Pytlos: Mikroauto – maksicena

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
9 grudnia 2009, 04:31
Cezary Pytlos
Cezary Pytlos/DGP
Nie dalej jak rok temu rozmawiałem o microcarze ze znajomym, który mieszka na stałe we Francji. Powiedział: drogi ten samochód, ale o dziwo sporo ludzi go kupuje. Dlaczego? Bo niepotrzebne jest do prowadzenia tego samochodu prawo jazdy, a to przy bardzo restrykcyjnych przepisach o ruchu drogowym w tym kraju oznacza przynajmniej bezstresową jazdę po ulicach tamtejszych miast.

W Polsce przepisy ani nie są zbyt restrykcyjne, ani kierowcy nie przywiązują zbyt dużej wagi do zgromadzonych na koncie punktów karnych. I to na pewno pierwsza zasadnicza różnica między Polską a Francją, która rzutuje na planach prywatnego importera, planującego sprzedaż microcara w Polsce.

>>> Czytaj też: "W motoryzacji następuje największa zmiana od 100 lat"

Drugi problem to dotarcie do klientów. Mikrosamochody we Francji kupują przede wszystkim osoby starsze. Czy naszego emeryta stać na malutki samochód do jazdy po mieście za 40 tys. zł? Może jest takich ze dwóch w Warszawie, i trzech w Katowicach. Pewnie dlatego importer stawia na czternastolatki, które po zmianie przepisów o ruchu drogowym namówią swoich rodziców na zakup tego auta, np. zamiast skutera. Pal sześć różnicę w cenie, bo ona dla bogatego tatusia nie stanowi najważniejszego argumentu. Pytanie, czy dla „bananowej młodzieży” posiadanie takiego samochodu nie będzie „obciachem totalnym”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj