W Estonii od 2000 roku dostęp do internetu jest wpisanym do konstytucji prawem każdego obywatela. W tej chwili w całym kraju działa ponad 2 400 hot spotów z darmowym, szybkim internetem bezprzewodowym. Dostęp do sieci jest możliwy z nawet najtrudniej dostępnych miejsc w Estonii – często Wi-Fi działa także w lesie czy na plaży.

Niemal wszystkie ważne urzędowe sprawy można tu załatwić z własnej kanapy. Potrzeba do tego jedynie komputera z dostępem do internetu. Dzięki rozwiniętej e-administracji możemy nie tylko zarejestrować firmę przez internet, ale także zagłosować w wyborach parlamentarnych, wypełnić i złożyć deklaracje podatkowe, wyrobić sobie paszport czy podpisać ważne urzędowe dokumenty. Z rządowych statystyk wynika, że w ubiegłym roku aż 95 proc. zeznań podatkowych w Estonii zostało złożonych przez internet. Za pośrednictwem internetu można tu nawet obserwować w czasie rzeczywistym wydatki rządowe.

Cyfrowe usługi publiczne są tu codziennością. Jak wynika z danych Eurostatu, praktycznie 100 proc. estońskich lekarzy wystawia pacjentom elektroniczne recepty za pośrednictwem internetu i wysyła je farmaceutom. Lekarstwa niemal natychmiast możemy odebrać w dowolnej aptece po okazaniu dowodu osobistego.

Estończycy nie wyobrażają sobie też bankowości bez dostępu do usług online. Ponad 98 proc. operacji bankowych jest dokonywanych przez internet.

Jak to się stało, że liczący zaledwie 1,3 mln mieszkańców kraj na północy Europy stał się jednym z globalnych liderów w dziedzinie informatyzacji? Mało tego, w ciągu jedynie 20 lat zdołał niewielkim kosztem stworzyć system e-państwa, stawiany teraz innym za wzór do naśladowania.

Reklama

„Zrobiliśmy to, ponieważ byliśmy zbyt biedni”

Elektroniczne platformy agend rządowych są ze sobą zintegrowane, dzięki czemu dostęp do nich jest szybki i sprawny, a biurokracja zostaje ograniczona do minimum. Wszystkie zdecentralizowane platformy i bazy danych łączy jeden system – x-Road. To właśnie x-Road jest kluczem do sprawnego działania całego estońskiego e-państwa. Stworzenie jednego, centralnego państwowego serwera wiązało się z gigantycznymi kosztami, na które Estonia nie mogła sobie pozwolić. Dlatego zdecydowano się na połączenie serwerów poszczególnych urzędów w jedną całość za pomocą prostego systemu.

„Zrobiliśmy to, ponieważ byliśmy zbyt biedni. Nie było nas stać na posiadania centralnego serwera, dlatego stworzyliśmy model zwany x-Road” – mówił niedawno Bloombergowi prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves.

Rozwiązanie to okazało się bardzo tanie. „Wszystkie koszty utrzymania, wynagrodzeń i inwestycji wynoszą łącznie ok. 50-60 mln euro” – tłumaczy Bloombergowi Taavi Kotka, podsekretarz ds. technologii informacyjnej w estońskim resorcie gospodarki i komunikacji. To bardzo niskie kwoty, biorąc pod uwagę, że przykładowo rosyjska e-administracja, która estońskiej nie dorasta do pięt, tylko w ciągu roku pochłonęła 90 mln euro, a stworzenie podobnego systemu w Kazachstanie do tej pory kosztowało już 150 mln euro – z marnym efektem. Dla porównania, jak wynika z wyliczeń Money.pl, koszty państwowych systemów informatycznych w Polsce sięgają już 2,9 mld zł.

Chip, który otwiera drzwi do państwa bez granic

Od 2007 roku w Estonii używa się elektronicznych dowodów osobistych. Jest to pod tym względem najbardziej rozwinięty system na świecie. Mała karta identyfikacyjna, na której umieszczony jest specjalny chip, umożliwia załatwienie praktycznie wszystkich ważnych spraw online. Jest jednocześnie dowodem posiadania ubezpieczenia zdrowotnego, identyfikacją podczas logowania się do internetowych usług bankowych, zakodowanym podpisem elektronicznym, przepustką do usług administracyjnych czy systemu e-recept. Może także służyć jako prepaidowy bilet komunikacji miejskiej. W tej chwili W Estonii jest ponad 1,1 mln aktywnych e-dowodów osobistych. Oznacza to, że używa ich prawie 90 proc. Estończyków. Elektroniczne dowody przyznawane są tu automatycznie każdemu obywatelowi, który skończy 15 lat.

Władze kraju idą jednak jeszcze dalej. Chcą stworzyć prawdziwe państwo bez granic i umożliwić zostanie e-rezydentem Estonii każdemu człowiekowi na świecie. Do tej pory jeszcze żadne państwo na świecie nie zdecydowało się na taki krok. Estoński parlament październiku ubiegłego roku przyjął w tej sprawie odpowiednią ustawę. Na jej mocy, elektroniczne karty tożsamości obowiązujące w Estonii będą dostępne także dla cudzoziemców. Każdy posiadacz tzw. ID-kaarty będzie miał możliwość korzystania z wszystkich e-usług dostępnych dla Estończyków, w tym z korzystania z elektronicznego podpisu w dowolnym kraju UE. Nabycie e-rezydentury nie będzie jednak oznaczać ani przyjęcia oficjalnego obywatelstwa tego kraju, ani nawet uzyskania pozwolenia na wjazd na jego terytorium. Pierwszym e-rezydentem został w grudniu 201 4 roku znany dziennikarz The Economist Edward Lucas. Na początku kwietnia do tego grona dołączył też premier Japonii Shinzō Abe. Najwięcej wniosków o e-rezydenturę złożyli do tej pory Finowie, Rosjanie, Łotysze i Amerykanie. W sumie wydano już ponad 500 e-dowodów.

Władze Estonii nie kryją, że e-rezydentura została wprowadzona głównie z myślą o przyciągnięciu do kraju jeszcze większej ilości firm. Według rządowych szacunków, nowe przepisy do 2025 roku mogą przyciągnąć nawet 10 mln e-obywateli.

“Radykalne reformy wymagają czasu i dyscypliny. Myślę, że jednym z głównych źródeł estońskiego e-sukcesu jest zaufanie polityków do specjalistów od IT. Przykładowo, wprowadzenie obowiązkowych e-dowodów było dla władz bardzo odważną decyzją, jednak posłuchali rad inżynierów, którzy stwierdzili, że system ten zadziała tylko wtedy, gdy będzie obowiązkowy. Finlandia także ma system dowodów elektronicznych, ale politycy ponieśli pod tym względem porażkę, bo nie mieli odwagi podjąć radykalnych decyzji” – mówił cytowany przez Bloomberga Taavi Kotka.

>>> Czytaj też: Estonia kolejnym celem Rosji? Zobacz, jak mały kraj przygotowuje się na agresję Kremla

Spod radzieckich wpływów wprost do internetu

Po odzyskaniu niepodległości w 1991 roku po niemal 50 latach zależności od ZSRR, infrastruktura w Estonii była w katastrofalnym stanie. Priorytetem kolejnych rządów stał się rozwój technologii informacyjnej i to właśnie w inwestycjach w ten sektor władze upatrywały się źródeł zrównoważonego wzrostu gospodarczego. Estonia to mały kraj ze stosunkowo niewielką siłą roboczą, do tego dysponuje dość ograniczonymi zasobami surowców naturalnych. Z tego względu władze uznały, że inwestycje w technologię pomogą ograniczyć koszty prowadzenia państwa i pomogą zwiększyć zatrudnienie w tym sektorze oraz podnieść jakość życia mieszkańców. Pierwsze łącza internetowe w Estonii pojawiły się w 1992 roku w ośrodkach akademickich w Tallinie i Tartu. Bardzo szybko odbył się proces prywatyzacji państwowego monopolisty telekomunikacyjnego, brały w nim udział firmy z Finlandii i Szwecji. Dzięki temu zbudowano podstawy sieci światłowodowej. W 1996 roku zainicjowano tzw. program Tiger Leap – jego celem było wyposażenie w komputery i podpięcie do sieci wszystkich estońskich szkół do 2000 roku. Program został z powodzeniem zrealizowany.

Teraz w estońskich szkołach wszystkie informacje o postępach w nauce uczniów są na bieżąco zamieszczane w sieci. System e-szkoła umożliwia większą współpracę nauczycieli, uczniów i ich rodziców – wszystkie oceny, statystyki obecności, informacje dla rodziców – są dostępne online.

Jak przystało na cyfrowe społeczeństwo, w Estonii już od najmłodszych lat zgłębia się tajniki informatyki. Już w 2012 roku Estonia pilotażowo wprowadziła do szkolnych programów nauczania w najmłodszych klasach nową pozycję: programowanie. Teraz dzieci zaczynają się tu uczyć kodowania już w wieku 7-8 lat. Program cieszy się szczególnym wsparciem ze strony koncernów informatycznych, które są żywo zainteresowane kształceniem od podstaw swoich potencjalnych przyszłych pracowników.
Estońscy uczniowie coraz lepiej radzą sobie w międzynarodowych testach kompetencji. W testach organizowanych przez PISA w dziedzinie matematyki przyćmili już nawet młodych Finów.

>>> Polecamy: Najciekawsze fakty o najlepszych systemach edukacji na świecie

Kolebka Skype’a i raj dla start-upów

Estonia to raj dla przedsiębiorców. Zarejestrowanie firmy w Estonii zajmuje zaledwie 18 minut – wszystko odbywa się elektronicznie. Media na całym świecie cytują artykuł z Wall Street Journal, w którym podano, że Estonia może pochwalić się najwyższym na świecie wskaźnikiem liczby start-upów na mieszkańca. Rzeczywiście, powstaje tu ogromna ilość firm, jednak bardzo często Estonia jest jedynie inkubatorem biznesu. Firmy szybko przenoszą się za granicę i lokują swoje siedziby w dużych europejskich miastach.

Estonia była kolebką takich gigantów technologicznych jak Skype (siedziby w Luksemburgu i amerykańskim Redmond), PlayTech (producent gier online z siedzibą w Douglas na brytyjskiej Wyspie Man) czy TransferWise (system przesyłania pieniędzy – siedziba w Londynie).

Estonia stworzyła wręcz idealne warunki dla nowopowstających firm. Nowy rząd Taavi Roivasa zapowiedział niedawno podwyższenie kwoty wolnej od podatku aż o 33 proc. – ze 154 euro do 205 euro miesięcznie (2460 euro rocznie). Będzie to już druga podwyżka w tym roku. W Polsce kwota ta wynosi 3091 zł czyli ok. 760 euro rocznie. . Z ostatniego raportu PwC wynika, że obowiązująca w Polsce kwota należy do najniższych w UE. Nowy rząd Estonii zapowiedział też obniżkę składek na ubezpieczenia zdrowotne – spadną z 33 proc. do 32 proc.

Estonia oferuje też szereg innych zachęt podatkowych. Reinwestowany zysk jest w kraju zwolniony z podatku. Estonia ma też bardzo liberalną politykę podatkową w odniesieniu do dywidend wypłacanych z zagranicy, a w ramach optymalizacji podatkowych zagraniczne inwestycje mogą być przeprowadzane w formie pożyczek.
Nic dziwnego, że w globalnym rankingu Banku Światowego „Doing Business”, Estonia zajmuje wysokie 17 miejsce wśród 189 państw. W kategorii „zakładanie firmy”, Estonia plasuje się na 26 miejscu, a dzięki możliwości rejestrowania spółek online, awansowała w ciągu roku aż o 14 oczek (Polska zajmuje 85 miejsce). Jeszcze wyższą pozycję zajmuje w kategorii „handel zagraniczny” – 6. miejsce na świecie (Polska 41.).

Internetowe społeczeństwo kontra cyberwojna

Przeniesienie niemal wszystkich ważnych usług publicznych do sieci niesie oczywiście za sobą zagrożenia w postaci ryzyka ataków cybernetycznych. Według Business Software Alliance, Estonia obok Austrii i Holandii należy jednak pod tym względem do najbezpieczniejszych państw w Unii Europejskiej. Po tym, jak w 2007 roku w Estonii doszło do masowego ataku hakerów na serwery rządowe, banki i media, władze opracowały i wdrożyły jedną z pierwszych na świecie narodowych strategii cyberbezpieczeństwa. Strategia ta została zaktualizowana w 2014 roku. Co ważne, w Tallinie ma swoją siedzibę specjalna jednostka NATO ds. cyberbezpieczeństwa (Cooperative Cyber Defence Centre of Excellence).

Kwestia bezpieczeństwa danych zapisanych w sieci jest w Estonii traktowana priorytetowo. Każdy obywatel, który korzysta z rządowych platform e-usług może sprawdzać, kto i kiedy miał wgląd do jego danych. Ponad połowa zapytań dotyczących zamieszczonych w sieci danych Estończyków jest generowana przez policję. Służby te muszą mieć jednak uzasadnione powody do ich sprawdzania, Bezpieczeństwo danych zwiększa też fakt, że nie są przechowywane na jednym centralnym serwerze, co wynika z decentralizacji estońskiego e-państwa.

Estonia zajmuje też drugie po Islandii miejsce na świecie pod względem wolności Internetu – wynika z ubiegłorocznej edycji rankingu amerykańskiej organizacji Freedom House. Jak czytamy w raporcie, Estonia stała się dla świata wzorem wykorzystywania darmowego dostępu do internetu jako siły napędowej dla rozwoju społeczeństwa.

>>> Czytaj też: Estonia przygotowana na cyberwojnę. Szykuje wirtualne ambasady