Domy maklerskie liczą na spadek opłat

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 stycznia 2013, 15:40
Makler
Makler/ShutterStock
Skrócenie sesji giełdowej z obecnych 8,5 do 7,5 godziny to najważniejszy, ale wcale niejedyny postulat środowiska domów maklerów wobec nowego szefostwa Giełdy Papierów Wartościowych. Nie mniejszą bolączką biur maklerskich jest wysokość opłat za handel, jakie obowiązują na warszawskim parkiecie.

Średnia stawka opłat od transakcji akcjami na GPW spadła w 2010 r. o 10–15 proc. w stosunku do poziomu z lat 2007–2009 – wynika z wyliczeń DM PKO BP. W kolejnym roku średnia stawka opłaty wzrosła o około 2 proc., zaś w roku ubiegłym znowu doszło do redukcji.

Opłaty pobierane przez GPW plasują ją w środku zestawienia europejskich parkietów. Drożej jest przede wszystkim na małych, lokalnych rynkach, na których płynność jest bardzo niska. Dwa razy wyższe opłaty niż w Warszawie pobiera giełda w Sofii. Jeszcze drożej jest w Lublanie i Bukareszcie. Rekordy bije zaś Bratysława, gdzie średnia opłata od transakcji jest prawie cztery razy wyższa niż na GPW.

Jednak parkiety, z którymi chce się porównywać nasza giełda, pobierają znacznie niższe opłaty. W Istambule jest to przeciętnie 30 proc. stawki warszawskiej, w Oslo – mniej niż 10 proc. Giełdy niemiecka czy irlandzka zadowalają się opłatą stanowiącą zaledwie kilka procent stawki pobieranej przez GPW.

– W Warszawie stawki są o 50 proc. wyższe niż w Budapeszcie czy w Pradze – podkreśla Waldemar Markiewicz, prezes IDM. – Zejście do poziomu tamtejszych parkietów mogłoby być bardzo sensowne – twierdzi.

Jego zdaniem ruch, jaki w zeszłym roku zrobił zarząd giełdy, jest niewystarczający. – Wiele funkcjonalności UTP, czyli nowego systemu transakcyjnego, jaki GPW zamierza wprowadzić w połowie kwietnia tego roku, nie będzie w ogóle wykorzystywanych, bo przy takich kosztach nie będzie to opłacalne – wyjaśnia szef IDM.

Izba opowiada się za polityką stopniowego cięcia opłat. – Trzeba bowiem uwzględnić interesy akcjonariuszy GPW, która jest przecież teraz spółką publiczną i jest zobowiązana do wypracowywania zysków dla swych właścicieli – wyjaśnia Markiewicz.

Środowisko domów maklerskich negatywnie ocenia także to, że szefostwo GPW silnie zabiegało o to, by pozyskiwać zdalnych członków. Jego przedstawiciele zwracają uwagę, że zdalni członkowie nie są tak rygorystycznie nadzorowani przez polski nadzór jak lokalni. – O atrakcyjności giełdy nie decydują ani godziny sesji, ani liczba zdalnych członków – mówi Markiewicz.

Według niego bilans zysków i strat wynikających z tego, że zdalnych członków GPW przybywa, jest ostatecznie dla naszego rynku kapitałowego niekorzystny. Spada bowiem udział polskich biur maklerskich w obrocie, a to one pośredniczą w pozyskiwaniu kapitału przez rodzime małe i średnie firmy. IDM chciałby, żeby GPW zweryfikowała swoją dotychczasową politykę dotycząca zdalnych członków.

33 wynosi liczba lokalnych członków GPW

25 liczba zdalnych członków GPW

438 liczba spółek notowanych na głównym parkiecie GPW na koniec 2012 r.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj