Woś: Czy niemieckie finanse będą teraz zielone?

Rafał Woś dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Rafał Woś dziennikarz działu życie gospodarcze świat/Dziennik Gazeta Prawna
W Niemczech trwa kampania przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu.

Dość niemrawa, bo chadecja kanclerz Angeli Merkel zachowuje (na razie) bezpieczną sondażową przewagę nad socjaldemokratami prowadzonymi do boju przez przewidywalnego Peera Steinbruecka. Ale pomylą się ci wszyscy, którzy stwierdzą, że w niemieckiej polityce wieje nudą. Przeciwnie. Po bokach aż buzuje.

Weźmy na przykład Zielonych. To trzecia siła niemieckiej polityki. Partia wyrosła z obyczajowej kontestacji i budzenia się w Niemczech ekologicznej świadomości w latach 60. i 70. Zieloni przetrwali już wiele zwrotów. I początkowy chaos związany z demonstracyjnym odrzuceniem jakiejkolwiek hierarchii. I to, że wkrótce na absolutnego przywódcę wybił się charyzmatyczny Joschka Fischer, który nauczył partię, że coś takiego jak hierarchia jednak istnieje i jest partii potrzebne. To właśnie w czasach Fischera partia przeżyła zderzenie z realiami sprawowania władzy (1998–2005). A w międzyczasie całe pokolenie ich wyborców dorosło. Zgoliło brody, zamieniło swetry na modne koszule. Słowem zmieszczaniało. Ale partia mimo wszystko przetrwała. I dziś nie chce być już tylko mniejszym koalicjantem socjaldemokratów z SPD. Ani partią znającą się tylko na ochronie środowiska czy energetyce („nie” dla atomu). Doszło więc do tego, że Zieloni w czasie tej kampanii są autorami... nowej koncepcji podatkowej, którą lewicowa opozycja chce wprowadzić w życie po ewentualnym wyborczym sukcesie jesienią (zakłada ona kompleksowe podwyżki danin dla najlepiej zarabiających).

Jest w tym jakiś chichot historii. Bo jak przypomniał niedawno „Die Zeit”, akurat finanse Zielonych przez całe lata demonstracyjnie w ogóle nie obchodziły. Dość powiedzieć, że gdy w latach 90. byli już w Bundestagu, to sprawami ekonomicznymi zajmowali się u nich ludzie z łapanki. Językoznawca do spółki z religioznawcą i byłym nauczycielem WF-u. Dziś po tamtym dystansie do ekonomii nie ma nawet śladu. A najważniejszy polityk Zielonych Juergen Trittin już nie celuje w fotel szefa dyplomacji (jak kiedyś Joschka Fischer), lecz chce zluzować Wolfganga Schaeublego w resorcie finansów. Bo to tam zapadają najważniejsze dla Niemiec i Europy decyzje.

To, czy Zieloni będą po wyborach mieli wpływ na kształtowanie niemieckiej (i europejskiej) polityki, zależy od wielu czynników.

Na przykład od wyniku liberałów z FDP od kilkunastu miesięcy balansujących na granicy progu wyborczego, a bez których CDU/CSU Angeli Merkel sama rządu nie zbuduje. I od losu dwóch nowych efemeryd niemieckiej polityki. Piratów czy najnowszego medialnego odkrycia, czyli eurosceptycznej Alternatywy dla Niemiec (AfG). Ale scenariusz, w którym ekolodzy zaczynają po jesiennych wyborach rządzić niemieckimi finansami, nie jest znów tak bardzo nieprawdopodobny

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWoś: Czy niemieckie finanse będą teraz zielone? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj