Poniedziałkowa sesja była w swojej formie i treści niemal kopią piątkowego zachowania rynku. WIG20 po neutralnym otwarciu i godzinie marazmu z impetem ruszył na północ przebijając nie tylko piątkowe maksima, ale również wybijając się ponad rekordy hossy ze stycznia.



Dominacja byków nie utrzymała się jednak do końca, ponieważ słabnące parkiety w zachodniej Europie w końcówce sprowokowały podaż, która na fiksingu zmniejszyła wzrosty indeksu największych spółek do zaledwie 0,18 proc.

Poniedziałek był dniem praktycznie bez żadnych danych makro. Trudno oczekiwać, aby projekcja inflacji wydana przez NBP była silnym rynkowym impulsem skoro zawarte były w niej stwierdzenia, że inflacja będzie utrzymywać się przez dłuższy czas na wysokim poziome, a to nie są dla uczestników rynku żadne nowości. Podobnie jak NBP nikt nie potrafi oszacować jak zmieni się sytuacja makroekonomiczna w wyniku cięć budżetowych oraz konieczności ograniczania deficytu finansów publicznych. Pomimo swojego braku konkretów po ogłoszeniu tego raportu złotówka zaczęła się umacniać, choć wydaje się, że w większym stopniu był to wynik rosnącego rynku akcji, a nie konsekwencje opisu sytuacji przez NBP. Totalnie bez echa przeszła przez rynek obniżka raitingu Grecji, ale dla kraju którego obligacje mają obecnie oprocentowanie bliskie 10 proc. takie „drobiazgi” nie mają żadnego znaczenia. Ten kraj jest już od mniej więcej roku bankrutem i ratują go pieniądze otrzymywanie z Europejskiego Funduszu Stabilizacyjnego a dzięki temu nie musi sprzedawać obligacji na rynku.

O zakończeniu sesji w Europie zdecydowała cena ropy, która przez cały dzień rosła a po osiągnięciu 107 dolarów powróciła do poziomu piątkowego zamknięcia. Ta korekta wpłynęła negatywnie na rynki akcji, które również zareagowały spadkami. Wbrew pozorom dla byków może to być bardzo dobry zbieg okoliczności przy naruszonym oporze w trakcie kolejnej sesji nie trzeba będzie startować od najwyższych wycen. Takie obniżenie punktu odniesienia na kolejną sesję ma dobry wydźwięk psychologiczny. Obecnie wystarczy więc odrobina optymizmu na zachodzie i WIG20 będzie zmagał się z poziomem 2850 pkt. Za wzrostami przemawia także rosnący obrót, który sugeruje, że na nasz rynek wraca zachodni kapitał. Wszystkie te argumenty znajdą potwierdzenie w rzeczywistości jeżeli w najbliższych dniach popyt wyrysuje na wykresie solidną białą świeczkę.

Reklama