W ubiegłym tygodniu odtrąbiony został koniec korekty na rynkach metali szlachetnych. Od 17 maja do dzisiejszych godzin porannych złoto podrożało o 50 dolarów na uncji, natomiast srebro o około 4 dolary. W ujęciu procentowym stanowi to wzrost ceny złota o 3 proc. a w przypadku srebra o 13 proc.

Inwestorzy dochodzą do wniosku, że obecne poziomy cenowe są atrakcyjne dla dokonania inwestycji. Takim decyzjom sprzyja też pogarszająca się sytuacja ekonomiczna w Stanach Zjednoczonych oraz kilku krajach Strefy Euro. Żaden problem finansów publicznych nie został tam w sposób racjonalny rozwiązany. Bezsensem jest wpompowywanie kasy w bankrutów, ponieważ jest już za późno. Przykładem jest Grecja a za rok powiemy tak o Portugalii.

Działania rządów polegające na dodruku pieniądza stanowią przysłowiowe „zamiatanie problemu pod dywan”. Lęk przed dalszym spowolnieniem „wlekącej się” gospodarki paraliżuje działania amerykańskiego banku centralnego w zakresie polityki monetarnej, gdzie bardzo niskie stopy procentowe sprzyjają wzrostowi inflacji. Wielu ekonomistów zadaje sobie pytanie o los amerykańskiego dolara. Niestety nikt z decydentów nie chce się wsłuchiwać w ich racjonalne głosy. Europa też podąża tym tropem.
Rodzące się w takiej sytuacji oczekiwania inflacyjne przyczyniają się do wzrostu popytu na aktywa bezpieczne, czyli złoto i srebro. Zatem przed inwestycjami w te metale stoi bardzo dobra perspektywa.