Lider liberałów w Parlamencie Europejskim Guy Verhofstadt przypomniał, że już w 2010 roku ówczesny prezes EBC Jean-Claude Trichet uruchomił program skupu obligacji, dzięki któremu udało się uspokoić rynki, "ale to nie powstrzymało rozprzestrzenienia się efektu zarazy".

"Powód był wtedy jasny i prosty, taki sam jest i obecnie. Państwa członkowskie pozostają niechętne, by poczynić tak bardzo potrzebny i polityczny skok w kierunku federalnej unii, obejmujący wspólny rynek obligacji, który zatrzymałby kryzys i uratował euro" - oświadczył Verhofstadt.

Jego zdaniem ogłoszony przez prezesa EBC Mario Draghiego w czwartek program nieograniczonego ilościowo skupu obligacji pod nazwą "Outright Monetary Transactions" (OMTs) wydaje się lepszy i "bardziej zaawansowany" niż program Tricheta i - co najważniejsze - nie stawiając pewnych ograniczeń po raz kolejny wysyła sygnał do rynkowych spekulantów, "że euro musi pozostać".

"Ale to nie wystarczy, aby zapobiec pogłębieniu się kryzysu zadłużenia, chyba że państwa członkowskie zgodzą się, aby zrobić milowy krok w kierunku ściślejszej integracji gospodarczej i politycznej" - uważa Verhofstadt.

Prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi zapowiedział, że w ramach walki z kryzysem i ratowania wspólnej waluty, EBC będzie bez ograniczeń skupował na wtórnym rynku krajowe obligacje krótkoterminowe (o terminie zapadalności do trzech lat). Program ma służyć obniżeniu rekordowych kosztów obsługi długów krajów południa strefy euro, zwłaszcza Hiszpanii i Włoch oraz poprawić sytuację całej strefy euro. Bank będzie publikował cotygodniowe i comiesięczne sprawozdania z zakupów.

Reklama

Draghi zastrzegł, że skup krajowych obligacji będzie obwarowany surowymi warunkami, a zainteresowany taką pomocą kraj będzie musiał wystąpić o pakiet ratunkowy z funduszy strefy euro - EFSF lub jego następcy ESM. To oznacza zobowiązanie się do reform i poddanie kontroli partnerów.

"Ta odważna decyzja to znaczący krok ku rozwiązaniu kryzysu finansów publicznych i odbudowaniu stabilności strefy euro" - skomentował ustalenia EBC przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz.

Program EBC, mający na celu obniżenie rentowności długów państw pogrążonych w finansowych tarapatach i mających trudności z pozyskaniem finansowania na rynku zyskał pełna aprobatę Schulza, który podkreślił jednak, że "decyzja EBC nie może być potraktowana jako panaceum, a jej wdrożeniu musi towarzyszyć wprowadzanie w życie strategii (promowania) wzrostu i (tworzenia) miejsc pracy oraz efektywnej polityki fiskalnej i reform strukturalnych".

Przewodniczący PE dodał też, że niezdolność do rozwiązania problemów strefy euro "wpędzi jeszcze większą liczbę ludzi w biedę i podważy ich zaufanie do Unii Europejskiej".

"Podzielam pogląd EBC, że euro jest projektem, od którego nie ma odwrotu" - dodał Schulz.

W sprawie planu EBC stanowisko zajęli również europejscy Zieloni; ich rzecznik Philippe Lamberts wydał komunikat, w którym pochwalił decyzję Banku, podkreślając zarazem, że "nie stanowi ona jednak zasłony ogniowej, nieodzownej dla ochrony przed spekulacją, której dostarczyłoby przyznanie licencji bankowej europejskim funduszom ratunkowym (EFSF i EMS)".

"Godne pożałowania jest, że (...) EBC uzależnia swą pomoc od (spełnienia) tych samych warunków, jakimi obwarowane są utworzone do tej pory programy ratunkowe, które wykazały się już niesprawiedliwością społeczną i nieefektywnością ekonomiczną" - napisał Lamberts.

>>> Czytaj też: Dramatyczne próby utrzymania euro. Południe Europy uzależni się od pomocy?