Naukowcy coraz częściej się zastanawiają, jaki będzie wpływ Internetu na człowieka za kilka lub kilkanaście lat, łącznie ze zmianami w mózgu. Podobnie jak w ciągu zaledwie kilku lat pojawienie się telefonów komórkowych doprowadziło do silnego wzrostu sprawności kciuków młodego pokolenia. Kciuki kiedyś pozwalały utrzymać dzidę lub miecz, a obecnie służą głównie do sprawnego pisania SMS-ów.

Jako ekonomista wcześniej nie interesowałem się głębiej tematyką marketingu internetowego, ale niedawno odbyłem spotkanie ze specjalistami w tej dziedzinie i otworzyły mi się oczy. Zrozumiałem, że od kilku lat każdy użytkownik Internetu jest zanurzony w Matrixie. Matrix za niego myśli, Matrix mówi mu co ma lubić, Matrix mówi mu na jaką partię ma głosować, Matrix za niego decyduje jak wychowywać dzieci. Nie ma w tym przesady, poniżej podaję przykłady jak działa Matrix.

Martix działa w celu zwiększenia. To może być zwiększenie sprzedaży, zysków, znajomości marki, albo popularności partii politycznej. Aby zwiększyć, trzeba przekonać konsumenta lub wyborcę, że bardzo lubi to co właśnie widzi. I tu robi się ciekawie. Jak jest program w telewizji, to każdy telewidz widzi to samo. Jak jest billboard na ulicy, to każdy przechodzień widzi to samo. Ale jak pojawia się strona internetowa na komputerze, a w popularnych serwisach tę stronę w danej sekundzie może oglądać kilkadziesiąt tysięcy osób na raz, to każdy widzi tę stronę inaczej. Dlatego, że Matrix wie, że w jakiej lokalizacji jest dany komputer, a jeżeli użytkownik zostawia ślad w Internecie (a każdy zwykły użytkownik taki ślad zostawia, na przykład poprzez tzw. pliki Cookies, lub aktywność na serwisach, które wymagają pewnych danych) to wtedy Matrix wie jaki jest wiek użytkownika, płeć i inne dane. Matrix stosuje również analizę behawioralną, czyli na podstawie zachowania użytkownika (odwiedzanych stron, kupowanych produktów) określa jego zainteresowania. 

>>> Czytaj też: Michael Wolff: Facebook, Google i Apple rządzą światem mediów

Dlatego każdy z nas, obywateli zanurzonych w Matrix-ie, gdy otwiera stronę popularnego serwisu, widzi tę stronę inaczej, bo Matrix wyświetla mu te artykuły i reklamy, które są zgodne z profilem behawioralnym użytkownika danego komputera. W szczególności jak ktoś chce zaimponować swojej drugiej połowie, może zamówić ogłoszenie (banner) na czołowej stronie popularnego portalu, na przykład z życzeniami urodzinowymi, które będzie wisiało przez cały dzień. Ta druga połowa będzie myślała, że to kosztowało jakieś wielkie pieniądze, że wszyscy to zobaczą, tymczasem zobaczy to tylko on lub ona i nie będzie to kosztowało zbyt wiele.

Dlaczego ekonomista pisze o sprawach związanych z technikami marketingu internetowego? Dlatego, że Matrix stał się tak silny, że zaczyna wpływać na rzeczywistość gospodarczą i polityczną. Najbardziej prymitywnym przykładem są wynajęte trolle, która za pieniądze piszą pochlebne lub niepochlebne komentarze, rozsiewają plotki na forach. Ale wynajmuje się uznanych specjalistów z danej dziedziny, żeby promować dany produkt lub usługę, w ten sposób osobom które się interesują danym zagadnieniem (o czym Matrix wie) wyświetla się artykuł uznanego specjalisty, który przekonuje, że dany wariant jest lepszy od innego wariantu.

W dużym uproszczeniu ekonomia zakładała, że konsumenci albo wyborcy dokonują racjonalnych wyborów na podstawie ogólnie dostępnych informacji. A ponieważ jest Internet i każdy ma dostęp do tego samego zbioru informacji w Internecie (świat stał się płaski), więc podejmujemy coraz lepsze i bardziej racjonalne decyzje. Skoro więcej wiemy, to mądrzej decydujemy. Tymczasem okazuje się, że to Matrix decyduje, co mamy wiedzieć, jakie informacje mają do nas docierać, jakie produkty, usługi lub partie mamy lubić.

Ekonomiści, socjologowie i politolodzy powinni się zastanowić, czy tradycyjne modele dobrze wyjaśniają rzeczywistość, w której Matrix odgrywa kluczową rolę. Czy w społeczeństwie zanurzonym w Matrixie demokracja może sprawnie funkcjonować? Bo do tej pory mówiliśmy o demokracji medialnej i jej patologiach. Ale w porównaniu z demokracją zanurzoną w Matrixie, demokracja medialna wydaje się niewinną zabawą.

Autor jest rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie.