Przeceniliśmy rolę globalizacji. Światową gospodarką rządzi kilka luźno powiązanych z sobą regionalnych sojuszy. Do takich wniosków doszli ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Im dłużej trwa kryzys, tym bardziej pogłębia się zjawisko deglobalizacji – wskazuje MFW.

Z wyliczeń funduszu wynika, że w ciągu ostatnich 25 lat wpływ globalnych czynników na lokalne gospodarki – wbrew lansowanym na uniwersytetach tezom – zamiast rosnąć, malał. To zdaniem MFW tłumaczy, dlaczego poszczególne regiony w odmienny sposób zareagowały na ostatni kryzys. Podczas gdy Ameryka Północna i Europa wciąż bezskutecznie próbują kreować wzrost, Azja nie tylko wyszła z kryzysu obronną ręką, lecz także powraca do szybkiego tempa rozwoju.

>>> Polecamy: New Scientist: Sieć firm, które rządzą światową gospodarką

Ta rozbieżność zmusiła analityków MFW do zbadania wpływu globalnych czynników na krajowe gospodarki. Ekonomiści ocenili dynamikę wydajności produkcji, konsumpcji i inwestycji w 106 krajach świata w latach 1960–2010 i jej zależność od zewnętrznych turbulencji. Zarówno na globalnym, jak i regionalnym poziomie. Pod lupę MFW trafiło siedem regionów – Ameryka Łacińska, Europa, Ameryka Północna, Australia i Oceania, Azja, Bliski Wschód, Afryka Północna i państwa Afryki subsaharyjskiej. Ekonomiści podzielili badane pięćdziesięciolecie na dwa okresy – do globalizacji (lata 1960–1984) i okres uważany za renesans tego zjawiska (lata 1985–2010).

Zdaniem MFW w latach 80. doszło do gwałtownego wzrostu światowego handlu, przepływów finansowych i formowania sojuszy handlowych. W ciągu ostatnich 25 lat waga globalnych czynników zmalała.

Reklama

W ostatnim ćwierćwieczu współczynnik opracowany przez MFW i opisujący wahania regionalnej koniunktury od koniunktury w innym rejonie świata zmalał do 10 proc. W ciągu ostatnich 25 lat liczba wahań (wynikających z zawirowań w innych częściach globu) europejskich współczynników określających produkcję spadła o jedną trzecią. Zależność europejskiej konsumpcji od spadków na rynkach amerykańskich czy azjatyckich spadła o 10 pkt proc. Wyjątek stanowią inwestycje, które zależą od tego, co się dzieje poza kontynentem.

Jedynymi regionami na świecie, gdzie w ostatnich 25 latach globalizacja poczyniła postęp, okazały się Ameryka Północna i Oceania. Oddziaływanie globalnych czynników na gospodarkę Stanów Zjednoczonych, Kanady i Meksyku wzrosło z 22 do 30 proc. Równocześnie jednak wzrosła rola regionalnych wydarzeń w gospodarce. Dotyczy to zarówno Ameryki Północnej, jak i innych badanych przez MFW regionów.

>>> Czytaj też: Tani świat globalizacji oznacza kapitalizm bez prawa wyboru

Dziś wydarzenia regionalne (np. powołanie regionalnej strefy wolnego handlu czy zawirowania w obrębie unii walutowej) określają średnio 19 proc. wszystkich wahań w gospodarkach krajowych. Tymczasem w latach 1960–1984 dotyczyły zaledwie dziesiątej części gospodarczych zawirowań. Najbardziej narażone na regionalne problemy są gospodarki Europy – aż 40 proc. wszystkich wahań poziomu produkcji jest ich efektem. Podobnie jest z konsumpcją i inwestycjami. W ciągu ostatnich 25 lat oddziaływanie regionalnych czynników na poziom europejskiej konsumpcji podskoczyło o dwie trzecie, do 30 proc. Z kolei w przypadku inwestycji wskaźnik ten wzrósł o jedną trzecią, do 31 proc.

Podobny trend da się zaobserwować w przypadku światowego handlu. W ciągu ostatniej dekady aż 75 proc. obrotów handlowych w Europie przypadło na Stary Kontynent. Z kolei aż 55 proc. północnoamerykańskiego handlu to wymiana pomiędzy USA, Kanadą i Meksykiem. Podobnie jest w przypadku Azji, gdzie ponad połowa sprzedawanych towarów nie wykracza poza region ASEAN.

Jak wnioskuje MFW, ekspansję globalizacji powstrzymał szok naftowy lat 70., gdy gwałtownie wzrosły ceny ropy. Wraz z naftową drożyzną wiele państw skupiło się na swoich problemach, starając się za pomocą trików fiskalnych zwalczyć inflację. – Podobnie jest dziś. Szczególnie da się to odczuć w sektorze finansowym – tłumaczy w rozmowie z DGP Peter Wolff, ekonomista Niemieckiego Instytutu Polityki Rozwoju (DIE). – Problemy finansowe i niewystarczająca kapitalizacja zmuszają coraz więcej banków z Europy i ze Stanów Zjednoczonych do zwinięcia działalności w skali globu. W coraz większą izolację popadają też rynki kapitałowe. W efekcie mamy do czynienia z niedosytem inwestycji – dodaje.