane z rynku nieruchomości. Lepsza od oczekiwań była ilość wydanych zezwoleń na budowy domów, ale już absolutnie szokująco wzrosła ilość rozpoczętych budów. W ciągu miesiąca wzrosły one aż o 17,2 proc. i choć nadal jest to 45 proc. mniej niż rok temu to rynki potraktowały to jako dobrą kartę i wyszły na dzienne maksima. Na GPW oznaczało to test 2000 pkt., który zakończył się równie szybko jak zaczął do chwilę później rozgrzane parkiety schłodził większy od prognozowanego spadek produkcji przemysłowej w USA. Mimo, że produkcja stanowi tylko 20 proc. gospodarki i skurczyła się zaledwie o 1,1 proc. to i tak sytuacja pogorszyła się na wszystkich rynkach.

Ostatecznie zwrot indeksów na krajowym rynku w największym stopniu dotknął WIG20. Chociaż po uwzględnieniu technicznego odjęcia dywidendy ze spadku 1,3 proc. spadek realny to tylko 0,4 procent, więc nic nadzwyczajnego. Dodatkowo biorąc pod uwagę szybkie zmniejszanie liczby kontraktów terminowych można wręcz powiedzieć, że dzisiejsza sesja była bycza. Przy utrzymaniu nastrojów jutro powinniśmy ponownie oglądać walkę o 2000 pkt.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: A-Z Finanse
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj