Potocki: Ominąć grabie

Michał Potocki dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Michał Potocki dziennikarz działu życie gospodarcze świat/Dziennik Gazeta Prawna
Białoruska opozycja przez ostatnie dwie dekady stale następowała na te same grabie.

Po pierwsze, była pochłonięta wewnętrznymi konfliktami, których poza nią samą nie rozumiał nikt. Po drugie, nie była w stanie przebić się z własnym programem, po części dlatego, że poza hasłem „precz z Łukaszenką” go nie było. W środę przedstawiciele trzech umiarkowanych sił opozycyjnych rozpoczęli w Brześciu kampanię referendalną.

Dzień wcześniej spotkałem się w Warszawie z inicjatorami akcji. Szef centroprawicowej Partii BNF Alaksiej Janukiewicz, główny macher kampanii „Mów prawdę!” Andrej Dźmitryjeu i prawa ręka Alaksandra Milinkiewicza Juraś Hubarewicz przekonywali mnie, że ich pomysł wnosi nową jakość do działań opozycji. Przez najbliższe cztery miesiące mają chodzić po mieszkaniach w kilkudziesięciu miastach Białorusi i rozmawiać z ludźmi o ich bolączkach, a jednocześnie zebrać podpisy pod wnioskiem o referendum. Czego ma dotyczyć plebiscyt? Na razie nie wie.

Pytania zostaną wykute w toku spotkań z ludźmi. – Żądania wolnych wyborów mało kogo obchodzą, bo Białorusini nigdy takich nie zaznali. Batalia o to, kto ma stanąć do walki z Łukaszenką w kolejnych wyborach w 2015 r., też nie, bo to jest traktowane jako wewnętrzne sprawy opozycji. Mamy nadzieję, że rozmowa o konkretnych problemach wyzwoli oddolny ruch społeczny – mówi Janukiewicz. Nikt przy tym nie ma złudzeń, że władze zgodzą się na plebiscyt. To raczej wstęp do walki o prezydenturę za dwa lata. Hasło referendum ludowego wywołało brutalny sprzeciw radykalnej części opozycji (witamy grabie typu pierwszego), w tym żyjącego na wygnaniu w Wielkiej Brytanii Andreja Sańnikaua, który po kandydowaniu w wyborach w 2010 r. przesiedział dwa lata w łagrze.

Posypały się oskarżenia o granie w interesie władzy, którą trzeba zniszczyć sankcjami, a nie bawić się z nią w referenda. W tym kontekście krytyka, z jaką wystąpił publicysta Biełsatu Pawał Mażejka, wygląda wręcz subtelnie: „Po co to wszystko? Żeby po zebraniu podpisów znów nas powiadomić o oszustwach wyborczych? Żeby radośnie krzyczeć, jak to Białorusini przestają się bać? Żeby po tym, jak nie będzie żadnego referendum, ogłosić nam nowinę, że reżim zademonstrował, iż nie chce zmian na Białorusi?”. Innymi słowy liderzy imitują aktywność i udają, że wiedzą, co robić. Trudno mieć złudzenia, że letnia kampania trzech sił przyniesie jakikolwiek natychmiastowy skutek.

Tyle że sama koncepcja, u której podstaw legło stare hasło ludzi „Mów prawdę!” o poszukiwaniu nowej większości przeciwko Łukaszence i próbie wyjścia poza tradycyjny elektorat opozycji, jest słuszna. Więcej będzie pożytku z chodzenia po domach niż z objazdu kolejnych zagranicznych konferencji z żądaniem sankcji, od których Zachód i tak zresztą zaczął już odchodzić.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPotocki: Ominąć grabie »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj