Instytucje parabankowe pożyczające pieniądze przez internet coraz częściej wykorzystują naiwność Polaków. Z jednej strony ukrywają informacje o kosztach udzielanych kredytów, a z drugiej wyłudzają od klientów dane osobowe.
Zbliżające się święta to okres nasilonej reklamy szybkich pożyczek na zakupy. Pożyczkodawcy szukają różnych sposobów, żeby dotrzeć do klientów. Jednym z nich jest internet. Gdziekolwiek jesteś – w domu, salonie samochodowym, na nartach czy w SPA – wszędzie możesz mieć dostęp do pożyczki – wystarczy dostęp do internetu! Klienci nie są sprawdzani w biurach informacji gospodarczej. Tak zachęcani są konsumenci do zgłaszania się po chwilowe wsparcie domowego budżetu.

Najczęstsze naruszenia

O uczciwego pożyczkodawcę w sieci nie jest jednak łatwo.
– Znalazłem w internecie ogłoszenie o korzystnych pożyczkach. Odpowiedziałem na nie i otrzymałem listownie umowę do podpisania. Następnie musiałem wpłacić 1 tys. zł na poczet zabezpieczenia kredytu. Potem miałem już otrzymać pożyczkę – opowiada internauta.
Po wpłaceniu żądanej kwoty słuch po pożyczkodawcy zaginął.
– Zalogowałam się na portalu pożyczkodawcy, wpłaciłam 12,20 wpisowego, ale dalej nie mogę wejść na stronę – skarży się inny z internautów.

Pożyczki społecznościowe

Za pośrednictwem sieci konsumenci mogą uzyskać pożyczkę od dwóch grup podmiotów – osób prywatnych lub instytucji. W zależności od tego, od kogo klient pożycza pieniądze, różne są jego prawa i obowiązki.
W przypadku pożyczek udzielanych przez osoby prywatne portale internetowe z reguły pełnią jedynie rolę pośrednika, pomagając w kontakcie zainteresowanych stron – tzw. pożyczki społecznościowe.
– Ponieważ w tym wypadku z reguły po obu stronach wystąpią osoby fizyczne, zastosowanie będą miały przepisy kodeksu cywilnego dotyczące umowy pożyczki – mówi radca prawny Maciej M. Bogucki z kancelarii Mamiński & Wspólnicy.
Nie jest konieczne w tym przypadku pisemne potwierdzenie treści umowy pożyczki do 500 zł. Jednak, niezależnie od kwoty, warto sporządzić ją na piśmie, określając postanowienia dotyczące sposobu i terminu spłaty oraz oprocentowania.

Bankowe kredyty

Inaczej jest z pożyczkami, udzielanymi przez banki lub firmy pożyczkowe (parabanki). Większość tych instytucji traktuje internet jako dodatkowe źródło pozyskania klientów, oferując zawarcie umowy w swojej siedzibie. Zdarzają się jednak i umowy zawierane drogą elektroniczną.
– Taka umowa przy kredycie niższym niż 80 tys. podlega reżimowi ustawy o kredycie konsumenckim – mówi Maciej M. Bogucki.
Ustawa ta nakłada na kredytodawcę szereg obowiązków dotyczących treści umowy, których przestrzeganie ma zapewnić należytą ochronę praw konsumentów. Umowa pożyczki musi być zawarta na piśmie i powinna określać wysokość pożyczanej kwoty oraz warunki spłaty. Ma także wskazywać rzeczywistą stopę oprocentowania oraz wszelkie związane z umową opłaty obciążające konsumenta.
– Przystępując do zawarcia umowy, konsument powinien zwrócić szczególną uwagę na wysokość opłat, które nie mogą łącznie przekraczać 5 proc. wartości kredytu, a także na wysokość zastrzeżonego oprocentowania – nie może ono przekraczać odsetek maksymalnych, określonych w kodeksie cywilnym – zaznacza adwokat Krzysztof Topolewski z kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych P.J. Sowisło & Topolewski.

Wyłudzone dane

Wygórowane wymogi co do zabezpieczeń opłaty kredytowej to niejedyne przewinienia przedsiębiorców pożyczających pieniądze przez internet. Większość z nich wyłudza także dane osobowe konsumentów, które mogą być wykorzystywane do różnych celów, nie zawsze zgodnych z prawem.
Jeśli internauta lekkomyślnie wysyła e-mailem kopię dowodu osobistego i zaświadczenie o zarobkach, powinien liczyć się z tym, że ktoś może w jego imieniu zawrzeć umowę kredytową. Co więcej, takie dane mogą zostać odsprzedane.

Więcej: "Kredyty w internecie: trudno znaleźć uczciwego pożyczkodawcę"

Umowa kredytu / DGP