Piotr Kaczyński: Najwyższy czas na prawdziwe kary dla tonących w długach członków UE

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 lipca 2010, 05:54
Komisja Europejska zapowiedziała, że państwa, które notorycznie przekraczają ustalony dla UE poziom deficytu budżetowego i zadłużenia za karę mogą zostać pozbawione unijnych dotacji. "Najwyższy czas na prawdziwe, a nie papierowe kary" – komentuje zapowiedzi KE Piotr Kaczyński, ekspert Centre for European Politcy Studies z Brukseli.

Obserwator Finansowy: Na liście kar rozważanych przez Komisję Europejską jest m.in. wstrzymanie dopłat rolniczych i pomocy regionalnej. Na razie nie wiadomo jednak jaką część pomocy zabrałyby takie sankcje. Czy już się mamy się zacząć bać?

Piotr Kaczyński: Tym razem to nie mogą być tylko propagandowe zapowiedzi. To muszą być prawdziwe sankcje. Takie papierowe kary, zapisane w Pakcie Stabilizacji i Rozwoju, zostały już wcześniej uśmiercone przez państwa, które stwierdziły, że nie będą przestrzegać jego zasad nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. Dlatego te nowe rozwiązania muszą się znacząco różnić od poprzednich.

Obecnie proponowane kary także są dotkliwe. Już obecnie krajom, które łamią Pakt, grozi wstrzymanie tzw. środków spójności, ale jak dotąd to tylko martwy przepis.

Dlatego właśnie potrzebne jest wreszcie przyzwolenie na korzystanie z sankcji. Jednym z głównym problemów Unii jest to, że wiele przepisów jest po prostu martwych.

Zapowiedź skorzystania z możliwości wstrzymania wypłat środków spójności czy dopłat dla rolników może jednak budzić niepokój krajów słabiej rozwiniętych państw członkowskich, takich jak Polska.

Niepotrzebnie. Ewentualne sankcje nie uderzają przecież w kraje biedniejsze, tylko w te państwa, także bogatsze, które nie przestrzegają ustalonych reguł. Wystarczy sprawdzić, jaki jest obecnie kurs złotówki żeby zdać sobie sprawę z tego ile Polska straciła na tym, że niektóre unijne kraje złamały przyjęte reguły budżetowe i zdestabilizowały rynki finansowe. W połowie lat 2000 np. rząd Węgier łamał te zasady doprowadzając deficyt budżetowy do poziomu 10 procent. Ci którzy mieli wtedy w miarę dobre wyniki finansowe, np. Polska, musieli za to płacić. Teraz na temat swojej sytuacji finansowej kłamali Grecy i płacą za to Niemcy.

Pojawiły się też sugestie kar nie finansowych. Niemcy chcą podobno, żeby wobec krajów łamiących unijne zasady budżetowe, zawieszano prawo głosu w Radzie Europejskiej. To dobry pomysł?

To jest sankcja nierealna, bo jeżeli ktoś jest członkiem Unii to automatycznie ma prawo głosu. Ale żadna z tych propozycji nie jest jeszcze oficjalnym stanowiskiem Komisji. Dyskusja trwa. Niemcy mówią też np. o zmianie traktatów, a to nie jest wykonalne.

Czy sankcje nie ograniczą konkurencyjności państw członkowskich? Tak znaczna redukcja deficytu w krótkim czasie musi mieć negatywne konsekwencje dla wzrostu gospodarczego.

Na to nie ma mądrych. Każde rozwiązanie będzie miało jakąś gorszą stronę. Nie mamy przecież do czynienia z sytuacją, w której mamy sprawić by wszystkim żyło się dostatnio, ale chodzi o ograniczenie negatywnych zjawisk w gospodarce do minimum. Po prostu gasimy pożar i nie chcemy żeby się rozprzestrzenił.

Pełny wywiad z Piotrem Kaczyńskim: Kary finansowe ugaszą unijny pożar

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj