W liście do „Gazety Wyborczej” wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew zwraca się do Polaków i stara się przekonać ich, że dostawy gazu z Rosji są dla Polski najlepszą i najtańszą opcją. Pozwala nam jednak na poszukiwanie innych źródeł surowca – skoro koniecznie chcemy.

Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” publikuje list otwarty Aleksandra Miedwiediewa, wiceprezesa Gazpromu, w którym przestrzega on Polaków przed dywersyfikacją dostaw gazu. Zaznacza on, że Gazprom daje Polsce najlepszą ofertę z dostępnych na rynku i ubolewa nad tym, że mimo wszystko poszukujemy alternatywy, a Gazprom spotyka się w Polsce z „wieloma uprzedzeniami”.

„Polski rynek gazu postrzegany jest przez Gazprom jak rzymski bóg Janus o dwóch obliczach” – takimi słowami Miedwiediew zaczyna swój list do „Wyborczej”. Przytacza on prognozy, według których gaz transportowany gazociągami z Rosji jeszcze przez wiele lat ma być tańszy niż gaz skroplony LNG.

Reklama

Miedwiediew na łamach „Wyborczej” odnosi się też do poszukiwań gazu łupkowego. „Jest to wewnętrzna sprawa Polski, dlatego nie przedstawiliśmy swoich poglądów w tej kwestii. Chcecie wydobywać? Proszę, nie jest to nasza sprawa,” zapewnia. Następnie stara się jednak udowodnić, że wydobycie gazu z łupków nie jest opłacalne, a firmy zajmujące się tym w USA ponoszą straty z powodu ogromnych kosztów.

>>> Czytaj też: KE kontynuuje śledztwo w sprawie Gazpromu

Miedwiediew przypomina nam też, że zagraniczne firmy coraz częściej wycofują się z Polski i zapewnia, że gaz łupkowy nigdy nie będzie alternatywą dla rosyjskiego gazu, a dywersyfikacja dostaw gazu będzie oznaczać wyższe ceny dla konsumentów. „Podkreślam, że Gazprom, jako największy producent gazu ziemnego na świecie, nie jest przeciwny gazowi łupkowemu,” dodaje jednak.

Miedwiediew porusza też kwestię odejścia z EuRoPol Gazu polskich członków zarządu. Przedstawia tę sprawę następująco: „Nagle się dowiedzieliśmy, że strona polska zwolniła kilku członków i powołała jednostronnie innych, bez przedyskutowania tego z nami. (…) Jest to dziwne podejście, szczególnie biorąc pod uwagę obowiązujące prawne normy i procedury statutowe oraz zwykłą przyzwoitość,” pisze na łamach „Wyborczej”. Tymczasem, jak w opublikowanej poniżej listu odpowiedzi przypomina publicysta Andrzej Kublik, według PGNiG członkowie zarządu odeszli z własnej woli, a strona rosyjska nie brała udziału w powołaniu nowych członków, ponieważ nie zjawiała się na zwoływanych walnych zgromadzeniach akcjonariuszy.

Pełna treść listu w "Gazecie Wyborczej".

>>> Polecamy również: Rosja zrobi wszytko, aby utrzymać jak najwięcej uzależnionych od siebie państw