Autostrada A1 coraz bardziej zatłoczona

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
22 lipca 2009, 05:00
Bogusław Liberadzki, europoseł
Bogusław Liberadzki, europoseł/DGP
107-kilometrowy odcinek autostrady A1 między Rusocinem koło Gdańska a Nowymi Marzami pod Grudziądzem bije w lipcu rekordy popularności. W weekendy przez bramki przejeżdża nawet 30 tys. pojazdów. Budowa kolejnego fragmentu trasy, która ma docelowo połączyć Pomorze ze Śląskiem, dopiero rusza i zakończy się do końca 2011 roku.

Autostrada A1 ma docelowo połączyć Pomorze ze Śląskiem, ale na razie kierowcy muszą się zadowolić 107-km fragmentem (całość ma mieć 582 km). Droga prowadzi z Rusocina położonego pod Gdańskiem do Nowych Marz pod Grudziądzem. Dalej się urywa. Budowa kolejnego fragmentu autostrady do Torunia dopiero rusza i zakończy się do końca 2011 roku. Przetarg na odcinek do podłódzkiego Strykowa nie został jeszcze nawet rozpisany. Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury, obiecuje że stanie się to jeszcze w tym roku.

W lipcu lepiej nie jechać

Niewielki fragment, którym mogą już jeździć kierowcy, cieszy się jednak coraz większą popularnością. Rekord padł w pierwszy weekend lipca, gdy przez bramki wjazdowe przejechało odpowiednio 30,1 tys., 29,1 tys. oraz 29,9 tys. pojazdów. To niemal dwa razy więcej niż normalnie. Od początku roku średnio miesięcznie z A1 korzysta bowiem ok. 18 tys. pojazdów. To mniej więcej tyle, ile wyliczył rząd, przygotowując całą inwestycję.

Nie do końca trafiona prognoza ruchu sprawia, że w wakacyjne miesiące wjazd na autostradę w Nowych Marzach zajmuje znacznie więcej czasu niż zwykle. Powód – mniejsza liczba bramek, w których można zapłacić za przejazd. Koncesjonariusz autostrady, spółka Gdańsk Transport Company, przyznaje, że lipcowy rekord przekracza możliwości istniejącej infrastruktury.

– Wykonane zostały różne warianty prognoz natężenia ruchu. Szczególnie w ostatnich miesiącach wartości ruchowe znacznie przekraczają maksymalne założenia – wyjaśnia Aleksander Kozłowski, doradca zarządu GTC.

– Zatory zdarzają się, ale autostrada jest w stanie obsłużyć wszystkich kierowców w dość krótkim czasie – zapewnia.

Korki tworzą się szczególnie w dni weekendowe, gdy z trasy korzystają kierowcy udający się na odpoczynek nad polskie morze, a część wraca z urlopów. Na przykład w ostatni weekend w godzinach szczytu inkasenci na bramkach obsługiwali na węźle w Nowych Marzach 950 pojazdów na godzinę.

– Daje to 150–160 pojazdów na godzinę na jednego inkasenta. Średni czas obsługi kierowcy to 22,5 sek. Pobranie biletu na bramkach wjazdowych trwa zazwyczaj od kilku do 10 sekund – twierdzi Aleksander Kozłowski.

Trzeba jednak pamiętać, że to wyliczenia średnie. W godzinach szczytu kierowcy czekają o wiele dłużej.

To i tak pestka w porównaniu z tłokiem, jaki zdarza się na autostradzie A4, biegnącej od granicy z Niemcami do Krakowa. Ostatni 61-km fragment trasy z Katowic jest pierwszym płatnym odcinkiem autostrady w Polsce. Tamtejsze średnioroczne natężenie ruchu to niemal 29 tys. pojazdów na dobę.

– Choć zdarzają się dni, szczególnie latem, gdy przez bramki przejeżdża nawet 35 tys. pojazdów – mówi Alicja Rajtar ze Stalexport-Autostrady, który jest koncesjonariuszem odcinka.

Na A4 remonty zwiększają korki

Korki potęgują remonty i prace modernizacyjne przy bramkach do opłat. W tym roku jest podobnie.

– Obecnie 4 z 14 bramek jest nieczynnych. Wymieniamy nawierzchnię na dojazdach – informuje Alicja Rajtar.

Mniejszym powodzeniem cieszy się płatny odcinek autostrady A2 z Poznania do Nowego Tomyśla, którym zarządza Autostrada Wielkopolska.

– Ponad 60 proc. ruchu stanowią pojazdy ciężkie. Kryzys sprawił, że tirów jest mniej niż w 2008 roku – przyznaje Zofia Kwiatkowska, rzeczniczka spółki.

Autostrada Wielkopolska liczy, że karta odwróci się późną jesienią, gdy zacznie się ruch związany m.in. ze wzrostem handlu związanym ze świętami.

– Co roku najlepszym miesiącem jest dla nas grudzień – mówi Zofia Kwiatkowska.

Rosnąca popularność autostrad, nawet jeśli trzeba za nią płacić, o dziwo, nie przekonała zimą banków do udzielenia kredytów na ostatni przed stolicą odcinek autostrady A2. Taki przynajmniej powód fiaska rozmów z koncesjonariuszami podawał minister Cezary Grabarczyk i zainteresowane firmy. Po tym niepowodzeniu rząd zdecydował się samodzielnie sfinansować budowę trasy. Obecnie w Polsce mamy około 770 kilometrów autostrad. Z tego 236 kilometrów to płatne odcinki.

OPINIA

BOGUSŁAW LIBERADZKI

europoseł

Coraz chętniej korzystamy z płatnych odcinków autostrad z kilku powodów. Wysoka średnia prędkość jazdy jest największym atutem, bo na pozostałych drogach kierowcy są w stanie podróżować co najmniej dwa razy wolniej. Autostrady, nawet płatne, pozwalają zaoszczędzić także pieniądze. Jazda ze stałą dozwoloną prędkością jest po prostu ekonomiczniejsza i nie rujnuje portfela. I wreszcie na końcu zyskujemy czas, choć obecnie autostrad mamy tak niewiele, że coraz częściej problemem staje się wjechanie na nie. Swoje robią bramki poboru opłat, ale kłopoty są również z dostaniem się na bezpłatny odcinek autostrady A2 ze Strykowa do Poznania. Jest wąsko, ślisko i niebezpiecznie.

i02_2009_141_166_003a_001_86829.jpg
Płatne autostrady
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj