Jak ukryć się przed Google, czyli sztuka najgorszego pozycjonowania w sieci

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
6 czerwca 2011, 04:12
Ukrycie romansu, uciszenie skandalu i niepochlebnych opinii – takie usługi proponują agencje PR zajmujące się kreowaniem wirtualnego wizerunku. Celebryci, politycy, miejsca turystyczne, a nawet spółki notowane na giełdzie nie szczędzą pieniędzy, by kamuflować niekorzystne treści w wyszukiwarce Google.

 Ich cel jest odwrotny do tego, który stosują firmy pragnące się wylansować. Chodzi o to, by wynik wyszukiwania był jak najgorzej spozycjonowany.

Aż 90 proc. użytkowników internetu ogranicza się do przejrzenia pierwszej strony wyników wyszukiwania. Właśnie taki nawyk stanowi główne źródło dochodu dla PR-owców, którzy za pomocą kilku trików podbijają popularność stron z korzystną dla ich klientów informacją, a obniżają z niekorzystną.

>>> Czytaj też:  Google - spółka medialna, która ma wrogów prawie wszędzie

Na portalach społecznościowych roi się od tysięcy fikcyjnych kont założonych przez takie agencje. Konta sterowane są oprogramowaniem, które imituje ludzkie zachowanie. Fikcyjni użytkownicy pochlebnie komentują klienta i zamieszczają linki odsyłające jedynie do stron z pozytywną opinią. To właśnie na liczbie odsyłaczy głównie opiera się Google przy układaniu kolejności wyświetlanych stron. W rezultacie niekorzystne informacje spychane są na koniec kolejki.

Agencje pilnie chronią dane klientów. Lecz – jak pisze brytyjski „Times” – wśród zainteresowanych polepszeniem swojego wizerunku online znajdują się aktorzy, sportowcy i politycy. – Jeden znany konserwatywny polityk chciał ukryć romans na stronie nawet przed żoną – relacjonuje Chris Emmins, założyciel agencji Kwikchex.

>>> Czytaj też: Google Street View pokaże największe polskie miasta

Dwa tygodnie internetowego kamuflażu kosztują ok. 20 tys. funtów. Do korzystania z usług jednej z takich agencji (z miejscowości Hertfordshire) przyznał się Woburn Safari Park. Chodziło o zakamuflowanie i wyciszenie doniesień o znęcaniu się nad zwierzętami. Lwy trzymane w przepełnionych klatkach czy morsy z ropniakami na oczach zniknęły z pierwszej strony wyszukiwarki już tydzień po publikacji rządowego raportu, który ujawniał praktyki w Woburn Safari Park. Miesiąc po zajściu wzmiankę o tym udało się znaleźć dopiero na piątej stronie Google’a.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj