Zarządzał spółkami przeładunkowymi w Indonezji i Peru. Prezes DCT Maciej Kwiatkowski przebił w Gdańsku barierę miliona kontenerów.
Większość czasu spędza w Gdańsku, kierując DCT, największym polskim terminalem kontenerowym. Ale ma też dom na antypodach, bo od ponad trzydziestu lat mieszka w Australii. A właścicielem gdańskiej spółki jest fundusz emerytalny Macquarie. – Jestem polskim Australijczykiem. Sprawne zarządzanie DCT leży w interesie mojej australijskiej emerytury – twierdzi Maciej Kwiatkowski.
DCT to koń pociągowy portu w Gdańsku. Wpływy generowane rocznie do budżetu z tytułu VAT, akcyzy i cła spółka szacuje na ponad 1,7 mld zł. W 2013 r. jako jedyny operator w Polsce odnotowała milion przeładowanych TEU (kontenerów o długości 20 stóp). To rekord. A jeszcze w 2005 r., kiedy w Gdańsku ruszała budowa terminalu, największe statki woziły kontenery do hubów w Hamburgu i Bremerhaven, gdzie towar był przerzucany na mniejsze statki, tzw. feedery – to one dopiero płynęły do Trójmiasta. Przełom nastąpił w 2010 r., kiedy gigant Maersk wydłużył jedną z tras z Chin na Bałtyk – do DCT.
Maciej Kwiatkowski przedstawia się jako Maciek. W akcie urodzenia ma wpisane Włodzimierz, ale to imię było nie do wymówienia dla cudzoziemców. Kwiatkowski wyjechał z rodzinnego Szczecina na obczyznę w latach 70. (rodzinę zabrał na stałe w 1981 r.). – Zamieszkaliśmy w Australii. To jeden z najbardziej przyjaznych krajów na świecie. Są tam jadowite pająki, ale rzadko atakują – żartuje szef DCT.
Mówi biegle po polsku, angielsku, rosyjsku, niemiecku i hiszpańsku. Do lat 90. pływał statkami, został kapitanem jednostki „Caracas Bay”. Potem zahaczył się w P&O Ports Australia (wtedy była czwartym operatorem portowym na świecie). Sprawdził się na różnych stanowiskach w terminalach w Melbourne i Sydney. Znajomość wschodnich realiów sprawiła, że dostał zadanie rozkręcenia biznesu w postkomunistycznej Rosji. W 1994 r. pracował w spółce joint venture powołanej do prywatyzacji terminalu w porcie Wostocznyj. Pamiątka po nim została m.in. w jadłospisie: Kwiatkowski namówił personel kantyny do założenia działalności i sprywatyzowania lokalu. Kiedy to się stało, pracownicy nazwali karnety na jedzenie „maćkami”. Nazwa funkcjonuje do dziś, choć już mało kto kojarzy, skąd się wzięła.
W 2000 r. Maciej Kwiatkowski jako dyrektor operacyjny brał udział w przejmowaniu przez P&O terminalu TPS w Indonezji. Dwa lata później współtworzył pierwszy prywatny terminal towarowy w Kolombo na Sri Lance, zarządzając spółką celową, w której skład wchodziły m.in. linie żeglugowe, fundusze private equity i rząd Sri Lanki. Kiedy grupa P&O Ports została przejęta przez giganta DP World, Kwiatkowski został skierowany do Callao w Peru – do budowy kosztem pół miliarda dolarów pierwszego morskiego terminalu kontenerowego w tym kraju.
W lipcu 2011 r. Maciej Kwiatkowski wrócił do Australii, został niezależnym konsultantem. To wtedy dostał propozycję od Grupy Macquarie, która szukała następcy prezesa DCT Borisa Wenzela w Gdańsku. Kwiatkowski chciałby, żeby na dźwięk słów „hub na Bałtyku”, przychodził na myśl terminal DCT. Podobnie jak jest to z Hamburgiem czy Rotterdamem, kiedy mówimy o Morzu Północnym.
Do 2017 r. DCT chce zbudować drugi terminal, dzięki któremu możliwości przeładunkowe się podwoją. To inwestycja za 250 mln euro. Ale łatwo nie będzie. Konkurent GCT Gdynia złożył skargę do Komisji Europejskiej, formułując zarzut nielegalnej pomocy publicznej (dzierżawa 27 ha pod nowy terminal odbyła się bez przetargu). Drugi problem: podatek od nieruchomości. Wcześniej spółka była z niego zwolniona. Ale jest nowa interpretacja: skarbówka domaga się 65 mln zł zaległego podatku.
Prezes DCT jest miłośnikiem czerwonego wina. Regularnie gra w koszykówkę i golfa. Wstaje codzienie o godz. 5, żeby przemierzyć szybkim marszem 5 km.