Jarosław Parkot w rok wyciągnął ubezpieczyciela z kłopotów. Dzięki temu kierowane przez niego towarzystwo idące właśnie pod młotek może kosztować nawet 1 mld euro
Wycena Warty, którą w środę belgijski KBC razem z Kredyt Bankiem wystawił na listę transferową, jest przez analityków szacowana na ok. 1 mld euro. Jeśli znajdzie się ktoś, kto zapłaci takie pieniądze, będzie to największa transakcja na polskim rynku ubezpieczeń. W 1999 roku za 30 proc. akcji PZU nieobecne już na polskim rynku Eureko wraz z BIG BG wyłożyło skromne 3 mld zł.

Lepsze wyniki

Jednak Belgowie na sprzedaż nie wystawili zwyczajnej firmy. Warta to obok PZU symbol polskich ubezpieczeń. To towarzystwo, które ubezpieczało Polaków w okresie komunizmu, a potem budowało od podstaw konkurencyjny rynek w III RP. Dzięki temu w świadomości klientów jej marka rozsławiona m.in. przez slogan reklamowy z lat 90. „Z Wartą warto”, jest mocno zakorzeniona.
Jednak gdyby nie Jarosław Parkot, który od roku jest prezesem Warty, Belgowie sprzedawaliby tylko spółkę z tradycjami i może z potencjałem na przyszły rozwój. Bo o tym, co jeszcze kilkanaście miesięcy temu działo się w tej firmie ubezpieczeniowej, nie można nic dobrego powiedzieć. Pogarszające się z kwartału na kwartał wyniki finansowe, utrata historycznego drugiego miejsca w segmencie majątkowym na rzecz Ergo Hestii czy też problemy z likwidacją szkód – tak wyglądał chleb powszedni Belgów, którzy sterowali wówczas Wartą.
– Pod nowymi rządami Warta zmieniała swoje oblicze. Zmiany, które dokonały się w spółce w ostatnim roku, na pewno przekładają się na jej wyższą wycenę – mówi Marcin Mazurek, analityk Intelace Research.
Wyjaśnia, że przede wszystkim chodzi o to, co zostało zrobione w towarzystwie majątkowym. Ubiegły rok spółka zamknęła minimalnym zyskiem, choć po pierwszym kwartale 2010 miała 20 mln zł straty, która w kolejnych miesiącach szybko narastała. Tymczasem w pierwszym kwartale tego roku po raz pierwszy od 2007 roku towarzystwo odnotowało dodatni wynik techniczny (3,7 mln zł wobec 43 mln zł rok wcześniej). To oznacza, że po czterech latach przerwy w końcu zaczęło zarabiać na swoim podstawowym biznesie, czyli sprzedaży polis.
Poprawa wyników finansów to nie wszystko. Do tego doszła kampania reklamowa oraz najgłośniejszy transfer kadrowy na rynku ubezpieczeniowym w 2010 roku. We wrześniu udało się Jarosławowi Parkotowi pozyskać Rafała Stankiewicza – gwiazdę od likwidacji szkód w najważniejszym konkurencie Warty – PZU.

Zdeterminowany kupiec

Marcin Mazurek zastrzega, że te osiągnięcia dotyczą tylko rynku majątkowego. Według niego w spółce życiowej nowemu zarządowi nie udało się osiągnąć tak spektakularnych sukcesów. Nadal jest ona mocno uzależniona od swojego głównego partnera, czyli Kredyt Banku.
– Nasza współpraca z KB ma charakter rynkowy – odpowiada Jarosław Parkot. I dodaje, że nie jest prawdą, że w spółce życiowej nic się nie dzieje. Przypomina, że została powołana komórka, która ma umożliwić Warcie rozwinięcie sprzedaży ubezpieczeń życiowych w innych bankach niż KB. Pierwszych efektów należy się spodziewać pod koniec tego roku.
Nie wiadomo jednak, jak na te plany wpłynie sam proces sprzedaży Warty. Jeśli znajdzie się zdeterminowany kupiec, może zostać dopięty już do końca roku. Kto kupi ubezpieczyciela? Nie jest to bez znaczenia dla zarządu Warty. Nowy właściciel może nie docenić ich osiągnięć i będzie chciał do niego wprowadzić własnych ludzi.
Na branżowej giełdzie wśród chętnych na Wartę wymienia się m.in. austriacką Uniqę. Od 2003 roku do 2010 Parkot kierował jej polskim biznesem. I to ze sporymi osiągnięciami. W ciągu siedmiu lat ubezpieczyciel urósł pięciokrotnie, a ubiegły rok zamknął kwotą 1,8 mld zł zebranych składek. Sukcesem był nie tylko dynamiczny wzrost, ale także wchłonięcie przez niego TU Filar, którego akcjonariuszami były mocno egzotyczne na rynku finansowym największe polskie spółdzielnie mieszkaniowe.
Hobby Jarosława Parkota to sport. Uprawia m.in. żeglarstwo, gra w tenisa oraz w golfa.