Padłeś ofiarą skimmingu? Nie martw się, bank odda Ci wszystkie pieniądze

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
23 listopada 2009, 03:00
Jeśli po podrobieniu karty płatniczej nasze konto bankowe zostało okradzione, to banki w Polsce zwrócą wszystkie, a nie tylko część zrabowanych pieniędzy.

Zwrot środków trwa jednak długo – w kraju czeka się na pieniądze nawet miesiąc. Gdy do przestępstwa doszło za granicą, oczekiwanie znacznie się wydłuża.

Przepisy mówią, że banki odpowiadają finansowo za wszystkie transakcje dokonane kartą powyżej równowartości 150 euro, dokonane przez osoby nieupoważnione, o ile właściciel karty dochował staranności i nie udostępnił numeru przestępcy. Jeśli więc przestępca wszedł w posiadanie PIN np. poprzez zeskanowanie karty (tzw. skimming), to jej posiadaczowi należy się zwrot części pieniędzy.

– Polskie banki poszły jednak dalej, niż mówi ustawa. Jeśli przestępstwo zostało udowodnione, to banki dobrowolnie oddają wszystkie pieniądze – mówi Remigiusz Kaszubski ze Związku Banków Polskich.

Klienci mają jednak problem z czym innym. Procedura zwrotu tych pieniędzy może trwać bardzo długo, a okradziona osoba zostaje bez środków do życia. Bank ma bowiem aż trzy miesiące na zwrot pieniędzy na konto.

– Taki termin przewiduje ustawa o elektronicznych instrumentach płatniczych. Przepis mówi, że czas reklamacji może trwać do 90 dni, dlatego że systemy muszą być po kolei zweryfikowane – mówi Remigiusz Kaszubski.

Przede wszystkim bank musi uzyskać potwierdzenie, że doszło do przestępstwa. Często pomagają w tym policja i prokuratura, ale bank nie musi czekać na ich decyzje.

– Wydawca karty poprzez agenta rozliczeniowego może potwierdzić, że w danym bankomacie doszło do skimmingu. Robi się to w ten sposób, że sprawdzana jest liczba reklamacji z kart, które były obsługiwane w danym miejscu. Jeżeli było dużo takich reklamacji, to bank uznaje, że karta została zeskanowana – mówi Remigiusz Kaszubski.

>>> Czytaj też: "Chip bezpieczniejszy niż pasek"

To wszystko oczywiście trwa – szczególnie gdy do przestępstwa doszło za granicą. Informacja o kwocie skimmingu na konkretnej karcie jest przekazywana do operatora bankomatu, później do agenta rozliczeniowego, który rozliczał transakcje w danym kraju, a od niego do agenta rozliczeniowego powiązanego z polskim bankiem. Na końcu tego łańcuszka jest bank, który po potwierdzeniu wszystkich informacji, zwraca pieniądze.

– Jeśli dokument przychodzi do jakiejś instytucji, to jego wewnętrzny pion musi na pismo odpowiedzieć i przesłać dalej. To wszystko bardzo długo trwa – zgadzam się, że często zbyt długo – mówi Wojciech Kwaśniak, były szef nadzoru bankowego.

Jeśli do przestępstwa doszło w kraju, to sytuacja wygląda lepiej, bo instytucji, które są zamieszane w całą procedurę, jest mniej. Dlatego pieniądze zwracane są szybciej.

–Najczęściej procedura zwrotu pieniędzy w kraju trwa do miesiąca – mówi Mateusz Ostrowski z Open Finance.

>>> Czytaj też: "W Hiszpanii wyciekły dane – polski banki blokują karty"

W przypadku skimmingu za granicą okres ten wydłuża się o kilka tygodni. Byłby krótszy, gdyby polskie banki postępowały jak zagraniczne.

– Są banki, które dokonują zwrotu pieniędzy od razu po otrzymaniu reklamacji, natomiast jeśli w wyniku rozpatrzenia sprawy okaże się, że zawinił jednak posiadacz karty, wtedy obciąża się go ponownie – mówi Dariusz Łasica, zastępca dyrektora generalnego Visa Europe w Polsce.

62 mld zł wypłacono z bankomatów w Polsce w pierwszych 6 miesiącach tego roku

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj