"Łącznie liczony ostatni znany obrót tych firm wyniósł ok. 1 mld złotych przy analogicznie łącznie liczonym zatrudnieniu ok. 2,3 tys. osób." - podano w komunikacie.

EHC zauważa, że problemy mają głównie firmy mniejsze i średnie. Ponadto tylko do 15 proc. przypadków upadłości to przypadki niespodziewane - w większości przypadków da się zauważyć trwałe problemy kontrahentów ze zbytnim zadłużeniem.

"Nie spodziewam się jak na razie odwrócenia tego trendu, a już na pewno nie szybkiego spadku liczby ogłaszanych bankructw polskich firm. Z dwóch przyczyn – po pierwsze wzrost zamówień eksportowych to tylko jeden z czynników wpływających na gospodarkę i nie zrekompensuje on w pełni stagnacji w popycie wewnętrznym oraz regresu w inwestycjach (głównie – w budownictwie). Po drugie – realizacja nowej fali kontraktów i w efekcie spływ środków zajmuje z reguły kilkanaście tygodni, co więcej – także z pewnym opóźnieniem banki i inne instytucje (leasingodawcy, faktorzy) skłonne będą zwiększyć w większym stopniu akcję kredytową. W międzyczasie zaległe zobowiązania wielu przedsiębiorstw zmuszą ich zarządy lub wierzycieli do złożenia wniosków o upadłość (…)" - powiedział główny analityk w Towarzystwie Ubezpieczeń Euler Hermes Tomasz Starus, cytowany w komunikacie.

EHC zauważa również, że prawie jedna czwarta upadłości to postępowania układowe, jednak wiele z wcześniejszych układów kończy się niepowodzeniem (w sierpniu – dziewięć zmian na upadłość likwidacyjną). Trudna sytuacja rynkowa uniemożliwia bowiem wypracowanie zysków wystarczających do spłaty zobowiązań, nawet po redukcji i rozłożonych na raty.

>>> Czytaj też: Jednoosobowe firmy są zamykane lub przenoszą się do szarej strefy