Gdyby rządził strach przed problemami polskiej gospodarki, to przy okazji słabnącego złotego rosłaby rentowność polskich obligacji i trudno byłoby je sprzedać, a na rynku długu sytuacja jest jak najbardziej stabilna. Pretekstem do przeceny złotego była informacja o obniżeniu perspektyw ratingu dla Czech, Bułgarii, Litwy i Łotwy.

– Inwestorzy zwłaszcza źle odebrali informacje o zagrożeniu oceny Republiki Czeskiej. Tamtejsza korona często jest wyznacznikiem kursu w regionie – mówi Konrad Ryczko, analityk DM BOS. Sama informacja o możliwym obcięciu ratingu nie zagraża bezpośrednio Polsce.

>>> Czytaj tez: Jeśli indeks złotego osłabi się o ponad 1,5 proc., grozi nam kryzys walutowy

Niedawno przedstawiony budżet na rok 2012 r. wywołał pozytywne opinie agencji ratingowych, które uznały, iż jest on zbieżny z aktualnym ratingiem A2/A- dla Polski. Pozytywna jest tez ostatnia opinia MFW o polskich finansach i gospodarce. Jednak w perspektywie trendu w regionie nie pomogło to naszej walucie.

>>> Czytaj też: Europejski kryzys dołuje złotego. Polska waluta najgorsza na świecie

Reklama

Choć oprócz złotego osłabiały się waluty innych krajów regionu, to złoty bił rekordy, nawet węgierski forint tracił wolniej. Słabszy niż wczoraj był na przykład w listopadzie. Podobnie korona, ona także kilka tygodni temu była słabsza niż wczoraj. – Tracimy na tym, ze jesteśmy dużym płynnym rynkiem – kwituje Arkadiusz Urbański, ekonomista Pekao SA. Łatwo do nas wejść, łatwo wyjść, łatwo zagrać na osłabienie lub wzmocnienie.

Tak było w 2008 i 2009 r. Najpierw inwestorzy grali na wzmocnienie, a później w 2009 r. na spadek kursu PLN. Także wtedy nie było podstaw do takiego osłabiania się naszej waluty. Ale tak samo jak obecnie rozjechała się wycena polskiego długu i złotego. Wprawdzie na początku 2009 r. rentowność 10-letnich obligacji minimalnie przebiła 6 proc., ale szybko przestała rosnąc i gwałtownie spadła. A kurs złotego szalał.

Teraz rentowność dziesięciolatek podeszła pod 6 proc., ale progu nie przebija, gdy złoty wciąż jest pod presja spadków. – Jest ogromny popyt na nasze papiery dłużne – podkreśla Arkadiusz Urbański.

>>> Czytaj też: Pawlak: Słaby złoty pomaga polskiej gospodarce

– Wczorajsza aukcja zamiany spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów, szczególnie obligacje zmiennokierunkowe oraz indeksowane wskaźnikiem inflacji – dodaje. Inwestorzy zgłosili popyt o wartości 7 mld zł. Resort finansów zbył papiery za niemal 5 mld zł. Nasze obligacje są szczególnie ciekawym papierem dla inwestorów z Azji (możne tych samych, co graja na osłabienie złotego), dają więcej zarobić niż papiery dłużne Niemiec czy Francji, a są także mało ryzykowne.

Polski złoty / Bloomberg