Bugaj: Na parkiecie przedłużenie weekendu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
6 czerwca 2011, 17:38
Łukasz Bugaj
Łukasz Bugaj, analityk Domu Maklerskiego Millennium. /Media
Przy braku ważnych informacji cenotwórczych ciężko było oczekiwać przełomu po dzisiejszej sesji, ale marazm notowań mógł nieco dziwić, gdyż przypominał sesję sprzed tygodnia, kiedy puszczeni byliśmy samopas bez udziału Londynu czy Nowego Jorku.

Dziennikowa wojna na słowa

Piątkowe notowania na Wall Street zakończyły się przy dziennych minimach, co oznaczało, że silne wsparcie na indeksie S&P500 nie było specjalnie bronione. Amerykanie w ogóle nie przejęli się popołudniową informacją, że Grecja otrzyma kolejną transzę pomocy i to najprawdopodobniej za miesiąc. Dało się więc dobitnie zauważyć, że obecna słabość indeksów niewiele ma wspólnego z greckim kryzysem, który zresztą daleki jest od zakończenia. Przykładowo w weekend pojawiły się doniesienia ze strony Der Spiegel jakoby Ateny w drugim pakiecie potrzebowały znacznie więcej środków niż dotychczas sądzono. Gazeta wskazywała na kwotę przekraczającą 100 mld euro. Owe doniesienia są o tyle ciekawe, że wpisują się zauważalną ostatnio „prasową wojnę” między niemieckimi a anglojęzycznymi dziennikami. Te drugie w większości publikują informacje wspierające notowania euro, a niemieckie skupiają się na negatywach pogrążających walutę wspólnotową. Można to nawet próbować łączyć z interesem narodowym, gdyż Niemcom z pewnością przypadłoby do gustu tańsze euro w relacji do amerykańskiego dolara.

Zmiana rządzących w Portugalii

Dzisiaj więcej niż o Grecji pisało się jednak o Portugalii, gdzie w niedzielnych wyborach zwycięstwo odniosła dotąd opozycyjna Partia Socjaldemokratyczna. Doszła do władzy na fali krytyki cięć budżetowych Partii Socjalistycznej, ale już wiadomo, że sama owe cięcia będzie zmuszona przeprowadzić. Rynek w Lizbonie otworzył się na niewielkim plusie, ale potem poddał się ogólnoeuropejskiej tendencji i zszedł w tereny ujemne. Po południu straty sięgały już 1%, ale nie można ich uznać za wyraz szczególnego niepokoju inwestorów, gdyż oprocentowanie obligacji pozostawało względnie stabilne, a o poranku ceny papierów dłużnych nawet rosły.

W Warszawie marazm

W Warszawie przy niskiej aktywności indeks krajowych blue chipów poruszał się w granicach zmian cen znanych z piątku, przy czym to strona podażowa wyglądała na bardziej zdeterminowaną. Niskie obroty przy niewielkiej zmienności każą jednak nie przypisywać specjalnej wagi dzisiejszym notowaniom. Dopiero większe uderzenie popytu lub zejście poniżej piątkowego minimum sesyjnego będzie można uznać za ważne rynkowe wydarzenie. GPW wciąż pozostaje względnie silna, ale nie pomaga nam zewnętrzna sytuacja. To niedźwiedzie wydają się więc silniejszym obozem, ale nic jeszcze nie zostało przesądzone.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Millennium Dom Maklerski SA
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj