Amundi wchodzi do gry w nie najlepszym momencie. Aktywa TFI spadły pierwszy raz od maja 2012 r.
Zapowiedź pojawienia się na naszym rynku gracza, który jest największą europejską instytucją zarządzającą aktywami (obecnie jej portfel zbliża się do 780 mld euro, a za trzy lata ma przekraczać 1 bln euro), zrodziła nadzieje na rewolucyjne zmiany. Tymczasem Amundi wkracza na nasz rynek dość nieśmiało.
– Rozpoczynamy działalność od pięciu detalicznych funduszy – deklaruje Eric Braumoulle, prezes Amundi Polska TFI. Są to: Amundi Płynnościowy, Obligacji, Zrównoważony, Stabilnego Wzrostu i Akcji. – Mamy jednak już zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na uruchomienie czterech kolejnych – dodaje.
Na razie nie wiadomo jednak, kiedy miałoby to nastąpić. – Działalność będziemy rozszerzać stopniowo – zapewnia Ludmiła Falak-Cyniak, członek zarządu towarzystwa. Największe działające na naszym rynku TFI samych tylko FIO oraz SFIO mają kilkakrotnie więcej: TFI PZU – 18, Skarbiec TFI – 24, a BZ WBK TFI – 26.
Amundi zapowiada, że jego TFI miałby zgromadzić do końca 2016 r. aktywa warte 4 mld zł i znaleźć się w pierwszej dziesiątce największych towarzystw. – Mówimy tu o aktywach detalicznych, w rynku których chcemy mieć 3-proc. udział – doprecyzowuje prezes Braumoulle. Jeśli bowiem brać pod uwagę wartość aktywów ogółem, by znaleźć się w gronie 10 największych TFI, już teraz trzeba by zgromadzić nie 4 mld zł, ale 9 mld zł. Łącznie w funduszach zgromadziliśmy prawie 192 mld zł. W marcu rynek nieco wyhamował (o 0,3 proc.), ale wcześniej rósł przez niemal dwa lata.
Zdaniem Kazimierza Fedaka, który w zarządzie Amundi TFI odpowiada m.in. za sprzedaż, towarzystwo będzie zdobywać rynek, wykorzystując doświadczenie uzyskane w wielu krajach, gdzie działa grupa, i współpracę z partnerami, którymi są obecnie bank Credit Agricole (główny akcjonariusz francuskiej grupy) i Eurobank. – Ważne będą też oczywiście wyniki inwestycyjne, a także to, że opłaty mamy niższe od średniej rynkowej – dodaje.
Zdaniem komentatorów wszystko to oznacza, że pojawienie się Amundi na rynku nie będzie rewolucją. – Już wcześniej, gdy na polski rynek wchodzili znaczący zagraniczni gracze, tacy jak Franklin Templeton czy BlackRock, rodziło to nadzieje na istotne zmiany, choćby w kwestii wysokości opłat. Ale okazywały się one płonne. Podobnie będzie zapewne i tym razem – twierdzi Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera.
– Nie sądzę, aby na tym etapie rozwoju rynku funduszy inwestycyjnych pojawienie się na nim kolejnego TFI wpłynęło w jakiś istotny sposób na zmianę tego rynku – przekonuje również Krzysztof Lewandowski, prezes Pioneer Pekao TFI.
Amundi to duży gracz, ale na naszym rynku kompletnie nieznany. Musi zapracować na swoją reputację, a polscy klienci po ostatnim kryzysie są znacznie ostrożniejsi i oczekują długoterminowej wartości – mówi chcący zachować anonimowość przedstawiciel innego TFI. – Amundi wchodzi ze standardowymi produktami, nie stawiając na początku na innowacyjność i wyróżnianie się – dodaje.
W opinii Witolda Obszyńskiego, prezesa Forum TFI, pojawienie się na rynku dużego gracza mogłoby mieć istotne znaczenie, ale zbyt dużo pytań dotyczących działalności Amundi TFI pozostaje bez odpowiedzi. – Czy towarzystwo dopasuje swoje działania z rynku zachodniego, gdzie jest znaczącym graczem, czy dostosuje się do realiów polskich? – wymienia Obszyński.
Z kolei Marcin Dyl, prezes zrzeszającej TFI Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, wejście na rynek Amundi TFI rozpatruje w kategorii szans i nowych wyzwań dla działających już towarzystw i całego rynku.
– Pojawienie się nowych graczy, takich jak Amundi czy Franklin Templeton, to sygnał, że sytuacja na rynku się poprawiła i są warunki dla nowych TFI oraz nowych funduszy. To wzbogaci nasz rynek – deklaruje szef IZFiA.
– Nie przewiduję jednak żadnych szczególnych zmian dotyczących oferty już istniejących funduszy. Polskie TFI cały czas poszerzają swoją ofertę funduszy, dostosowując ją do potrzeb klientów i trendów na rynku – dodaje.
Kiedy w Polsce dojdzie do zasadniczych zmian, obejmujących na przykład wysokość opłat?
– Obawiam się, że musi jeszcze upłynąć wiele czasu. Do takich zmian dojdzie pewnie dopiero wtedy, gdy Polska wprowadzi euro – ocenia główny analityk Expandera.