Intensywność walk na Ukrainie wzrosła do poziomów nie notowanych od ubiegłego lata, a władze ukraińskie przyznają – rosyjskie uzbrojenie znów przelewa się przez granicę, aby wspomagać prorosyjskich separatystów.

To bardzo ciekawy moment na to, aby – tak jak zaproponowała to szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini – „normalizować” stosunki Unii Europejskiej z Władimirem Putinem.

Zamiast tego Unia powinna upewnić się, czy każdy członek Wspólnoty wciąż popiera sankcje, bo jednomyślność w tym obszarze bardzo się przyda, zważywszy na fakt, że już w marcu europejskie sankcje zaczną wygasać.

Nałożenie sankcji, w połączeniu z bolesnym dla Rosji spadkiem cen ropy doprowadziły do osłabienia rosyjskiej gospodarki i wywarły presję na Putina, aby ten wycofał się z walk na Ukrainie. Tymczasem ciągłość sankcji jest zagrożona, bo niektórzy członkowie Unii Europejskiej – Francja, Włochy, Węgry i Czechy – chcą już ich zakończenia.

>>> Polecamy: Europa oblała test z braterstwa. Czy istnienie UE ma sens?

W poniedziałek szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini rozpoczęła dyskusję nad tym, jak można stopniowo normalizować stosunki Unii z Rosją – jeśli Rosja zdecyduje się na ruchy mające zakończyć kryzys na Ukrainie. Mogherini co prawda przekonuje, że na chwilę obecną nie ma mowy o zniesieniu sankcji, ale w swoim dokumencie nie wspomina również o tym, że w razie eskalacji napięcia na Ukrainie Wspólnota nałoży na Rosję nowe sankcje. Warto dodać, że w poprzednich dokumentach tego typu takie stwierdzenia były zawarte. Mogherini próbuje przyjąć nowy kurs, ale wysyła bardzo złą wiadomość.

Argumenty za złagodzeniem sankcji brzmią: po pierwsze, sankcje nie powstrzymały Putina od wtrącania się w sprawy Ukrainy. Po drugie, w ich wyniku ucierpiały delikatne gospodarki państw UE. W tym samym czasie prokremlowskie media wykorzystały fakt ich wprowadzenia do dalszego podsycania nacjonalistycznych nastrojów w kraju. Argumenty te jednak bledną przy argumentach na rzecz utrzymania sankcji.

Otóż jest wiele dowodów na to, że sankcje miały realny wpływ na politykę Władimira Putina. Możemy tu mówić o co najmniej dwóch przypadkach. Pierwszy z nich miał miejsce w maju, gdy szeroka groźba sankcji powstrzymała Moskwę przed zgłaszaniem sprzeciwu wobec wyników wyborów prezydenckich na Ukrainie. Druga miała miejsce na jesieni, gdy Rosjanie i prorosyjscy rebelianci zrezygnowali z planów zajęcia trzech kolejnych miast na Ukrainie.

Równie ważne jest to, że domaganie się konsekwencji od Rosji za agresję militarną na Ukrainie łączy Unię wokół bardzo istotnych interesów związanych z bezpieczeństwem co najmniej czterech członków Wspólnoty – Polski i 3 państw bałtyckich.
Dodatkowo sankcje na poziomie finansowym zniechęcają Putina do dalszych militarnych przygód poza Ukrainą, a także zmniejszają poparcie dla Rosji wśród jej sąsiadów, takich jak Białoruś czy Kazachstan. Co więcej, państwa te mogą mieć dziś powody do obaw jeśli chodzi o rosyjskie plany wobec nich.

Każdy chciałby, aby któregoś dnia sankcje zniesiono, ale znoszenie ich zanim Putin wycofa wojska z Ukrainy i zanim granica rosyjsko-ukraińska trafi pod międzynarodową obserwację, byłoby marnotrawieniem działań, które dotychczas podjęto.
Zniesienie sankcji oznaczałoby także wiarę w dobrą wolę Moskwy, a taka wiara na obecnym etapie nie jest uzasadniona. Rosja bowiem wciąż wspiera separatystów militarnie, twierdząc, że jest inaczej. Władimir Putin wysłał nawet list do Petra Poroszenki z propozycją, aby obie strony wycofały z linii frontu ciężką artylerię.

Taka oferta nadeszła tuż po ataku prorosyjskich separatystów na lotnisko w Doniecku, co spowodowało częściowe wycofanie się ukraińskich sił. Rezygnacja na tym etapie z ciężkiej artylerii oznaczałaby dla Ukraińców uznanie dominacji sił prorosyjskich na donieckim lotnisku. Proroszenko oczywiście odmówił prezydentowi Putinowi, a Putin doskonale to wiedział.

W tym samym czasie Władimir Putin wspiera europejskie partie dalekiej prawicy, dążąc do osłabienia całej struktury UE. Przejawem takiej strategii było udzielenie przez rosyjski bank pożyczki wysokości 9 mln euro francuskiemu Frontowi Narodowemu.

Choć sankcje i cena ropy na poziomie 50 dol. za baryłkę podkopały pomysł wybudowania gazociągu South Stream, który omijałby Ukrainę, Rosja postawiła już nowe ultimatum: Gazprom będzie dostarczał gaz tylko do Grecji i Turcji, a Europa będzie musiała zadbać o to, aby odbierać stamtąd gaz, czyli w praktyce może być zmuszona do budowy gazociągu, który - znów – omijałby Ukrainę.

Putin zdaje się zawsze zakładać, że UE będzie za słaba i poróżniona, aby powiedzieć wspólne „NIE” Rosji. Poprzez solidarne nałożenie gospodarczych sankcji, europejscy liderzy zaskoczyli rosyjskiego przywódcę. Do czasu, aż Putin całkowicie nie wycofa się z Ukrainy, Unia Europejska powinna podtrzymywać swoje jednomyślne stanowisko.

>>> Czytaj też: Ławrow: UE wybrała konfrontację zamiast dialogu. Moskwa nie zgodzi się spełnianie warunków Brukseli