Petrodolary rozpieszczają Arabów... i tłumią arabską wiosnę 2.0

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
15 stycznia 2013, 04:41
W krajach Zatoki Perskiej władze przejmują większość wydatków obywateli: koszty edukacji, służby zdrowia, zabezpieczeń czy wody. Z 111 dol. przychodu z baryłki ropy aż 80 dol. idzie na programy socjalne.

Dzięki rekordowym cenom ropy kraje OPEC zarobiły w 2012 r. ponad bilion dolarów na eksporcie. Zmienia się zasada ich wydawania. Petrodolary są przeznaczane głównie na rozbudowę programów socjalnych. W ten sposób szejkowie chcą oddalić ryzyko arabskiej wiosny w wersji 2.0.

Średnia cena baryłki Brent osiągnęła w 2012 r. rekordowy poziom 111,65 dol. Dzięki temu sama Arabia Saudyjska zarobiła na sprzedaży surowca 330 mld dol., o 75 proc. więcej, niż planowały władze w Rijadzie. Zarobili także mniejsi eksporterzy z grupy OPEC. Irak zainkasował np. 71 mld dol. zamiast planowanych 49 mld, a Algieria 63 mld dol. zamiast 50 mld.

Zwyżka to efekt z jednej strony utrzymującego się dużego popytu krajów Azji Południowo-Wschodniej, a z drugiej embarga na import z Iranu, który w 2012 r. zarobił dwa razy mniej na eksporcie ropy niż w 2011 r.

Analitycy Uniwersytetu w Cambridge obliczyli, że ze 111 dol. przychodów ze sprzedaży baryłki ropy, jakie uzyskują monarchie Zatoki Perskiej, aż 80 dol. idzie na różnego rodzaju programy socjalne. Ich cel jest jasny: utrzymać spokój społeczny i zapobiec zrywom demokratycznym, które obaliły autorytarne reżimy m.in. w Egipcie i Tunezji.

Jednym z przykładów jest Arabia Saudyjska, gdzie w 2012 r. król Abdullah ogłosił program budowy kosztem 70 mld dol. pięciu miast – centrów ekonomicznych, aby zapobiec rosnącemu bezrobociu. Król przeznaczył także 37 mld dol. na rozbudowę darmowego budownictwa społecznego.

W krajach Zatoki Perskiej władze przejmują większość bieżących wydatków obywateli: koszty edukacji, służby zdrowia, zabezpieczeń emerytalnych, wody, elektryczności, transportu. Problem w tym, że taką opieką objęci są tylko obywatele kraju, których jest np. w Arabii Saudyjskiej 16 mln na 28 mln mieszkańców.

Mark Lewis, analityk Deutsche Banku, wskazuje przykład cen energii, które w Kuwejcie są utrzymane na niezmienionym, śmiesznie niskim poziomie 1 amerykańskiego centa za 1 kWh – to osiemnaście razy mniej, niż wynosi cena w Wielkiej Brytanii. W konsekwencji mieszkańcy nie mają żadnych motywacji do oszczędzania.

Wydatki nie nadążają także za bardzo szybko rosnącą liczbą ludności. Jeszcze w 1970 r. w Arabii Saudyjskiej mieszkało zaledwie 6 mln osób. Dziś 2/3 ma mniej niż 30 lat. A to oznacza dalszy szybki wzrost ludności.

Nieoficjalne dane mówią o jednej czwartej ludności żyjącej w królestwie Saudów poniżej progu biedy. Dotyczy to w szczególności kobiet samotnie wychowujących dzieci: zgodnie z prawem islamskim ich dostęp do rynku pracy jest bardzo ograniczony.

Tym, co może doprowadzić do upadku niepisanego układu „autorytarne rządy w zamian za dobrobyt dla obywateli”, są spadki na rynkach ropy. Zagrożeń jest kilka. Dzięki niekonwencjonalnym źródłom ropy, jak piaski bitumiczne, w ciągu 7 lat USA ograniczyły import o 40 proc. i nadal go zmniejszają. W Europie coraz powszechniejsze są różne formy ograniczenia zużycia ropy, w tym auta elektryczne. A potężnym, walczącym wręcz o prymat na rynku eksportu ropy rywalem dla Arabii Saudyjskiej staje się Irak, którego wzrost produkcji będzie sprzyjał obniżeniu cen.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj