Robert Bradley: Ingerencja państwa w rynek energii to wejście z deszczu pod rynnę

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
26 lipca 2010, 19:16
Zarzuty pod adresem koncernu BP odpowiedzialnego za wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej stają się często okazją do krytyki wolnego rynku energii. Jednak ingerencja państwa to jedynie wejście z deszczu pod rynnę, bo nawet najlepszy projekt prawa może zostać popsuty przez polityków i lobbistów - pisze Robert Bradley, ekonomista specjalizujący się w rynku energii, z University of Texas.

Energia jest podstawowym zasobem. Bez niej nie dałoby się nic produkować ani konsumować, ani wydobywać energii: nie mielibyśmy ropy, gazu ziemnego i węgla bez energii potrzebnej do produkcji i zasilania sprzętu wydobywczego. Nie byłoby też turbin wiatrowych i paneli słonecznych, pomników energii pozyskanej z paliw kopalnych.

Jakie jest znaczenie tych ostatnich w stosunku do tak zwanych źródeł odnawialnych? Ponieważ wiatr nie wieje, a słońce nie świeci cały czas, ropa, gaz lub węgiel są niezbędne do zachowania ciągłości dostaw prądu. A zatem nawet źródła odnawialne są uzależnione od paliw kopalnych (prąd można magazynować w akumulatorach, ale obecnie cena tej technologii jest zaporowa).

Jako składnik wszystkich produktów i usług, energia musi być tania, wygodna w użyciu i niezawodna. Dlatego polityka państwa powinna uszanować preferencje konsumentów i pozwalać producentom energii zaspokajać potrzeby rynku. To wymaga uszanowania prawa własności prywatnej i dobrowolnej wymiany energii w systemie ogólnoświatowym.

Niestety, globalna podaż energii w dużym stopniu jest domeną państw, a nie wolnego rynku. W etatystycznych gospodarkach, elity polityczne podejmują decyzje, które w przeciwnym razie byłyby podejmowane przez ogół. Transakcje, na których korzystają obie strony, ustępują miejsca podyktowanym przez rząd transakcjom, na których korzysta tylko jedna strona. Dochodzi do redystrybucji bogactwa. Udział (politycznych) stron trzecich prowadzi do czystego marnotrawstwa.

Przykładowo, energetycy są ustawowo zmuszani do zakupu energii wiatrowej, słonecznej czy innej politycznie poprawnej energii. Legislacyjny przymus jest konieczny, ponieważ wolny rynek nie tolerowałby takich drogich, niekonkurencyjnych dostaw.

Pełna treść artykułu: Państwo zawsze marnotrawi energię

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj