Woś: Głupie niemieckie pieniądze

Rafał Woś, publicysta Dziennika Gazety Prawnej
Rafał Woś, publicysta Dziennika Gazety Prawnej/Dziennik Gazeta Prawna
Jednym ze sposobów tłumaczenia europejskiego kryzysu zadłużeniowego jest sugestywny obraz wielkiej niemieckiej pijawki, która wysysa z pozostałych krajów strefy euro życiodajne soki.

Najlepszym dowodem na istnienie tego procederu mają być olbrzymie nadwyżki bilansu handlowego notowane od lat przez niemiecką gospodarkę.

Publicyści i politycy za Odrą tego zarzutu oczywiście nie lubią. Bo ich zdaniem to Berlin jest największym frajerem w obecnym globalnym rozdaniu ekonomicznym. Dobrym przykładem tego sposobu myślenia jest komentarz jednego z najbardziej wpływowych niemieckich dziennikarzy ekonomicznych Holgera Stelznera z „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Stelzner oburza się w nim na formułowane w ostatnich miesiącach zarzuty Komisji Europejskiej, MFW czy amerykańskiego Departamentu Skarbu krytykujące Niemców za ich zbyt konkurencyjny eksport. W połączeniu ze wspólną polityką monetarną Eurolandu dusi on gospodarki takich krajów, jak Grecja, Hiszpania czy Włochy. One nie mogą zdewaluować swojej waluty, co skazuje je na chroniczny deficyt bilansu płatniczego. A więc i na pułapkę zadłużeniową.

Zdaniem Stelznera taki zarzut jest chybiony. Niemiecki eksport nie powstaje w próżni, podwykonawcami są np. firmy hiszpańskie albo portugalskie. Poza tym Niemcy płacą za swój eksport do krajów Południa częściowo... z własnej kieszeni. Bo przecież to niemieckie banki najwięcej straciły (i pewnie jeszcze stracą) na przykład na restrukturyzacji greckiego długu. Stelzner zwraca uwagę, że Niemcy – jak każdy kraj z chroniczną nadwyżką bilansu płatniczego – są czołowymi eksporterami kapitału. I właśnie na tym polu Niemcy jego zdaniem Niemcy są mistrzami... nieudolności. Inwestują źle, nietrafnie i bardzo często tracą pieniądze. Dotyczy to zarówno wielkich korporacji, jak i zwykłych ciułaczy z klasy średniej. Według Stelznera zwłaszcza w świecie anglosaskim istnieje już nawet termin „głupie niemieckie pieniądze”: kapitały łatwo dostępne, które Niemcy wprawdzie potrafią zarabiać, ale kompletnie nie wiedzą, co z nimi robić dalej. W ten sposób Niemcy po raz kolejny zaopatrują innych w gotówkę.

Rozumowanie zaproponowane przez Stelznera budzi oczywiście wiele zastrzeżeń. Ale zostawmy jego warstwę merytoryczną. Pokazując je, chciałem raczej pokazać, jakie mechanizmy obronne rodzą się w niemieckiej publicystyce pod wpływem coraz głośniejszych oskarżeń, że to polityka Berlina zaostrza obecny kryzys. Jeśli ktoś chce dziś rozmawiać z Niemcami o gospodarce, musi być tego świadom.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWoś: Głupie niemieckie pieniądze »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj