Zamieszki w Egipcie: więcej ofiar po starciach w Kairze

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 lipca 2013, 19:55
Protesty zwolenników Mursiego w Egipcie na początku 2013 roku.
Protesty zwolenników Mursiego w Egipcie na początku 2013 roku./Newspix
Zwiększa się liczba śmiertelnych ofiar porannej masakry w Kairze.

Egipskie ministerstwo zdrowia podało, że zginęło 65 osób. Wcześniej rząd mówił o 46 zabitych.

Inne dane po strzelaninie na północnym wschodzie miasta podają lekarze, którzy na miejscu ratowali uczestników zajść. Z przekazanych przez nich komunikatów wynika, że śmierć poniosło ponad sto osób. Zabici to głównie członkowie Bractwa Muzułmańskiego.

Zwolennicy Bractwa jak każdego dnia protestowali przed meczetem Rabaa Adhawiya. Nad ranem snajperzy otworzyli do nich ogień z broni maszynowej. Świadkowie twierdzą, że za spust pociągnęli żołnierze i policjanci. Z kolei przedstawiciele armii i policji twierdzą, że nie użyli ostrej broni, a jedynie gazu łzawiącego, a snajperzy nie byli ani policjantami, ani żołnierzami.

Nikt nie chce przyjąć odpowiedzialności za śmierć zwolenników islamistów, protestujących przed meczetem Rabaa Adhawiya.
To z pewnością najbardziej krwawe zamieszki, do jakich doszło od czasu odsunięcia od władzy islamistów z Bractwa Muzułmańskiego. Zwolennicy Bractwa jak każdego dnia protestowali przed meczetem Rabaa Adhawiya. Nad ranem snajperzy otworzyli do nich ogień z broni maszynowej.

Świadkowie twierdzą, że za spust pociągnęli żołnierze i policjanci. „To było piekło. Większość ofiar zmarła od postrzału pociskami w głowę, od snajperów. To niewiarygodne” - mówił jeden ze świadków, lekarz Hesham Ibrahim.
Z kolei przedstawiciele armii i policji twierdzą, że nie użyli ostrej broni, a jedynie gazu łzawiącego, a snajperzy nie byli ani policjantami ani żołnierzami. Egipskie władze oskarżyły Bractwo Muzułmańskie o prowokowanie zajść. Świadkowie twierdzą, że do starć doszło, gdy islamiści próbowali zablokować jedną z głównych dróg w dzielnicy.

Po porannych wydarzeniach Bractwo zapowiedziało kontynuowanie antyrządowych protestów. Jeden z przywódców organizacji Mohammed al-Beltaji powiedział, że zwolennicy obalonego prezydenta stoją na straży demokratycznych procedur. "Mamy prawo do pokazania światu, że Egipcjanie mogą wybrać swojego prezydenta, parlament i stworzyć Konstytucję. Żadna siła wojskowa nie ma prawa, by jednego dnia nagle zdecydować o tym, kto rządzi" - mówił polityk Bractwa Muzułmańskiego.

Z kolei minister spraw wewnętrznych poinformował, że okolice meczetu Rabaa Adhawiya wkrótce zostaną „oczyszczone z demonstrantów”.

Bractwo Muzułmańskie nie uznaje odsunięcia od władzy Mohammeda Mursiego. Były prezydent jest przetrzymywany w odosobnieniu. Egipskie władze poinformowały dzisiaj, że obalony prezydent wkrótce trafi do więzienia, tego samego, w którym jest teraz obalony dwa lata temu prezydent Hosni Mubarak.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Tematy: wojsko
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj