Dziś rano politycy europejscy zdecydowali o zwiększeniu dostępnych środków funduszu pomocowego. Za pomocą tzw. lewarowania fundusz na ratowanie bankrutów urośnie z obecnych 440 mld euro do 1 biliona. Historia była już nieraz świadkiem takiego "cudownego" rozmnożenia pieniądza. Nierzadko kończyło się to katastrofą.

Zgodnie z decyzją szczytu eurolandu, zwiększenie mocy pożyczkowej EFSF do biliona euro odbędzie się na zasadzie tzw. lewarowania, czyli bez zwiększania kwoty gwarancji ze strony państw-udziałowców funduszu. Oznacza to, że państwa strefy euro ustaliły, że bez dodatkowych wpłat fundusz stabilizacyjny może wydać przeszło dwa razy więcej.

>>> Czytaj też: Jest porozumienie w strefie euro: posiadacze greckich obligacji stracą 50 proc.

Czy oznacza to, że europejscy przywódcy przewyższyli króla Salomona, który nie umiał nalać z próżnego naczynia i odkryli sposób na creatio ex nihilo? Niestety nie, decyzja o lewarowaniu EFSF to zabieg mający przekonać rynki o determinacji polityków. Dopóki postanowienia pozostają tylko zapisem na papierze, ich wpływ na gospodarkę może być pozytywny. Jednak gdy nadjedzie sytuacja, że dodatkowe środki, przekraczające rzeczywiste gwarancje, zostaną użyte, wtedy najprawdopodobniej dojdzie do kolejnej w historii akcji dodrukowywania pieniądza.

Europejskie dziedzictwo

Można stwierdzić z przekąsem, że przywódcy europejscy postępują zgodnie z tradycją europejską, a zwłaszcza dwóch największych gospodarek strefy euro. Po rewolucji francuskiej Stany Generalne zarządziły emisję banknotów o wartości 400 mln liwrów, których gwarancję stanowił przejęty majątek kościelny. Sześć lat później pod ten sam zastaw wyemitowano banknoty warte 40 miliardów liwrów. Według dzisiejszej terminologii zastosowano po prostu dźwignię, która (pomijając inflację) stukrotnie zwiększyła „moc pożyczkową” . W psuciu monety do rekordzistów należał zresztą już czternastowieczny król Francji, Jan II Dobry, który zmieniał wartość pieniądza 86 razy w ciągu 14 lat.

Niemcy drukowanie pieniędzy bez pokrycia boleśnie przećwiczyli po I wojnie światowej. Wyemitowane marki szły na spłatę kontrybucji wojennych, lecz zarazem powodowały wzrost cen na rynku wewnętrznym. W 1923 r. inflacja wyniosła blisko 29,5 tys. proc. Doprowadziło to do tak kuriozalnych sytuacji, że więcej ciepła uzyskiwało się wrzucając pieniądze do pieca, niż kupować za nie węgiel.

>>> Czytaj też: Unijny sposób na ratowanie euro: drukować, drukować, drukować

Z czego wynika wartość pieniądza?

Przykład Republiki Weimarskiej prowadzi do refleksji czym są pieniądze i co wyznacza ich wartość. Według najprostszej definicji pieniądz to materialny lub niematerialny środek, który można wymienić na towar lub usługę. Funkcja transakcyjna to jednak tylko jedna z tych, które pieniądze odgrywają w gospodarce.

Bardzo ważna dla gospodarki jest bowiem rola pieniądza, jako miernika wartości towarów. Powszechnie uznawane środki płatnicze pozwalają wyceniać i obiektywizować wartość pracy i towarów.

Ludzie cenią rzeczy rzadkie i takie, których zdobycie okupiono dużym wysiłkiem. To dlatego dużą wartość posiadają oryginalne dzieła sztuki, choć drukowane w dobrej technologii reprodukcje wyglądają równie dobrze, a nawet lepiej. Na rzadkości występowania oparta jest również wartość złota i metali szlachetnych. Wartość posiadają również rzeczy użyteczne, np. surowce. Gdy zawiódł system finansowy przedwojennych Niemiec, wartość pieniądza została sprowadzona do walorów opałowych.

Współcześnie pieniądz papierowy jest wypierany z rynku przez transakcje bezgotówkowe. Jego wartość wynika wyłącznie z zaufania do sytemu pieniężnego państwa lub, w przypadku euro, do grupy państw gwarantujących jego wartość. Dodrukowując pieniądze państwa tracą wiarygodność, a wartość ich waluty spada. Jest to zjawisko niekorzystne m.in. dlatego, że godzi w motywację ludzi do pracy, którzy za wypłatę mogą pozwolić sobie na coraz mniej. Tyle w teorii, w rzeczywistości sytuacja może wyglądać inaczej, jak choćby w przypadku USA, którym pomimo trzech etapów luzowania ilościowego nie udało się wyraźnie osłabić dolara. W wakacje amerykańskim śladem poszła Szwajcaria. Trzeba jednak pamiętać, że Quantitive Easing ma dopiero dwuletnią historię i jeszcze wszystko może się okazać, co do jego skutków.

Współczesna Europa, choć znajduje się dopiero na początku drogi do osłabienia waluty, może znaleźć się w gorszej sytuacji od Republiki Weimarskiej. Bezwartościowym wirtualnym pieniądzem nie będzie można nawet palić w piecu.

Płonący banknot euro / ShutterStock