Pomysł studenta wart jest 1 mln euro rocznie

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
9 listopada 2009, 03:00
laboratorium
laboratorium/DGP
Młody doktorant chemii z Warszawy założył firmę, bo laboratorium, w którym pracował, nie było w stanie podjąć się zlecenia, które miało przynieść olbrzymie zyski - rozmowa z Michałem Bieńkiem.

URSZULA MIROWSKA

Od roku prowadzi pan własną firmę. Czym ona się zajmuje?

MICHAŁ BIENIEK*

Produkujemy tzw. katalizatory metatezy, czyli związek chemiczny stosowany m.in. do produkcji leków nowej generacji. Leczy się nimi np. wirusowe zapalenie wątroby typy C. Obecnie na świecie są jeszcze tylko trzy firmy oferujące tę technologię w przemyśle farmaceutycznym.

Skąd pomysł na ten biznes?

Zrodził się on jeszcze w trakcie robienia przeze mnie doktoratu. Pracując w Instytucie Chemii Organicznej Polskiej Akademii Nauk, zaobserwowałem rosnące zainteresowanie rezultatami badań naszego zespołu zarówno ze strony innych ośrodków akademickich, jak i przemysłu. Najsilniejszym impulsem do założenia firmy była jednak współpraca z dużym koncernem farmaceutycznym, który po przetestowaniu jednego z naszych katalizatorów chciał kupować ok. 10 kg rocznie tego produktu (wartość rynkowa transakcji to ok. 1 mln euro). Laboratorium, w którym prowadziłem badania, nie było jednak w stanie sprostać temu zamówieniu ze względu na brak odpowiedniej infrastruktury do produkcji. Wtedy postanowiłem, że założę firmę, która takim wymogom sprosta.

Od czego pan zaczynał?

Na początku założyłem firmę przy Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości Politechniki Warszawskiej. W ciągu jednego dnia podpisałem umowę, a następnego mogłem już wystawić fakturę za wykonane usługi. To jest bardzo dobry sposób na start. Zwłaszcza że nie miałem pewności, czy ten biznes odniesie sukces.

Największym problemem był jednak brak kapitału oraz wiedzy i doświadczenia w tym, jak zamienić odkrycie naukowe w sukces komercyjny. Na studiach nikt nas tego nie uczył. Gdy uporałem się z pierwszymi trudnościami, pojawiały się kolejne: jak zorganizować dział badawczo-wdrożeniowy i produkcję, mając niewielkie środki finansowe, pozyskać pierwszych klientów, prowadzić negocjacje z partnerami zagranicznymi.

Wiedziałem, że aby odnieść sukces, muszę postawić wszystko na jedną kartę. Przez pierwszy rok, kiedy nie było jeszcze zleceń, nie zarabiałem. Zaangażowałem prawie wszystkie swoje oszczędności, aby móc rozwinąć firmę do etapu, w jakim jest teraz.

Kto panu pomógł w rozwinięciu biznesu?

Wiele osób mnie wspierało. Rodzice zapewnili mi pomoc finansową w najtrudniejszym okresie. Koledzy i znajomi pomagali w opracowaniu wstępnych założeń biznesowych oraz zapewniali pomoc prawną. Szukałem inwestora, który pomoże mi rozwinąć moją firmę i wejść na międzynarodowe rynki. Tak trafiłem do sieci aniołów biznesu, czyli Lewiatan Business Angeles. Wsparcie finansowe udało mi się też uzyskać z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Jako laureat Programu Innowator otrzymałem grant w wysokości 700 tys. zł.

Pomocy w negocjacjach przy podpisywaniu pierwszej umowy licencyjnej z dużym niemieckim przedsiębiorstwem farmaceutycznym udzieliło mi z kolei Wrocławskie Centrum Transferu Technologii, z którym współpracuję do dziś.

Czy tylko brak pieniędzy był przeszkodą w rozwinięciu biznesu?

Jedną z większych bolączek było znalezienie odpowiednio wyposażonego laboratorium, gdzie mógłbym kontynuować prowadzenie badań oraz rozpocząć produkcję katalizatorów. Przez blisko pół roku szukałem takiego miejsca w Warszawie, m.in. w Instytucie Chemii Przemysłowej PAN, na Uniwersytecie Warszawskim, na Politechnice, niestety bez skutku. Na szczęście, zamiast się poddać, swoje kroki skierowałem do Wrocławskiego Parku Technologicznego, i to był strzał w dziesiątkę. Co prawda, tam również nie było odpowiedniej dla mnie aparatury. Mój pomysł na tyle jednak się spodobał, że władze Parku postanowiły zakupić odpowiedni sprzęt i udostępnić mi 70 mkw. powierzchni laboratoryjnej.

Co daje prowadzenie własnej firmy?

Przede wszystkim niezależność. Własna firma wymusza kreatywność. Cały czas staje się przed nowymi wyzwaniami, nieustannie trzeba się czegoś uczyć. Zarządzanie własną firmą to dobre zajęcie dla osób potrzebujących ciągłych wyzwań, przełamywania własnych ograniczeń.

Wszelkie bariery są w naszych głowach. Jeśli udaje nam się je przełamywać, idziemy do przodu i możemy dokonywać rzeczy z pozoru niemożliwych. Bardzo ważna jest cierpliwość, wytrwałość i konsekwencja w realizacji zamierzeń. Na pierwsze zlecenie czekałem kilka miesięcy. Gdy myślimy o własnym biznesie, to powinniśmy być przygotowani, że łatwo nie będzie.

*Michał Bieniek

doktor chemii, założyciel firmy Apeiron Synthesis

i02_2009_219_166_008a_001_126373.jpg
Michał Bieniek, doktor chemii, założyciel firmy Apeiron Synthesis Fot. Miłosz Poloch
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj