Niewielki impuls, który wyszedł z Londynu ponad 150 lat temu, w ciągu następnego stulecia zmienił gospodarcze oblicze całej planety. Wybuch paniki w 1866 roku po bankructwie największego banku w Londynie wywrócił o 180 stopni to, co uchodziło za postawy ówczesnego gospodarczego świata. Zobacz, jak narodziła się nowoczesna ekonomia.

Idea, że to człowiek (a nie los) decyduje o materialnych warunkach życia, narodziła się w Londynie czasów Karola Dickensa. Od tamtej pory, przez następne 150 lat przezwyciężenie materialnych niedoborów oraz uwolnienie ludzi od codziennych ograniczeń stało się głównym celem myślicieli ekonomicznych. Co więcej, ten nowy sposób myślenia rozprzestrzenił się z Londynu epoki wiktoriańskiej na cały świat, zmieniając ostatecznie oblicze planety oraz kładąc podwaliny pod budowę nowoczesnej ekonomii.

Dzień rozrachunku

Pewnego czwartkowego popołudnia, 10. maja 1866 roku, w pierwszym tygodniu sezonu żeglarskiego, straszliwe pogłoski sparaliżowały Londyn. Overend, Gurney & Co. – bank uznawany przez Brytyjczyków za tak pewny, jak Mennica Królewska, zbankrutował.

Do godziny 10 rano dnia następnego horda rozjuszonych wierzycieli najechała dzielnicę finansową Londynu. Ówczesny korespondent New York Timesa relacjonował, iż panika, która wówczas zapanowała w Londynie, była większa niż pamiętały najstarsze umysły brytyjskiej metropolii.

Brytyjski rynek pieniężny zamarł, banki i przedsiębiorstwa, które żyły na kredyt, były zrujnowane. W samych Anglikach zaś po raz pierwszy pojawiła się wściekłość wobec spekulacji. Jak pisał korespondent „NYT”: „Nastał dzień rozrachunku”.

Zaległości

Gdy wieści o panice na rynku finansowym dotarły do Karola Marksa, wówczas ten kudłaty, niemiecki filozof był w trakcie studiów nad istotą kryzysu finansowego. Jego dochody, które sytuowały Marksa w gronie 2 proc. najbogatszych ludzi w Wielkiej Brytanii, były jednocześnie niewystarczające, aby pokryć zaległości finansowe, a jego opłaty za wynajem swoich swoich domów, były zawsze spóźnione. Podobnie było z jego dziełem życia – „Kapitałem”, która to książka, jak mawiał sam Marks, była zawsze „prawie ukończona”.

Marks w swojej pracy chciał udowodnić nie tylko to, że wolny rynek i demokracja się nie sprawdziły, ale również to, że nie mogły się sprawdzić. Nawet jeśli możliwości produkcyjne gospodarki wzrastają i bogaci stają się jeszcze bogatsi, to wciąż obowiązują „prawa społecznej dynamiki”, według których nieuniknione są spadki pensji, zanik klasy średniej oraz w głód najbiedniejszych. Im bogatszy staje się kraj, tym większa staje się nędza mas, „stworzonych” głównie do pracy.

“Manifest Komunistyczny”, sporządzony w pośpiechu jeszcze na długo przed rewolucją, traktował ciągłe zmniejszanie płac oraz stale wzrastające obciążenia jako historyczny fakt. Od tego czasu Karol Marks starał się udowodnić, że prawo akumulacji kapitału wręcz wymaga, aby pensje stopniowo spadały, zaś długość oraz intensywność pracy rosły, warunki pracy ulegały stałemu pogorszeniu, a w ślad za nimi spadała ogólna jakość i długość życia robotników.

Na nieszczęście dla Marksa, jego 20-letnia praca nad swoją książką zbiegła się w czasie z epoką wiktoriańskiego cudu gospodarczego, bezprecedensowego wzrostu płacy realnej oraz standardów życia, a także większego znaczenia klasy średniej. W tamtym czasie jego wizja gospodarczego armagedonu, zaczęła się chwiać w posadach. Jednak niedługo potem, gdy w 1866 roku bank Overend, Gurney zbankrutował, Marks natychmiast powrócił do pisania. W czasie, gdy napisał słynne zdanie, że „dzwony śmierci zaczęły bić własności prywatnej”, scenariusz kryzysowy faktycznie się realizował.

Nędza i strach rozprzestrzeniły się po Londynie, ówczesnym centrum światowej gospodarki i brytyjskiego przemysłu. Fala bankructw ogarnęła tysiące firm, zrujnowała nowych bogaczy oraz pozbawiła pracy kolejne tysiące robotników. Epidemia cholery, podwójny wzrost cen za chleb tylko potęgowały skalę nieszczęść tamtego czasu. Wybuchły wielkie zamieszki, drobni sklepikarze zaczęli grozić bronią, zaś tysiące mieszkańców East Endu walczyło z policją konną w Hyde Parku, dając upust swojej frustracji i wyrażając gniew wobec najbogatszych.

