Choć stoczniowcy w Gdańsku mogą spać spokojnie, bo Komisja Europejska zaakceptowała plan ratunkowy dla tamtejszego zakładu, to diametralnie odmienne nastroje panują w Gdyni i Szczecinie. Zamiast obiecanej przez inwestora wpłaty 380 mln zł za majątek obu stoczni, katarskie banki, mające sfinansować całą operację, poprosiły o odroczenie transakcji do 17 sierpnia.
Powód? Zdaniem ministra skarbu Aleksandra Grada przesunięcie płatności to wynik listu, jaki do katarskiego inwestora wysłało Stowarzyszenie Obrony Stoczni Szczecin i Przemysłu Okrętowego. Stowarzyszenie ostrzega Katarczyków, że kupiony przez niego majątek ma niejasne pochodzenie, a sama Stocznia Szczecińska w latach 2003–2009 była pralnią pieniędzy. Na reakcję ministra nie trzeba było długo czekać. Na specjalnie zwołanej konferencji uznał on, że działanie stowarzyszenia jest jawnym sabotażem podpisanej już umowy. "Wystąpię do prokuratury i ABW o wyjaśnienie, jakie były intencje autorów listu" – grzmiał minister. "List opóźni moment rozpoczęcia działania inwestora o miesiąc" – ostrzegł Grad.
Więcej:
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik.pl
Zobacz
|
