33-letni francuski piłkarz Zair Belounis próbuje wydostać się z Dausze od ponad roku, ale nie udaje mu się to ze względu na restrykcyjne lokalne przepisy prawa pracy. Podjęcie zatrudnienia w Katarze oznacza bowiem w praktyce oddanie swojego paszportu pracodawcy. Nazywa się to systemem kafala i jeśli brzmi trochę jak współczesna forma niewolnictwa, to dlatego, że właśnie tym jest. Nie ważne, czy jesteś nepalskim budowlańcem, filipińską nianią, czy profesjonalnym piłkarzem z Francji – nie możesz wyjechać póki twój „sponsor” ci na to nie pozwoli.

Belounis, który od 2012 roku nie otrzymuje wynagrodzenia, jest zmuszony do wyprzedawania swojego majątku, żeby utrzymać rodzinę. Wycofał zarzuty przeciwko swojemu poprzedniemu klubowi o zaległe wynagrodzenie, ale to nie pomogło w jego sprawie. Nie pomógł też bezpośredni apel francuskiego rządu. Prezes FIFA Sepp Blater okazał się zupełnie bezużyteczny.

Belounis groził już strajkiem głodowym, a nawet mówi, że miał myśli samobójcze. Możliwe, że nieco dramatyzuje, ale w zeszłym tygodniu napisał swojej sprawie list otwarty.

Jak przetrzymywany wbrew swojej woli człowiek prosi o wolność, nie obrażając jednocześnie kraju, który trzyma go jak zakładnika? Oczywiście przez pochlebstwo.

„Zanim pojawiły się te problemy, byłem w Dausze szczęśliwym człowiekiem. Urodziły się tu dwie moje córki. Wiem też, że wielu Katarczyków ciężko pracuje nad tym, żeby mający się tu odbyć Puchar Świata był niezapomnianym wydarzeniem – i na pewno takim będzie. Bliski Wschód zasługuje na to, żeby być gospodarzem tego globalnego wydarzenia, ponieważ w unikalny sposób potrafi on zjednywać ludzi do braterskiego świętowania pomiędzy narodami.”

>>> Czytaj też: Międzynarodowe koncerny i katarscy szejkowie zainteresowani polskim gazem

Później Belounis dochodzi do sedna sprawy:

„Z drugiej strony, pomimo wszystkich dobrych rzeczy, które mogę powiedzieć o tym kraju, który szczerze dąży do wspaniałych osiągnięć, przez ostatnich kilka miesięcy moje życie było koszmarem z powodu systemu kafala. Powoli mnie on zabija, a wiele innych osób ryzykuje tego samego rodzaju cierpienie.”

Mamy tu odpowiednik zdesperowanego człowieka, który mówi swoim porywaczom, że są bardzo mądrzy, przystojni i hojni – a teraz może byliby na tyle łaskawi żeby go wypuścić, proszę?

List zaadresowany jest do dwóch legendarnych piłkarzy, Zinedine’a Zidane’a i Pepa Guardioli, których Belounis błaga o interwencję w swojej sprawie. „Proszę was, żebyście wykorzystali swoje wpływy jako ambasadorzy piłki nożnej i mówili o tym, co mnie spotkało i o tym, co spotyka wielu młodych ludzi tu, w Katarze,” pisze.

Wybór Zidane’a i Guardioli nie był przypadkowy. Obaj pomogli Katarowi zdobyć reputację w świecie piłki nożnej. Państwo to zapłaciło ponoć Zidane’owi ponad 2 mln USD za bycie ambasadorem kandydatury tego kraju w walce o organizację Pucharu Świata 2022. W tej roli pomógł więc przekonać FIFA do oddania najbardziej cenionego przez kibiców międzynarodowego turnieju sportowego w ręce małego, autorytatywnego reżimu w Zatoce Arabskiej. Bez Guardioli, byłego managera FC Barcelona, który obecnie zarządza Bayernem Monachium, nazwa linii lotniczych Quatar Airways nie byłaby wypisana na koszulce największej światowej gwiazdy futbolu, Lionela Messiego. Prośba drugoligowego piłkarza w Katarze – a właściwie byłego piłkarza – może nie zwrócić uwagi ani jednego, ani drugiego gracza. A powinna.

Jonathan Mahler jest pisarzem i felietonistą Bloomberga.

>>> Czytaj też: Katar skończył ze wspieraniem świata. Teraz inwestuje w siebie