Karol Marks wierzył, że niezadowolenie społecznie nie prowadzi do obalenia istniejącego społeczeństwa, ale do powszechnego prawa wyborczego. Wzrost bezrobocia oraz społecznego cierpienia miał przekształcać studentów, kobiety, dziennikarzy oraz artystów w reformatorów, dzięki którym pojawiałyby się nowe pomysły, mające na celu ujarzmienie panującego wówczas społecznego chaosu.

Alfred Marshall, 23-letni matematyk, któremu udało się uciec przed ubóstwem do bogatego świata Cambridge, wielokrotnie stykał się ze światem ubogich. Widok tak wielu chęci do działania pośród ubogich w obliczu istnienia tak ogromnego bogactwa skłoniły go do zadania pytania, czy proletariat – jak wówczas uczono Marshalla – jest rzeczywiście koniecznością natury. Matematyk zastanawiał się, dlaczego nie uczynić każdego człowieka bogatszym.

Marshall jednak czuł, że jego filozofia była w tamtym czasie czymś obcym na brytyjskiej ziemi. To skłoniło go do rozpoczęcia studiów nad ekonomią. Gdy czytał klasyków ekonomii, takich jak John Stuart Mill, zauważył, że wiele ich założeń zostało zwyczajnie ustalonych i przyjętych za pewnik, podczas gdy są one płynne i mogą być przedmiotem zmiany.

Podobnie jak Karol Marks, klasycy ekonomii wykluczali możliwość poprawy warunków materialnych. Marshall jednak zaobserwował, że ówczesny średni standard życia, był wyższy niż 20 lat wcześniej. Menedżerowie, pracownicy umysłowi, robotnicy fabryczni oraz wykwalifikowani pracownicy zdobywali większe składki na wynagrodzenia dla robotników niewykwalifikowanych. Liczba lepiej opłacanych pracowników umysłowych rosła, natomiast ilość robotników systematycznie malała. Świat zatem okazał się bardziej podatny na zmiany niż chcieli to widzieć klasycy ekonomii lub Karol Marks.

Inny wymiar konkurencji

W przeciwieństwie do Karola Marksa, który nigdy nie zapuścił się do fabryki, a także nie miał kontaktu z rzeczywistym społeczeństwem, Alfred Marshall przez całe życie wnikliwie przyglądał się przedsiębiorstwom, zaś związki zawodowe oraz organizacje charytatywne były przedmiotem jego pogłębionych studiów. Wszystkie te podmioty były dla Marshalla istotnymi czynnikami zmian społecznych.

Podczas gdy Karol Dickens porównywał fabryki do więzień, a Karol Marks postrzegał pracę jako dehumanizującą, Marshall zauważył, że podstawową funkcją gospodarczą nowoczesnego przedsiębiorstwa było podnoszenie warunków życia. Presja ze strony konkurencji nieustannie zmuszała menedżerów do robienia więcej, lepiej i szybciej, dzięki przyjmowaniu nowoczesnych technologii oraz dzięki zatrudnianiu coraz lepiej wykształconych i bardziej doświadczonych pracowników.

Wprawdzie Marks również podkreślał, że konkurencja zmuszała biznes do podnoszenia efektywności, ale zupełnie pomijał to, że konkurencja także zmuszała właścicieli do dzielenia się zyskami z pracownikami i konsumentami. Marshall stwierdzał, że wraz ze wzrostem produktywności, rosną również realne wynagrodzenia, dopóki niewykwalifikowani pracownicy całkowicie nie znikną. Oznaczało to, że robotnicy mogą wpływać na swoją przyszłość poprzez szkolenia, tworzenie związków zawodowych oraz emigrację, zaś przyszłość ich dzieci mogła być poprawiona dzięki edukacji.

Nowe instrumenty gospodarczej władzy

Po podróży do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, które uchodziły za awangardę nowoczesnego społeczeństwa, Marshall był znacznie bardziej optymistyczny co do przyszłości świata.

Panika finansowa z 1866 roku nie okazała się śmiercionośna dla kapitalizmu, jak chciał tego Karol Marks, ale była jedynie przejściowym załamaniem. Gospodarka się w końcu odbiła, Anglia stała się demokracją, a średnie wynagrodzenie stopniowo rosło.

Alfred Marshall pomógł obrócić starą, siermiężną i dość ponurą (bo opartą o determinizm) ekonomię w poszukiwanie nowych instrumentów ekonomicznej władzy. To już nie los, a człowiek i jego narzędzia stawały się coraz bardziej odpowiedzialne za ekonomiczny los społeczeństwa.

Jednak wciąż pewnym problemem dla Marshalla pozostawał los londyńskiej klasy niższej, której kondycja pozostawała odporna na gospodarczy wzrost. Przyczyną ubóstwa tej grupy wydawało się być ich własne ubóstwo ludzkie, gdzie bieda była dziedziczona. Kto był za to odpowiedzialny? Kto mógł zainterweniować i przy pomocy jakich narzędzi?

Sylvia Nasar – była dziennikarka New York Timesa, autorka „A Baeutiful Mind”. Nasar wykłada dziennikarstwo na Columbia University. Powyższy tekst jest fragmentem z jej najnowszej książki pt.: Grand Pursuit: The Story of Economic Genius, która ukaże się 13. września 2011.