Chorwacja musi jeszcze poczekać kilka lat, by wejść do strefy euro, choć kunę już wypiera wspólna waluta.

Mimo że Chorwacja formalnie jeszcze nie jest członkiem Unii Europejskiej, już deklaruje zamiar jak najszybszego wejścia do strefy euro. Szef banku centralnego tego kraju powiedział wczoraj, że kłopoty wspólnej waluty nie zmieniają faktu, iż członkostwo w unii walutowej leży w interesie Zagrzebia.

– Zawsze cytuję utwór Boba Dylana: „Jeśli nie masz niczego, nie możesz niczego stracić”. Jeśli nie prowadzisz niezależnej polityki monetarnej, co możesz stracić, wchodząc do unii walutowej? – mówił Boris Vujcić, podczas wystąpienia w Londynie. Wyjaśnił, że kierowana przez niego instytucja i tak nie prowadzi prawdziwie niezależnej polityki ze względu na dużą ilość euro będącą w użyciu w Chorwacji, w szczególności w rozliczeniach między bankami.

Reklama

>>> Czytaj również: Upadłości w Europie Środkowej: gdzie liczba bankrutów rośnie najszybciej?

Chorwacja zostanie przyjęta do Unii Europejskiej 1 lipca, stając się 28. państwem członkowskim. Jednak porzucenie kuny na rzecz euro zajmie prawdopodobnie co najmniej kilka lat. Nawet gdyby Chorwacja wypełniła wszystkie pozostałe kryteria konwergencji, niezbędna jest minimum dwuletnia obecność w mechanizmie kursowym ERM II. Na razie jednak Chorwacja będzie mieć problemy z dwoma innymi warunkami – według prognoz Komisji Europejskiej przyszłoroczny deficyt budżetowy wyniesie 5,6 proc., czyli znacznie powyżej dopuszczalnych 3 proc. A to oznacza, że z miejsca może zostać objęta procedurą nadmiernego deficytu. Inflacja w kwietniu wyniosła 3,3 proc., a więc przekracza maksymalny poziom, obecnie wynoszący 2,5 proc. Za to podobnie jak większość państw Europy Środkowo-Wschodniej Chorwacja ma stosunkowo niewielki dług publiczny – obecnie wynosi on niespełna 54 proc. – poniżej dopuszczalnego poziomu 60 proc. i sporo poniżej średniej dla strefy euro, która nieznacznie przekracza 90 proc. Inna sprawa, że recesja raczej sprzyja powiększaniu deficytu i długu, a gospodarka Chorwacji w tym roku skurczy się o 1 proc. PKB.

Ale Vujcić nie jest szczególnie zaniepokojony procedurą nadmiernego deficytu. – Konsolidacja finansów publicznych to coś, co tak czy inaczej musimy przeprowadzić – powiedział. Wyraził przy tym opinię, że zarówno Chorwacja, jak i inne nadmiernie zadłużone państwa UE powinny raczej kontynuować programy oszczędnościowe, niż myśleć o ich poluzowywaniu. – Większość Europy nie wdraża prawdziwych oszczędności, więc mówienie o ich zakończeniu brzmi trochę dziwnie – dodał.

Chorwacja w swoim entuzjazmie do szybkiego przyjęcia euro jest trochę osamotniona. Wprawdzie dziś Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny mają ostatecznie dać zielone światło Łotwie, która od 1 stycznia stanie się 18. członkiem strefy euro, ale większość jej mieszkańców jest temu przeciwna. Spośród pozostałych państw będących poza euro tylko Litwa jasno deklaruje chęć wejścia do niej. Teoretycznie wszystkie państwa UE poza Wielką Brytanią i Danią się do tego zobowiązały, ale Szwecja nie ma zamiaru porzucać korony, a Polska, Czechy czy Węgry wcale się nie śpieszą z wchodzeniem do unii walutowej. Pod koniec zeszłego roku także Bułgaria ogłosiła, że plan przyjęcia euro odkłada na czas nieokreślony.

>>> Polecamy: Polska w strefie euro: Biznes nieco zwątpił we wspólną walutę